Platforma spycha polską politykę na dno – niczego innego nie potrafi

Obecna wicemarszałek Sejmu przyjęła na siebie rolę pełnienia kandydatki na premiera (fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk)

Z każdym rokiem pogłębia się kryzys polskiej polityki. Smutny był obraz ostatnich dwóch kadencji Sejmu, jeśli nie liczyć jednego promyka słońca – nieobecności w Sejmie formacji późnego postkomunizmu w kadencji, która się właśnie kończy. Główny udział w demoralizacji debaty publicznej, której początki znajdujemy często w parlamencie, ma obecna opozycja z dominującą w niej Platformą Obywatelską. Wiele wskazuje na to, że swój udział w dalszej degrengoladzie polskiej polityki ma dziś Małgorzata Kidawa-Błońska, która za zasłoną hasła „o zgodzie i współpracy” konsekwentnie realizuje program jej psucia.

Ojczyzna i „włoszczyzna”. Skandaliczna akcja Jachiry

Kandydatka Koalicji Obywatelskiej do Sejmu postanowiła w piątek wesprzeć Młodzieżowy Strajk Klimatyczny. Chwalona przez liderów Platformy...

zobacz więcej

Zapowiadający się skład Sejmu budzi przerażenie i obrzydzenie, jeśli spojrzeć na listy osób, które być może zajmą miejsce w ławach poselskich na przełomie października i listopada tej jesieni. Mogą się tam znaleźć osoby, które będą w historii polskiego parlamentaryzmu oceniane jako sprawcy sprowadzenia polskiej polityki do prawdziwego upadku. Do poziomu płaskiego, amatorskiego kabaretu. Prowincjonalnego teatru, goniącego za europejskimi nowinkami, w którym czołowych aktorów stać jedynie na tanie, kuglarskie popisy. Tak jak to robił np. w Senacie Jan Rulewski, przychodząc na posiedzenie w więziennym drelichu, który miał obrazować obecną sytuację Polaków pod rządami PiS.

Nie jest żadnym odkryciem z mojej strony, że to Donald Tusk jako pierwszy dał hasło sprowadzania do polityki ludzi, którzy rozpoczęli odwrót procesu jej rozwoju. Zainicjował marsz do tyłu naszego świata polityki. Nie bacząc na jakość i przejrzystość tworzonej przez siebie nowej formacji, jaką była Platforma Obywatelska, dla celów koniunkturalnych dbał, byle tylko nie wypaść poza politykę, dopuścił, by zręby nowej partii budowali generałowie byłej SB oraz tajni współpracownicy służb specjalnych z czasów PRL.

Swoje zasługi w powstaniu PO potwierdził po latach gen. Gromosław Czempiński. Jednym z twórców był Andrzej Olechowski, tajny współpracownik wywiadu, o pseudonimie Must. Korzystając z przywileju „budowniczych”, wynegocjowali przywilej obsadzenie swoimi ludźmi kluczowych pozycji w strukturach centralnych i lokalnych partii. W ten sposób do Platformy zaczęły przenikać osoby o poglądach lewicowych. Samych tajnych współpracowników oraz znanych członków PZPR w PO jest ponad 20 osób.

Palikot wycofuje się z polityki. „Odchodzę”

Założyciel Twojego Ruchu Janusz Palikot opuścił ugrupowanie. „Odbył się Kongres, wybrano nowe władze i tak oto ostatecznie odszedłem z polityki...

zobacz więcej

Równie charakterystyczny jest nie tylko fakt znalezienia miejsca w PO dla Janusza Palikota, ale przede wszystkim jego błyskawiczne wspięcie się na szczyty władzy w partii, gdzie dostał nominację na wiceszefa Klubu Parlamentarnego. To Palikot, za wiedzą i akceptacją Donalda Tuska, prowadził brutalną kampanię przeciwko śp. prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, pełną wstrętnych insynuacji i sugestii. To Palikot urządzał polityczne spektakle z użyciem obrzydliwych akcesoriów. Po założeniu własnej partii wprowadził do Sejmu ludzi, którzy przynosili wstyd, obniżali poziom sejmowych debat. Wreszcie to ludzie Palikota, przy walnym udziale polityków Platformy, uruchomili język polityki nasycony elementami nienawiści, który zyskał nazwę „przemysłu pogardy”.

Rzeczy, które blisko dekadę temu były zjawiskiem nowym i wyjątkowym, dziś stały się codziennością, występującą zarówno w Sejmie, jak i poza nim. Za chwilę, a wiele sygnałów to zapowiada, może nastąpić kolejny etap intensyfikacji najgorszych postaw, przynoszących wstyd, a być może hańbiących mury sejmowe.

Niestety, siła napędową tych tendencji jest znowu jak przed laty Platforma Obywatelska, która dziś przybrała postać Koalicji Obywatelskiej. Grzegorz Schetyna ze strachu przed własna porażką postanowił wykreować Małgorzatę Kidawę–Błońską na polityka, który ma wprowadzić normalność, zgodę, przerwać rozsiewanie nienawiści. Obecna wicemarszałek Sejmu przyjęła na siebie „zaszczytną rolę” pełnienia kandydatki na premiera. W każdej wypowiedzi podkreśla, jak to będzie zabiegała o wyeliminowanie mowy nienawiści z debaty publicznej. O wprowadzenie sporów merytorycznych zamiast obrzucania się oskarżeniami oraz o tym podobnych, pełnych szlachetności i dobrej woli wysiłkach.

Jednocześnie za każdym razem znajduje uzasadnienie, które w konkretnych przypadkach stoi w jawnej sprzeczności z tymi pustymi deklaracjami. W ten sposób Kidawa-Błońska pozostaje nieodrodnym dzieckiem Platformy z najgorszymi przejawami. Wpisuje się w jakże typową dwulicowość, a ściślej fałszywość. Powszechną postawę wśród większości znanych polityków tej partii.

Kidawa Błońska i Neumann „doskonale o tym wiedzą”. „Tam nie ma barier, idą duże pieniądze”

Jeśli do lutego 2018 r. płaci się regularnie do dziś z pieniędzy partyjnych jakiemuś człowiekowi za jakieś działania, powinno się o tym wiedzieć....

zobacz więcej

Oto dobre przykłady fałszywego kluczenia Kidawy–Błońskiej w sytuacji, kiedy chciałaby dochować pozorów sielankowego obrazu polityka, który dotrzymuje złożonych deklaracji o przerwaniu języka nienawiści i pogardy.

Dziennikarka radia Zet pyta ją o akcję „ Nie świruj, idź na wybory”. Kidawa-Błońska mówi, że akcja wywołała różne reakcje, w tym także negatywne. Zarazem stwierdziła, że widziała tylko spot z Januszem Gajosem. I filmik ten nie wzbudził w niej żadnych zastrzeżeń.

Jak to możliwe, że cały internet, media i ludzie w każdym niemal miejscu mówią o spocie Wojciecha Pszoniaka, a dziwnym trafem Kidawa-Błońska, biorąca aktywny udział w kampanii wyborczej, nie widziała tego spotu?

Chwilę po tym, po raz kolejny udaje, że nie rozumie innego skandalicznego wybryku. Tego, co powiedziała kandydatka do Sejmu z listy KO Klaudia Jachira. Najpierw ucieka od skomentowania nagrania Jachiry, w którym ta jednoznacznie sugeruje, że wyborcy PiS to ludzie z zaburzeniami psychicznymi. Następnie wybiela się, robiąc z siebie niewinnego anioła: – „To nie ja układałam listy”. A na końcu z rzekomą wielkodusznością usprawiedliwia Jachirę mówiąc: – „Każdy ma prawo naprawić swoje błędy”. Niech puentą będzie dowód, w jaki sposób Klaudia Jachira już następnego dnia rozpoczęła naprawiać swoje błędy. Zjawiła się przed Pomnikiem Polskiego Państwa Podziemnego i Armii Krajowej, na którym wyryte są słowa: – „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Stanęła na tle tego napisu, z uniesionym nad jej głową transparentem ze słowami: – „Bób, Hummus, Włoszczyzna”.

źródło:
Zobacz więcej