RAPORT

Wojna na Ukrainie

Nieudany zamach na Hitlera. Polacy próbowali go zabić w Warszawie

Adolf Hitler przyjmuje defiladę wojsk niemieckich w Alejach Ujazdowskich w Warszawie (fot. NAC)
Adolf Hitler przyjmuje defiladę wojsk niemieckich w Alejach Ujazdowskich w Warszawie (fot. NAC)

Dzień przed kapitulacją ostatnich polskich oddziałów Adolf Hitler przybył do Warszawy, aby odebrać zwycięską defiladę Wehrmachtu. Przedstawiciele polskiego podziemia uznali to za doskonałą okazję do zabicia wodza III Rzeszy.

80 lat od prowokacji gliwickiej. Pretekst Hitlera do wojny z Polską

80 lat temu, 31 sierpnia 1939 roku, doszło do prowokacji gliwickiej, zorganizowanej przez Trzecią Rzeszę, najbardziej znanego incydentu granicznego...

zobacz więcej

Gdy widmo wojny zawisło nad Europą, prezydent Stanów Zjednoczonych Franklin Delano Roosevelt wysłał list do Adolfa Hitlera, w którym wyrażał nadzieję, że niemiecki rząd będzie dążył do utrzymania pokoju na świecie. Był 14 kwietnia 1939 r. Amerykański prezydent nie miał pojęcia, że dokładnie trzy dni wcześniej przywódca III Rzeszy rozkazał swoim strategom opracowanie planu ataku na Polskę. Od razu po otrzymaniu telegramu Führer odczytał jego treść w Reichstagu.

– Pan Roosevelt domaga się, abyśmy go zapewnili, że wojska niemieckie nie zaatakują następujących niepodległych państw (...) – mówił rozbawiony Hitler, wymieniając po kolei 31 krajów (wśród których znalazły się również brytyjskie i francuskie terytoria mandatowe). Licznie zgromadzeni na sali naziści wybuchnęli gromkim śmiechem.

Pół roku później Hitler przekonywał już partyjnych oficjeli, że „Polska Traktatu Wersalskiego nie powstanie nigdy więcej”.

– Naród niemiecki wśród bicia dzwonów świętuje wielkie, jedyne w swym rodzaju, historyczne zwycięstwo. (…) Również na Zachodzie, począwszy od początku wojny, niemiecki Wehrmacht znajduje się w spokojnej gotowości i oczekuje na wroga. O co ma się teraz prowadzić wojnę? O restytucję Polski? – mówił 6 października 1939 r. w Reichstagu.

Niedługo potem wydał rozporządzenia, które miały raz na zawsze wymazać nasz kraj z mapy Europy. Nie zdawał sobie sprawy, że tuż przed zakończeniem kampanii w II Rzeczypospolitej, szykowano zamach na jego życie.

5 października 1939 r. członkowie polskiego podziemia próbowali zabić Hitlera podczas jego krótkiej wizyty w Warszawie. Gdyby doszło wtedy do detonacji materiałów wybuchowych ukrytych u zbiegu głównych ulic w centralnej części miasta, Führer nie miałby najmniejszych szans na przeżycie.

Ryzykowne wojaże Hitlera

We wrześniu 1939 r. Hitler nie zamierzał zadowalać się wyłącznie raportami sztabu – chciał na własne oczy zobaczyć, jak w praktyce wygląda wojna błyskawiczna. Czwartego dnia wojny z Polską przybył do swojej umocnionej kwatery na Pomorzu. Przez najbliższy miesiąc miał wielokrotnie zmieniać miejsce postoju, przemieszczając się w okazałej kawalkadzie pojazdów. Przyjmuje się, że w trakcie całej kampanii odbył przynajmniej dziewięć wypraw na front.

Popiersie Hitlera we francuskim senacie

Francuski senat zlecił dochodzenie w sprawie odkrycia popiersia Adolfa Hitlera w zajmowanym pałacu. Media wskazują, że rzeźbę pozostawili Niemcy...

zobacz więcej

Podczas tych wojaży często wykazywał się niebywałą lekkomyślnością, doprowadzając do sytuacji, w których jego życie było poważnie zagrożone. „Był tak rozentuzjazmowany kampanią w Polsce, że po prostu zapominał o ustalonych procedurach bezpieczeństwa lub umyślnie je naruszał. Konwoje wyruszały w drogę niekompletne, funkcjonariuszy ochrony ignorowano i tłumy miały dostęp bezpośrednio do Führera” – pisze brytyjski historyk Roger Moorhouse w książce „Polowanie na Hitlera”.

Tymczasem dowódcy Wehrmachtu byli tak pewni siebie, że już 8 września ogłosili zdobycie Warszawy. Zacięty opór stawiany przez Polaków sprawił jednak, że Hitler postanowił osobiście przyglądać się postępom swojej armii. Führer zawitał m.in. na Pragę, gdzie z wieży jednego z kościołów obserwował przez lornetkę oblężenie miasta.

Wbrew oczekiwaniom niemieckich wojskowych, obrońcy polskiej stolicy poddali się dopiero po trzech tygodniach, 28 września 1939 r. Niedługo potem Wehrmacht wkroczył do Warszawy.

Dzień przed kapitulacją miasta stołecznego powołano konspiracyjną organizację o nazwie Służba Zwycięstwu Polski. Pierwszą wielką akcją zleconą przez jej dowódcę, gen. Michała Karaszewicza-Tokarzewskiego, było właśnie przeprowadzenie zamachu na Hitlera.

Pół tony trotylu

Konspiratorzy założyli, że po upadku Warszawy Hitler będzie chciał odebrać w mieście zwycięską defiladę swoich wojsk. Mieli ku temu mocne podstawy – wcześniej podobne parady odbyły się po wkroczeniu Wehrmachtu do stolic Austrii i Czechosłowacji. Opracowanie planu zamachu na Führera powierzono majorowi Franciszkowi Niepokólczyckiemu „Teodorowi” z 60. Batalionu Saperów Armii Modlin.
Adolf Hitler w samochodzie podczas walk o Warszawę, wrzesień 1939 r.  (fot. NAC)
Adolf Hitler w samochodzie podczas walk o Warszawę, wrzesień 1939 r. (fot. NAC)

Akcja Bürkl. Jak kat Pawiaka w kałuży krwi skończył

Gestapo przyciągało degeneratów jak mało która organizacja w historii. Jednym z najokrutniejszych członków niemieckiej tajnej policji w okupowanej...

zobacz więcej

Wojskowy ustalił, że wariantem, który daje największe szanse powodzenia, jest detonacja ładunków po zakończeniu defilady, gdy Hitler wybierze się na przejażdżkę po mieście (wcześniej rozważano także rzucenie bomby w stronę jego trybuny). Oto jak przygotowania do tej akcji opisał w swoim pamiętniku słynny Kurier z Warszawy, Jan Nowak-Jeziorański:

„Przewidziano, jak się okazało trafnie, że Hitler ze swoją świtą objeżdżając miasto będzie musiał tak czy inaczej przejechać przez skrzyżowanie Al. Jerozolimskich i Nowego Światu. Saperzy Niepokólczyckiego usuwając zgodnie z układem o kapitulacji miasta barykadę w tym miejscu, założyli dwa olbrzymie ładunki materiałów wybuchowych. Jeden umieszczono w gmachu Dyrekcji Kolei w ten sposób, że cała siła wybuchu poszłaby na Cafe Club, a drugi w gmachu Banku Gospodarstwa Krajowego z główną siłą eksplozji skierowaną w stronę Gastronomii. Przy detonatorach w pobliskim budynku czuwały na zmianę, dzień i noc, dwa posterunki – każdy złożony z saperów i oficera, oczywiście przebranych już po cywilnemu”.

Materiały wybuchowe, o których wspominał Nowak-Jeziorański, składały się z pocisków i uzbrojonego trotylu. Łączna waga ładunków w obu skrzyniach wynosiła ok. 500 kg. 4 października major „Teodor” zameldował, że wszystko jest już gotowe. Nazajutrz rano Hitler zjawił się w Warszawie. W Alejach Ujazdowskich czekała na niego honorowa trybuna, z której miał przyglądać się defiladzie 8 Armii gen. Johanesa Blaskowitza.

Wątpliwości oficera

Tym razem Niemcy dobrze zadbali o bezpieczeństwo swojego wodza. Mieszkańcom zablokowano dostęp do ulic, którymi po defiladzie miał przejeżdżać Hitler, a wzdłuż chodników ciągnęły się długie kolumny żołnierzy. Wzięto też na wszelki wypadek ok. 400 zakładników, w tym 12 przedstawicieli władz miejskich z prezydentem Stefanem Starzyńskim na czele.

Zwycięski pochód Wehrmachtu trwał przeszło dwie godziny. Po zakończonej defiladzie Führer zgodnie z przewidywaniami Polaków wsiadł do swojego mercedesa i przejechał przez skrzyżowanie, w pobliżu którego znajdowały się ukryte skrzynie z trotylem. Wybuch jednak nie nastąpił – jeszcze tego samego dnia Hitler wrócił do Berlina, gdzie miał wygłosić nazajutrz przemówienie o definitywnym upadku Polski.

Własnoręcznie zabił 500 Żydów. Rocznica egzekucji kata z „Listy Schindlera”

Gdy obejmował stanowisko komendanta obozu przejściowego w Płaszowie, przywitał się z więźniami słowami: „Jestem waszym bogiem. W dystrykcie...

zobacz więcej

Dlaczego nie doszło do detonacji ładunków? Oddajmy znów głos Nowakowi-Jeziorańskiemu:

„Tokarzewski tłumaczył mi po wojnie, że nie miał wtedy jeszcze żadnego wywiadu i że defilada zaskoczyła zamachowców. Niepokólczycki nie dostał się tego ranka na miejsce, bo Niemcy zamknęli dostęp do ulic, którymi miał przejechać Hitler. Oficer obecny na miejscu otrzymał wprawdzie rozkaz działania na własną rękę, ale tylko w wypadku, jeśli nie będzie cienia wątpliwości, że widzi przed sobą samego Hitlera”.

W dalszej części swoich wspomnień Kurier z Warszawy wyjaśnia, że ów oficer nie wiedział kto przyjmował defiladę: Hitler, Blaskowitz, czy naczelny dowódca niemieckich wojsk lądowych gen. Walther von Brauchitsch. Z tego powodu żołnierz zawahał się i nie dał saperowi sygnału do odpalenia detonatorów.

Relacje pozostałych konspiratorów nie są jednak zbieżne z wersją Karaszewicza-Tokarzewskiego, dlatego przyczyny niepowodzenia warszawskiego zamachu na Hitlera wciąż pozostają niewyjaśnione. Współzałożycielka Służby Zwycięstwu Polski, mjr Janina Karasiówna twierdziła na przykład, że cała akcja poniosła fiasko już na etapie przygotowań, ponieważ saperom nie udało się podłączyć kabli do detonatorów. Major „Teodor” miał natomiast powiedzieć, że Hitler wybrał ostatecznie inną trasę przejazdu.

Kult wodza

Nie ulega wątpliwości, że zadanie, jakiego podjęli się członkowie polskiego podziemia, nie należało do najłatwiejszych. Jak podkreśla Roger Moorhouse, zabicie wodza III Rzeszy było trudne ze względu na szczelną ochronę, jaką się otaczał.

Jednocześnie wiele wskazuje na to, że udany zamach na Hitlera nie odniósłby oczekiwanego efektu. Umocniłby za to reżim nazistowski. W tym czasie wódz III Rzeszy miał już wielu zwolenników, którzy po jego tragicznej śmierci mogliby go wynieść na sztandary jako cierpiętnika za sprawę. W oczach niejednego wojskowego uchodził on za genialnego stratega prowadzącego naród niemiecki do ostatecznego zwycięstwa.

Adolf Hitler pozdrawia z samochodu salutujących żołnierzy. 5 października 1939 r., Aleje Ujazdowskie w Warszawie (Fot. NAC)
Adolf Hitler pozdrawia z samochodu salutujących żołnierzy. 5 października 1939 r., Aleje Ujazdowskie w Warszawie (Fot. NAC)

„Zabici byli winni swojej śmierci”. Zmarł 96-letni SS-man. Nigdy nie odpowiedział za zbrodnie

W Niemczech zmarł 96-letni nazista Karl Muenter; mimo że został skazany, uniknął kary za popełnione zbrodnie. Był członkiem 12. Dywizji Pancernej...

zobacz więcej

Ulubiona reżyserka dyktatora Leni Reifenstahl, która w październiku 1939 r. przyleciała do Warszawy razem ze swoją ekipą filmową, wspominała: „(…) widziałam, jak maszerujący żołnierze wpatrywali się w niego [Hitlera – przyp. red.] jak zahipnotyzowani. Sprawiali wrażenie, że każdy zrobiłby wszystko na jego rozkaz. Gotowi byli za niego umrzeć”.

Kult poległych za ideę narodowego socjalizmu stanowił w zasadzie jeden z filarów, na których opierała się III Rzesza. Zwolennicy Hitlera określali takie jednostki mianem Blutzeuge – „świadków krwi”. W gronie nazistowskich męczenników znaleźli się m.in. działacze polityczni, którzy ponieśli śmierć w monachijskim zamachu stanu z 1923 r. Gdyby Hitler zginął z rąk polskich żołnierzy, znalazłby się zapewne na szczycie tego panteonu.

Krwawy odwet

Innym, znacznie poważniejszym następstwem zabicia Führera, byłaby wendeta. Historia nie raz pokazała, że w systemach totalitarnych zamordowanie czołowej postaci reżimu napędza falę bezprecedensowej przemocy. Wystarczy wspomnieć, że początek trwającemu pięć lat wielkiemu terrorowi w ZSRR dało – przeprowadzone prawdopodobnie na zlecenie samego Józefa Stalina - zabójstwo bolszewickiego działacza Siergieja Kirowa.

Konsekwencje jakie czekałyby Polskę, gdyby zamach na Hitlera się powiódł, można przewidywać w oparciu o przykłady udanych operacji europejskich ruchów oporu, w których ginęli niemieccy funkcjonariusze i wojskowi.

Na szczególną uwagę zasługuje tutaj fakt, że zgodnie z wcześniej uchwaloną zasadą sukcesji w III Rzeszy następcą Hitlera na stanowisku Führera miał zostać równie bezwzględny Hermann Göring.

Polacy już od pierwszego dnia wojny doświadczali skutków jego barbarzyńskich rozkazów; przez cały wrzesień podlegające Göringowi Luftwaffe przeprowadzało serię niszczycielskich nalotów, w których atakowało obiekty cywilne. Wendeta w wykonaniu najeźdźcy nie liczącego się z międzynarodowymi konwencjami byłaby bez wątpienia bardzo krwawa.

Nie sposób nie przyznać zatem racji Nowakowi-Jeziorańskiemu, który twierdził, że „gdyby Hitler z całym otoczeniem zginął w tym momencie, Niemcy wyładowaliby całą furię na bezbronnej ludności Warszawy i pokonanego kraju”. W ocenie byłego emisariusza Armii Krajowej rozmiary masakry, od której „dzielił jeden ruch ręki” byłyby trudne do wyobrażenia.

W trakcie powstawania tekstu autor korzystał m.in. z następujących pozycji: „Polowanie na Hitlera” Rogera Moorhouse' a; „Kurier z Warszawy” Jana Nowaka-Jeziorańskiego .

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej