SLD, czyli wybierzmy Armię Czerwoną

Armia Czerwona to wyzwoliciele Polski – powiedziało się całkiem niedawno Włodzimierzowi Czarzastemu (fot. REUTERS/Reinhard Krause)

Wybierzmy przyszłość! – od zawsze zachęcają postkomuniści. Jednak tak naprawdę są zakładnikami własnej PZPR-owskiej przeszłości.

Czarzasty o Armii Czerwonej: Ci ludzie nas wyzwolili, dali nam wolność

– Ci ludzie nas wyzwolili, ci ludzie dali nam wolność – tak o radzieckich żołnierzach mówił szef SLD Włodzimierz Czarzasty w Szczecinie. Lider...

zobacz więcej

Armia Czerwona to wyzwoliciele Polski – powiedziało się całkiem niedawno Włodzimierzowi Czarzastemu w Szczecinie, w trakcie obwoźnego postkomunistycznego szoł. Wszak kampania wyborcza to nie tylko zdobywanie nowych zwolenników. To także pukanie do drzwi i głów tych starych, czasem już na dobre zniechęconych do partii.

Postkomuniści sztandar Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej wyprowadzili z polityki w styczniu 1990 roku. Jednak sami z niej nie zniknęli: pomogła im nie tylko gruba kreska, ale też zmęczenie niemałej części polskiego społeczeństwa efektami balcerowiczowskiej terapii szokowej. Postsolidarnościowa prawica różnych nurtów w latach 90. dostała od Polaków kilka żółtych kartek, które skończyły się nie tylko kolejnymi rządami postkomunistów, ale i dwoma kadencjami prezydentury Aleksandra „Ole, Olka” Kwaśniewskiego.

Rzadko kto o tym myśli, ale ultraliberalna transformacja, szczególnie w okresie najbardziej druzgoczącym dla całego mnóstwa lokalnych społeczności – żyjących z małomiasteczkowych fabryk, przetwórni i z pracy w PGR-ach – opłaciła się uwłaszczonej nomenklaturze nie tylko finansowo. Także politycznie utrzymała ich na powierzchni, gdy już właściwie tonęli – a później społeczne skutki terapii szokowej okazały się dla nich wręcz falą wznoszącą.

Hasło „wróć komuno, bo robotnik skuno” (chodzi oczywiście o żargonowe przeinaczenie słowa „skona”) nie było żartobliwą odzywką, jak brzmi po latach. Nie było też tekstem rozleniwionych roszczeniowców. Było często rozpaczliwym wołaniem ludzi, którzy z dnia na dzień tracili źródło utrzymania. Hiperinflacja zżerała ich pieniądze, a dodatkowo – bardzo świadomie – hamowano wzrost ich wynagrodzeń. Pacjent, owszem, przeżył, choć słaniał się po wszystkim na nogach, ale za brak znieczulenia przy tej operacji odpłacił się postsolidarności poparciem dla obłudnie współczującej mu postkomuny.

„Wypchane marionetki” na lewicy. Czarzasty: Opozycja zgodna w granicach rozsądku

Wszyscy, którzy głosują na lewicę, głosują na KW SLD; nie ma innej lewicy, są tylko wypchane marionetki – powiedział w niedzielę lider SLD...

zobacz więcej

Towarzysze z zatoki Czerwonych Świń (tak nazywano osiedle w Warszawie – kwartał alei Wilanowskiej, Lentza, Królowej Marysieńki i Kosiarzy, gdzie rezydowali piękni i młodzi towarzysze-karierowicze) szybko połapali się, że sympatia części społeczeństwa da się spożytkować także do dalszego promowania własnej wizji historii. Wizji, w której powojenny ład był zasadniczo dobry, Armia Czerwona to byli nasi wyzwoliciele. A oni są normalną socjaldemokracją, choć jeszcze całkiem niedawno byli ludźmi zawiadującymi nienormalnym realnym socjalizmem.

O tym, że między 1944 a 1989 rokiem jeden „okres błędów i wypaczeń” gonił drugi (post)komuniści woleli nie pamiętać, o niezidentyfikowanych dekadami grobach ofiar swojej partii i prosowieckiej ideologii – również. Adam Michnik i Jacek Kuroń szybko podali im pomocną dłoń – zaczęło się propagandowe bombardowanie społeczeństwa, że postkomunizm jest całkiem spoko, a najgorszy jest polski nacjonalizm, antysemityzm i demony endeckiej przeszłości. Czesław Kiszczak, niesamowicie cyniczny gracz, który stał za brutalnością służ specjalnych PRL, szybko okazał się człowiekiem honoru.

A Adam Michnik kazał się nam też „odpieprzyć od generała” - towarzysz Jaruzelski jako całkiem miły staruszek dziś dla wielu jest „politykiem tragicznym”, a do tego ojcem „przesympatycznej” pani Moniki. I żeby było jasne: myślą tak wciąż nie tylko betonowi postkomuniści, ale też zwykli zjadacze chleba, którzy wyrobili sobie osąd na podstawie tego, co mówiły im media III RP, o wiele bardziej łagodne dla junty Jaruzelskiego niźli dla demonizowanej przez trzy dekady poopozycyjnej prawicy. To naprawdę nie jest przypadek, że ludzie z kręgu „Wyborczej”, którzy w czasach opozycji wiele zawdzięczali choćby mecenasowi Janowi Olszewskiemu, później znacznie więcej ciepłych słów mieli dla naczelnych postaci aparatu represji PRL, niźli właśnie dla niego, premiera rządu w III RP.

Konwencja Lewicy w Gdyni. Czarzasty o hejcie: Jestem orłem, jestem ponad tym

Mówię wszystkim hejterom – nie usłyszycie ode mnie ani jednego zdania złego na swój temat – powiedział lider SLD Włodzimierz Czarzasty podczas...

zobacz więcej

Postkomunizm jako znacząca ideologia III RP nie jest zatem wypadkiem przy pracy. Jest konsekwencją mnóstwa czynników społecznych, gospodarczych, politycznych, kulturowych nawet. Włodzimierz Czarzasty może dziś bez mrugnięcia okiem opowiadać szerokiej publice o tym, że Armia Czerwona nas wyzwalała, ponieważ wie, że ludzie nie zawsze wolą prawdę. Czasem wybierają – nawet nie ze złej woli – półprawdę i „gówno prawdę”.

A prawda o Armii Czerwonej jest taka, że przegoniła stąd Niemców, bo miała w tym potężny geopolityczny interes, a równocześnie zainstalowała tutaj stalinowskie porządki – oparte na ubezwłasnowolnieniu polskiego społeczeństwa, na wasalizacji i zainstalowaniu między Odrą a Bugiem nowej, własnej moskiewsko-komunistycznej elity. Bo najmniej im chodziło przecież o Polskę – a najbardziej o wielkorusko-bolszewicką ideologię, którą na swoich sztandarach donieśli aż do Berlina, do stolicy swojego dawnego sojusznika, gdy nasi zachodni – pożal się Boże – alianci po prostu nas sprzedawali. I jeszcze wszyscy oni mieli pretensje, że się to londyńskiemu, emigracyjnemu rządowi nie podoba.

I choć ZSRR już nie ma, to my wciąż potykamy się o tę elitę, której rody i rodziny nam tutaj po 1944 roku zainstalowano. I to naprawdę nie jest tak, że panowie Michnik i Kuroń w początkach III RP „przypadeczkiem” o wiele bardziej „paszczyli” na (owszem, nie bezgrzeszną) prawicę, niźli postkomunistów – korzenie zobowiązują.

Dlatego trzeba panu Czarzastemu grzecznie acz stanowczo powiedzieć: przestań pan pierniczyć głupoty, prawda o sowieckiej armii jest dla pana niewygodna. I tak już na zawsze pozostanie.

źródło:
Zobacz więcej