Rzymskie legiony nad Dunajem. Polscy archeolodzy znaleźli cenny dokument

Członek rzymskiej grupy historycznej przebrany za centuriona (fot. REUTERS/Alessandro Bianchi)

Fragment dokumentu poświadczającego udzielenie obywatelstwa rzymskiemu legioniście odkryli polscy archeolodzy na terenie obozu legionowego w Novae w Bułgarii. To pierwszy tego typu zabytek znaleziony w tym miejscu. Naukowcy liczą, że wkrótce poznamy imię legionisty i szczegóły dot. jego życia.

Naukowcy pozwolą uwięzić się w lodzie na Arktyce. Zbadają wpływ zmian klimatu

600 naukowców z 19 krajów przez rok, razem z lodowcem, będą dryfować po Oceanie Arktycznym. Wyprawa może oznaczać przełom w zrozumieniu arktycznego...

zobacz więcej

Warszawscy archeolodzy prowadzą wykopaliska w Novae (koło miasta Swisztow) od ponad pół wieku. Ich prace pozwalają co roku odkrywać kolejne szczegóły dotyczące realiów życia członków dwóch historycznie ważnych legionów – VIII Augusta i I Italskiego – w Novae zachowały się bowiem relikty obozów sprzed dwóch tysięcy lat.

Latem tego roku, w czasie wykopalisk wśród ruin ekskluzywnego domu należącego do centuriona, czyli oficera rzymskiego, archeolodzy natknęli się na cenny zabytek.

– Była to część dokumentu poświadczającego nadanie przez cesarza obywatelstwa rzymskiego legioniście, po tym jak zakończył swoją służbę – opowiada kierownik badań w Novae prof. Piotr Dyczek z Ośrodka Badań nad Antykiem Uniwersytetu Warszawskiego. Certyfikat wyryto na zachowanej tylko częściowo, wykonanej z brązu blaszce. Na razie archeolodzy nie odszyfrowali całego tekstu.

Łącznie z całego Imperium Rzymskiego znanych jest ok. 1000 podobnych dokumentów, ale bardzo niewiele z obszaru naddunajskiego. Ten pochodzi sprzed ponad 1700 lat, kiedy rządził cesarz Gordian III (lata 238-244 n.e.).

Pełen dokument składał się z reguły z dwóch „kartek”. Posiadały one niewielkie otwory przy długich krawędziach, przez które przewlekano łańcuszek, by je połączyć.

Naukowcy pozwolą uwięzić się w lodzie na Arktyce. Zbadają wpływ zmian klimatu

600 naukowców z 19 krajów przez rok, razem z lodowcem, będą dryfować po Oceanie Arktycznym. Wyprawa może oznaczać przełom w zrozumieniu arktycznego...

zobacz więcej

– Co ciekawe nie każdy mógł zajrzeć do wnętrza dokumentu, nawet jego właściciel, bo urzędnicy za każdym razem, po zajrzeniu do jego treści opieczętowywali łańcuszki – opowiada prof. Dyczek. W ten sposób chciano uniknąć przypadków kopiowania i fałszerstw tego typu istotnych certyfikatów.

W armii rzymskiej mogli w początkowym etapie istnienia Imperium Rzymskiego służyć tylko obywatele rzymscy, czyli osoby wywodzące się z Półwyspu Apenińskiego. Zmieniło się to w III w. Wówczas do obrony granic Rzym potrzebował większej liczby żołnierzy. Dlatego przyjmowano też sprzyjających Imperium barbarzyńców, czyli osoby spoza pierwotnych granic Cesarstwa. Z czasem Imperium poszerzało swoje granice i stamtąd pochodzili nowi wojskowi, mimo że nie byli obywatelami Rzymu.

– Po odbyciu minimum 25-letniej służby legioniści, którzy stawali się weteranami, byli nagradzani w różny sposób. Ci którzy nie byli obywatelami rzymskimi otrzymywali na przykład obywatelstwo – opowiada prof. Dyczek. Dlaczego było to wysoko cenione? Jak wyjaśnia archeolog obywatelstwo otwierało drogę do awansu społecznego - weteran, którego dokument znaleźli polscy badacze mógł z powodzeniem ubiegać się o ważne funkcje publiczne i zostać na przykład wybrany burmistrzem.

W jaskini jak na Marsie. Naukowcy przygotowali atrakcję dla turystów [WIDEO]

Dzięki grupie hiszpańskich naukowców i architektów, w jaskini Arredondo w północnej Hiszpanii odtworzono warunki życia, jakie panują na Marsie. Dla...

zobacz więcej

Prof. Dyczek przypuszcza, że właściciel dokumentu w momencie jego otrzymania miał 40-45 lat (bo do legionu zaciągano się w wieku ok. 20 lat).

– Oznacza to, że miał przed sobą jeszcze ok. 20-30 lat i mógł się dzięki obywatelstwu wzbogacić – dodaje.

Kopia nadania obywatelstwa trafiała do archiwum w Rzymie w formie papirusu. Kluczowe było jednak posiadanie takiego dokumentu przez samego zainteresowanego.

– Jego brak czy zaginięcie można było wręcz traktować jako utratę tożsamości – podkreśla prof. Dyczek.

Szef badań liczy, że za pół roku – kiedy planowane jest zakończenie odczyszczania i konserwacji zabytku – poznamy imię nagrodzonego weterana i szczegóły dotyczące jego życia.

źródło:
Zobacz więcej