Rosyjskie psy wojny zdradził telefon. Komu służą w Libii?

Konwój sił rządowych ostrzelany przez żołnierzy generała Haftara, około 100 km od stolicy Libii Trypolisu (fot. Ahmet Izgi/Anadolu Agency/Getty Images)

Informacje o obecności rosyjskich najemników na froncie libijskiej wojny domowej pojawiały się od 2017 roku. Dopiero jednak teraz są na to niezbite dowody: zdjęcia i dokumenty. Moskwa prowadziła w Libii skomplikowaną grę, obstawiając więcej niż jednego gracza. Nie wyszło. Teraz Rosjanie muszą tłumaczyć się i przed Haftarem, i przed rządem w Trypolisie.

Kret CIA w gabinecie Putina?

Pewne są tylko dwie rzeczy. Pierwsza: CIA miała cennego informatora w Moskwie, którego w 2017 r. ewakuowała. Druga: w 2017 r. zniknął kremlowski...

zobacz więcej

W strefie walk w Libii znajdują się rosyjscy najemnicy – poinformował 27 września Conflict Intelligence Team (CIT), grupa dziennikarzy i ekspertów śledząca poczynania sił zbrojnych Rosji. Według tych ustaleń najemnicy mają działać po stronie generała Chalify Haftara, walczącego z uznawanym przez społeczność międzynarodową Rządem Jedności Narodowej w Trypolisie. Wszystko wskazuje na to, że są to członkowie tzw. grupy Wagnera, prywatnej spółki najemniczej finansowanej przez Jewgienija Prigożina, biznesmena z bliskiego kręgu Władimira Putina.

Wagnerowcy już wcześniej walczyli w Donbasie i Syrii, widziano ich też w Sudanie i Republice Środkowoafrykańskiej. Pojawiają się wszędzie tam, gdzie Moskwa realizuje swoje ważne interesy, ale nie chce robić tego z otwartą przyłbicą. Bo wagnerowcy, choć w teorii prywatni najemnicy, realizują zadania Kremla i współdziałają ściśle z ministerstwem obrony.

Na przedpolach Trypolisu

Libia po obaleniu Muammara Kadafiego nie zaznała spokoju. Od kilku lat toczy się regularna wojna domowa. Z jednej strony jest rząd jedności narodowej (GNA) Mustafy as-Saradża, urzędujący w Trypolisie i popierany przez ONZ, z drugiej zaś samozwańcze władze w Tobruku na wschodzie Libii. To ci drudzy zyskali przewagę – dzięki Libijskiej Armii Narodowej (LNA), największej dziś formacji zbrojnej w Libii, dowodzonej przez generała Chalifę Haftara.

Tak naprawdę to właśnie samozwańczy feldmarszałek Haftar prowadzi walkę o panowanie nad krajem z rządem w Trypolisie. W ciągu kilku ostatnich lat podporządkował sobie wschód Libii, potem południe. Nie tylko siłą ale też przekupując plemienne starszyzny – środki na to, nawet ok. 150 mln dolarów, dostał od Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA). Wreszcie postanowił wykonać decydujące uderzenie. W kwietniu ruszyła wielka ofensywa na Trypolis. Z mniej lub bardziej widocznym poparciem ZEA, Arabii Saudyjskiej, Egiptu, Francji i Rosji, Haftar szybko zajmował ogromne połacie kraju – wydawało się że upadek stolicy to kwestia dni, góra tygodni. Tymczasem jednak, po początkowych sukcesach, LNA utknęła na przedpolach Trypolisu. Mija pół roku, a siły najpotężniejszego libijskiego warlorda nie są bliższe wiktorii, niż w kwietniu.

Efekt Zełenskiego, intryga oligarchów, kontra Rosji [ANALIZA]

Tak zdecydowanego faworyta w historii wyborów na niepodległej Ukrainie jeszcze nie było. Założona przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego partia...

zobacz więcej

Pozycyjna wojna wymaga dużych nakładów finansowych i środków militarnych. Haftar w dużym stopniu jest zależny do wsparcia zagranicznych sojuszników/protektorów. W lipcu on i jego ludzie jeździli do ZEA i Arabii Saudyjskiej. Popłynęły petrodolary i Haftar mógł zacząć werbować dodatkowych żołnierzy we wschodniej Libii, ale też w sąsiednich Sudanie i Czadzie. Jednak 23 września szef MSW rządu jedności narodowej Fathi Bashagha powiedział telewizji Al-Ahrar, że Haftar najpierw posiłkował się sudańskimi żołnierzami, „ale gdy oni zawiedli, postawił na kompanię Wagnera”.

Dwa dni później agencja Bloomberga, powołując się na źródła w Libii i wśród zachodnich obserwatorów, poinformowała, że na początku września do Libii przybyło ponad 100 najemników z tzw. grupy Wagnera. Wspierają oni Haftara w próbach zdobycia Trypolisu. Ich przybycie zbiegło się w czasie z eskalacją nalotów na stolicę. Wagnerowcy zostali przerzuceni do głównej bazy wyjściowej LNA w Dżufrze. Potem trafili na front – już 9 września tureckie drony wojsk rządu jedności narodowej zaatakowały farmę, która ma być główną bazą wagnerowców.

Po publikacji Bloomberga na jednym z prokremlowskich kanałów popularnego komunikatora Telegram pojawił się film, na którym widać ciężarówkę rosyjskiej produkcji Ural-4320. W 10. sekundzie nagrania słychać rosyjskie słowa: „Jedziemy do Adżdabiji”. Chodzi o miejscowość kontrolowaną przez Haftara, znajdującą się niemal 700 km na wschód od frontu. Kilka kilometrów od miejsca, w którym nagrano rosyjski pojazd (Ural-4320 wcześniej widziano w Sudanie i Republice Środkowoafrykańskiej, gdzie również działają wagnerowcy), ktoś zrobił zdjęcia Europejczyków w niejednakowych mundurach. Wśród osób na tych zdjęciach jest też prawdopodobnie mieszkaniec Buriacji, Władimir Andanow, ps. Wacha. Weteran wojny w Donbasie, członek Związku Ochotników Donbasu. W maju 2018 roku odznaczony przez Putina Orderem Męstwa. Zdjęcia z Andanowem „Wachą” pojawiły się 25 września na facebookowym profilu 3. Trypolijskiej Kompanii Piechoty walczącej po stronie rządu jedności narodowej.

Tego samego dnia na tym samym profilu opublikowano wideo z drona, na którym widać rosyjskich najemników. Wideo pochodzi z telefonu jednego z Rosjan, który wpadł w ręce żołnierzy Trypolisu. Należał do Biekszeniowa – w aparacie są też zdjęcia. Na przykład medalu przyznawanego wagnerowcom „Za zwycięstwo nad ISIS”. Do tego Libijczycy znaleźli kartę kredytową rosyjskiego banku Sbierbank, wystawioną na Wadima Biekszeniowa. Biekszeniow to były żołnierz piechoty morskiej Floty Bałtyckiej, który zatrudnił się w grupie Wagnera. Wszystkie te rzeczy najemnik porzucił po nalocie sił rządowych na przyfrontową miejscowość Asbija (11 km na południe od lotniska w Trypolisie).

Libijski przepis Prigożina

Wagnerowcy nie są pierwszymi rosyjskimi najemnikami, którzy postanowili zarobić na libijskiej wojnie. Już w 2016 roku założona przez byłych oficerów GRU i FSB (jej szef Oleg Krinicyn jest absolwentem Wyższej Szkoły KGB) prywatna spółka wojskowa RSB-Grupp zawarła kontrakt z generałem Haftarem. Na jego mocy około 100 rosyjskich saperów aż do lutego 2017 roku rozminowywało instalacje przemysłowe w Bengazi.

Największe manewry Centr-2019. Kolejna maskirowka armii Putina

Ponad sto tysięcy żołnierzy z ośmiu krajów. Ćwiczenia jak Rosja długa i szeroka, od środkowoazjatyckich stepów po arktyczną tundrę. Centr-2019 to...

zobacz więcej

założyła dwie bazy w Bengazi i Tobruku, w których oficerowie GRU i specnazu pełnią „szkoleniowe i łącznikowe role”. Sztab rosyjskich najemników znajduje się prawdopodobnie w Bengazi, portowym mieście na wschodzie Libii. Jest chroniony nie tylko na lądzie, ale też osłania go obrona przeciwlotnicza. W marcu 2019 brytyjski „The Telegraph” poinformował, że w mieście Bengazi przebywa ok. 300 rosyjskich najemników. Wszystkie te jednak doniesienia nie były potwierdzone dowodami i tak szczegółowe, jak to, co udało się ustalić dopiero teraz. Nie tylko na temat wagnerowców, ale też drugiej części aktywności w Libii „kucharza Putina”, jak mówi się o Prigożinie z racji na jego biznesowe dokonania w kateringu.

W listopadzie 2018 roku przedsiębiorca pojawił się na oficjalnych rozmowach na Kremlu ministra obrony Rosji Siergieja Szojgu i generała Haftara. Już wtedy stało się jasne, że Prigożin zaangażuje się w Libii, tak jak wcześniej z Syrii, Sudanie i paru innych afrykańskich krajach. I to zaangażowanie wcale nie jest tak jednoznaczne. Kreml w Libii gra bowiem na kilku fortepianach i unika jednoznacznego opowiedzenia się po jednej ze stron. Dlatego, choć od paru lat najbardziej demonstracyjnie przyjaźni się z Haftarem i wysyła mu najemników, to jednocześnie zawiera kontrakty z rządem w Trypolisie. A na tym nie koniec.

Finansowani przez Prigożina „polityczni konsultanci” wyruszyli do Libii rozmawiać ze wszystkimi poważniejszymi siłami politycznymi. Takich kontaktów odmówił tylko rząd jedności narodowej. Sarradż miał odmówić z obawy przed reakcją Zachodu. Zresztą to właśnie jego rząd aresztował w połowie maja dwóch ludzi Prigożina, rosyjskich obywateli Maksyma Szugaleja i Samera Hassana Seifana. Przy mężczyznach znaleziono laptopy i karty pamięci zawierające dane dotyczące interesów Prigożina w Libii. Władze w Trypolisie zarzucają dwójce rosyjskich obywateli – wciąż siedzących w areszcie - próby wpływania na możliwe przyszłe wybory w Libii i tajne spotkania z synem Kadafiego, Saifem al-Islamem i jego przedstawicielami.

Libijczycy mówią, że zebrane dowody wskazują, że Rosjanie mieli też plany ingerencji w kampanie wyborcze w innych krajach afrykańskich. Maksym Szugalej to jeden z najbardziej znanych politycznych technologów pracujących dla struktur Prigożina. W 2018 roku uczestniczył w kampanii prezydenckiej jednego z kandydatów na Madagaskarze. Do Libii przyjechał w marcu 2019. Seifan jest tłumaczem, ma też paszport jordański.

Sklonują „rosyjski Pentagon”. Putin popełnia błąd Ceaușescu? [OPINIA]

Kreml coraz bardziej obawia się społecznego buntu, który zmiecie obecny reżim. Władimir Putin nie ufa już swym pretorianom – Rosgwardia nieudolnie...

zobacz więcej

Trzeci z tej ekipy, niejaki Aleksandr Prokofiew, zdołał uniknąć aresztowania. Wrócił bowiem do Rosji 14 maja, trzy dni przed zatrzymaniem kolegów. Zarejestrowana w Petersburgu Fundacja Obrony Wartości Narodowych potwierdziła, że obaj aresztowani mężczyźni byli „socjologami” pracującymi dla niej w Libii. Mieli jedynie „obserwować sytuację”, bez mieszania się w sprawy polityczne.

Na czele fundacji stoi Aleksandr Malkiewicz, o którym było głośno w czerwcu 2018 roku, gdy wyrzucono go z wynajmowanych biur w Waszyngtonie po próbie uruchomienia portalu informacyjnego USA Really – mającego powiązania z Internet Research Agency, czyli słynną fabryką trolli w Olgino. Wiadomo, że Szugalej i Seifan spotykali się z Saifem al-Islamem Kadafim. To właśnie rozmowy z Saifem w jego domu w Zintan były bezpośrednim powodem aresztowania Rosjan.

Saif al-Islam jest poszukiwany przez Międzynarodowy Trybunał Karny za zbrodnie wojenne, popełnione głównie na demonstrantach podczas rewolucji przeciwko reżimowi Kadafiego. Wygląda na to, że Rosjanie wzmacniają go, aby mieć przeciwwagę dla Haftara. W raporcie dla ministra obrony Siergieja Szojgu z marca 2019, do którego dotarli dziennikarze (zapewne to jeden z dokumentów znalezionych u Szugaleja i Seifana), jego autor, również związany ze strukturami Prigożina, Piotr Byczkow, pisze, że „są poważne podstawy by uważać, że w razie swego wojskowo-politycznego zwycięstwa Haftar nie będzie lojalny wobec interesów Rosji. Dla zniwelowania ryzyka proponuje się wzmocnić pozycje zachodniej części Libii, jednocząc wszystkie siły pod Saifem Kadafim lub inną figurą”.

Zaraz potem do Libii polecieli Szugalej i jego tłumacz, oraz Aleksandr Prokofiew. Wygląda na to, że ich główną misją miało być właśnie dogadanie się z synem obalonego dyktatora. Aby zwiększyć popularność Kadafiego w Libii, ludzie Prigożina pomogli odbudować jakość i zasięg starego propagandowego kanału jego ojca, Jamahiriya TV, zamkniętego podczas powstania 2011 roku. Telewizja wznowiła nadawanie w 2012 roku z Kairu, ale nieregularnie – prześladowały ją bowiem ciągłe finansowe problemy. Rosjanie spłacili wszystkie zobowiązania zarówno wobec pracowników, jak i operatorów satelitarnych. Wysłannicy Prigożina zajęli się też rozbudową w mediach społecznościowych aparatu promującego zarówno Haftara, jak i młodego Kadafiego. Używali podobnych metod, co słynna fabryka trolli podczas kampanii prezydenckiej w USA w 2016 r. Założyli co najmniej dwanaście różnych grup na Facebooku, które wzajemnie się promowały. W marcu 2019 roku strony te oglądało nawet ponad 2 mln użytkowników tygodniowo, podczas gdy statystycznie, libijskie grupy facebookowe ogląda tygodniowo co najmniej 250 tys. internautów.

Gra z feldmarszałkiem

Tajny obóz dla najemników pod Krasnodarem. Rosjanie próbowali go ukryć

Zbudowane pod Krasnodarem na południu Rosji koszary, które według świadków są przeznaczone dla szkolenia najemników wojskowych, oznaczono w...

zobacz więcej

Od kilku lat rosyjskie interesy w Libii wiąże się na ogół z Haftarem. Tymczasem co najmniej od początku tego roku Kreml bardziej stawia na dywersyfikację swoich wpływów. Z ujawnionych dokumentów wynika, że do końca ubiegłego roku Rosja jednoznacznie stawiała na Haftara.

Ale ludzie Prigożina od początku tego roku coraz bardziej krytykowali feldmarszałka, wskazując że brakuje mu środków by zdobyć Trypolis, że jest chory na raka, ale też że nie chce zrezygnować z paszportu amerykańskiego, a jego rodzina mieszka w USA. Moskwa niepokoi się o lojalność Haftara – co widać choćby w cytowanym wcześniej raporcie Byczkowa. A należy pamiętać, że raporty wysłanników Prigożina to jedno z głównych źródeł wiedzy na temat sytuacji w Libii ministra obrony Siergieja Szojgu. Jeśli nawet Rosjanie będą chcieli coraz mocniej stawiać na Saifa al-Islama, to jest to pieśń dalekiej przyszłości. Obecnie liczą się tak naprawdę tylko Haftar i rząd w Trypolisie.

Moskwa musi sobie jednak w Libii poczynać nadzwyczaj ostrożnie. Ogromne jest ryzyko nadepnięcia na odcisk któremuś z innych obcych graczy. Choćby wspierającej rząd w Trypolisie Turcji, z którą jednocześnie Putin próbuje zacieśniać współpracę w Syrii, energetyce i zbrojeniówce. Ale są też popierający Haftara Egipt, ZEA i Arabia Saudyjska. Z Kairem Moskwa ma obecnie znakomite relacje, a z Saudami próbuje się zbliżyć nie tylko w obszarze polityki naftowej.

Wpadka rosyjskich „politycznych doradców” i ujawnienie ich kontaktów z synem Kadafiego z pewnością zaniepokoiły Haftara. Miał nawet wybrać się w tajemnicy do Moskwy 20-24 sierpnia. Póki co, to jemu w Libii Moskwa pomaga najbardziej. I nie chodzi tylko o najemników walczących na froncie.

Z dokumentów, do których dotarł rosyjski portal śledczy Projekt wynika, że rosyjscy specjaliści pomagają LNA w serwisowaniu pochodzącego z Rosji i ZSRS sprzętu wojskowego. W dokumencie pochodzącym z 12 marca 2019 roku napisane jest, że od października 2018 roku zespół techniczny z Rosji liczący 23 osoby przeprowadza inspekcje, ocenę uszkodzeń i generalnie stan techniczny: 100 czołgów T-55, 35 czołgów T-62, 10 czołgów T-72, 77 bojowych wozów piechoty BMP-1, 210 transporterów opancerzonych BTR-60, 21 wozów zabezpieczenia technicznego BREM, 41 opancerzonych pojazdów rozpoznawczych BRDM-2, 10 opancerzonych ciągników artyleryjskich MTLB, 20 samobieżnych haubic 2S1, sześć wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych BM-21, jedną samobieżną haubicę 2S3. Nie wiadomo, czy rosyjscy technicy to personel wojskowy czy najemnicy – choć wiadomo, że ujawniony dokument to dzieło osoby związanej z Kompanią Wagnera.

źródło:
Zobacz więcej