MŚ w lekkiej atletyce: Piąte miejsce w debiucie

Justyna Święty-Ersetic i Iga Baumgart-Waitan w trakcie sztafety mieszanej 4x400m na mistrzostwach świata w Doha (fot. PAP/EPA/ROBERT GHEMENT)

Ależ to był dziwny bieg. Polacy zajęli piąte miejsce w finale debiutującej na mistrzostwach świata mieszanej sztafety 4x400 metrów. Trener Aleksander Matusiński postawił na szaloną taktykę. Nie udało się, ale do medalu zabrakło niewiele.

Święta wojna. Rywalizacja stara jak Kraków

Kto powstał wcześniej, kiedy odbyły się pierwsze derby, czyj klub miał być rezerwami drugiej drużyny, dlaczego Wisła to „psy”, a Cracovia „Żydzi”,...

zobacz więcej

Matusiński zagrał va banque. Podczas gdy wszyscy trenerzy dobierali ustawienie sztafety tak, żeby mężczyźni i kobiety rywalizowali między sobą, trener naszej kadry postanowił zaskoczyć wszystkich, decydując się wystawić Rafała Omelkę na drugiej zmianie w towarzystwie pań, z kolei Justynę Święty-Ersetic na samym końcu, której zadaniem było utrzymanie przewagi.

Pokerowa zagrywka przyniosła zakładany efekt, bo Omelko przekazując pałeczkę, miał blisko 30 metrów przewagi. Nasz czterystumetrowiec bez problemu uciekł, próbującym gonić go paniom.

Przewagę utrzymała Iga Baumgart-Witan, ale gdy Święty przyszło ścigać się z mężczyznami, przewaga topniała w mgnieniu oka. Nadzieje na medal rozwiały się na mniej więcej sto metrów przed metą, a jeszcze przy samym finiszu Polkę wyprzedził Brytyjczyk. – Taka była taktyka, żeby Justyna uciekła przed facetami nie udało się – przyznała w rozmowie z TVP Witan. – Strasznie to było dziwne, bo gonili mnie sami mężczyźni, to było dla mnie nowe doświadczenie – mówiła z uśmiechem Święty-Ersetic. Do medalu zabrakło pół minuty. Niewiele. A to dość istota informacja, bo za rok w tej samej konkurencji rywalizować będziemy o medale. Złoto trafiło do Amerykanów, którzy pobili rekord świata. Pozostałe miejsca na podium zajęli Jamajczycy i reprezentanci Bahrajnu.

Nasza sztafeta mogła przybić sobie piątki z powodu dobrze wykonanego zadania. A tego nie można powiedzieć o pozostałych Biało-Czerwonych. Adama Kszczota nie zobaczymy w finale biegu na 800 metrów po tym, jak zajął szóste miejsce w swoim półfinale z czasem 1.45,22. Do finału kwalifikowało się bezpośrednio po dwóch najlepszych z trzech serii biegów oraz pozostałych dwóch najszybszych zawodników. Co ciekawe, zwycięzca trzeciego biegu Bośniak Amet Tuka miał gorszy czas – 1.45,63 – niż Kszczot.

Serbowie mistrzami Europy w siatkówce

Serbscy siatkarze pokonali w Paryżu Słoweńców 3:1 (19:25, 25:16, 25:18, 25:19) w finale mistrzostw Europy i po raz drugi w historii wywalczyli...

zobacz więcej

W finale sprintu kobiet wystąpi Ewa Swoboda, która pobiegła poniżej oczekiwań w biegu na 100 metrów. Jej czas był wprawdzie o 0,02 s lepszy od wyniku z eliminacji, ale rezultat 11,27 s, dał jej dopiero szesnaste miejsce.

Miło mogło nam się za to zrobić, oglądając wieczorne ceremonie medalowe. Najpierw złoto za mistrzostwa świata w 2013 roku odebrała Anita Włodarczyk. W Moskwie nasza młociarka zajęła drugie miejsce za Tatianą Łysenko, ale później okazało się, że Rosjanka została zdyskwalifikowana za stosowanie dopingu. IAAF zdecydował, że ceremonia wręczenia złota najlepszej w historii młociarce będzie miała należytą oprawę i zaprosił Anitę do Kataru.

Włodarczyk nie startowała na tegorocznym czempionacie z powodu kontuzji kolana. Po tym jak zawodniczka z Rawicza odebrała należny jej złoty krążek na podium wskoczyła Joanna Fiodorow, która w sobotę zajęła drugie miejsce w konkursie rzutu młotem. – Nareszcie wierzę, że go mam. To najcenniejsza zdobycz w mojej karierze. A teraz? Pokażę go mojej trenerce, która nie mogła być obecna na ceremonii, bo musiała zrobić trening z Wojtkiem Nowickim. Druga będzie moja mama – powiedziała do dziennikarzy wzruszona Fiodorow.

źródło:
Zobacz więcej