RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Waldemar Milewicz, reporter wojenny

Czasem mówi się że nie ma ludzi niezastąpionych. Ale to nieprawda. W redakcji „Wiadomości” wciąż stoi Jego biurko, a na nim leżą Jego kasety. Pamięć o Jego opowieściach jak dziwny jest ten świat jest nadal świeża. Siedem lat temu w Iraku zginął Waldemar Milewicz, wraz z nim montażysta Muanir Buamran.

Pewnie gdyby żył nie byłoby go dziś w redakcji „Wiadomości”. Byłby już na afgańsko-pakistańskim pograniczu tam, gdzie dopadli Bin Ladena. Wszędzie musiał być pierwszy. I był. – Waldek był perfekcjonistą w przygotowywaniu swoich wypraw. Nikomu nie zostawiał czegoś, co mógłby zrobić sam – uważa redakcyjny kolega Bogdan Ulka.

Przyjaciel Waldka, Michał Adamczyk pamięta tę ostatnią rozmowę, przed wyjazdem Waldka do Iraku. – Dokładnie na tym korytarzu przekazywałem Waldkowi namiary na irackiego przewodnika. Powiedziałem mu: uważaj na siebie, a on spojrzał na mnie, usmiechnął się i powiedział: jak zawsze – wspomina Adamczyk.

Bo przecież zawsze wracał. Gdy znalazł się w ogniu walki o kwaterę Arafata w Ramallah, gdy został ostrzelany na Haiti, gdy przewodnik zostawił go zimą w górach Kaukazu – zawsze wracał.

Jechał tam, gdzie zwykli ludzie wołali o pomoc: na Bałkany, do Rwandy, do Afganistanu. Pokazywał nam świat. Ten dziwny świat.

Tu w redakcji zagranicznej „Wiadomości” wciąż jest jego biurko, są taśmy, jest też redakcyjna relikwia: – Teczka Waldka dokumentująca jeden z jego wyjazdów do Afganistanu i takie zdanie, które... zapowiada też jego los: To właśnie na tej drodze półtora tygodnia temu zginęło czworo zachodnich dziennikarzy. Zostali rozstrzelani. Dla paru dolarów – pokazuje Sławomira Śliwińska.

Wtedy 7 maja 2004 roku chciał pokazać życie zwykłych Irakijczyków. Był z nim montażysta Mundek i Jurek – operator. Z całej trójki przeżył tylko ten ostatni.

– W pierwszej chwili pomyślałem, że gdzieś strzelają – trzeba to filmować, ale w następnej sekundzie zobaczyłem, że szyba rozpryskuje się przede mną – tak zapamiętał tamte wydarzenia operator Jerzy Ernst.

Z wyprawy nie wrócił także montażysta Mounir Bouamrane. Mundek.

Waldek zdobył wiele nagród, został dziennikarzem roku, ale sława nie zmieniła go. – Jak wchodził do redakcji to się robiło jaśniej. Mówił... miał swoje powitanie, którego niestety nie będę cytował, ale wchodził, otwierał drzwi i było wiadomo, że przyszedł Waldek – wspomina dziennikarz Piotr Górecki.

Pamiętamy o nim. Nie tylko dziś.

źródło:
Zobacz więcej