Taniec słów na płótnie

„Sen o Warszawie” – praca polskiej kaligrafki Barbary Galińskiej z perskim tłumaczeniem w wykonaniu Ahmeda Mohamadpura (fot. Ambasada Iranu w Polsce)

Azadi, czyli wolność – to słowo najlepiej określa styl kaligrafii irańskiego profesora Ahmeda Mohamadpura, który przez ostatni tydzień gościł w Polsce, uczestnicząc m.in. w III Warszawskim Dniu Kaligrafii. Jego wizyta była kolejnym projektem w ramach kulturalnej współpracy polsko-irańskiej, która mimo globalnych napięć politycznych ma się dobrze.

Świat słowiański, świat irański [OPINIA]

Iran przeciętnemu Polakowi wydaje się krajem odległym i egzotycznym. Tymczasem Słowian w ogóle, a Polaków w szczególności, łączy z Irańczykami...

zobacz więcej

Gdy spojrzy się na prace Mohamadpura, trudno początkowo dostrzec, że jest to kaligrafia. Dotyczy to zwłaszcza ludzi, których oko nie jest przyzwyczajone do perskiego alfabetu, będącego odmianą pisma arabskiego. Litery są inne i pisze się od prawej do lewej, czyli w odwrotnym kierunku niż u nas.

Choć w kaligrafii perskiej jest jeszcze inaczej. Litery tworzące wyraz, a następnie kolejne słowa, uciekają bowiem do góry, przesuwając się niejako po skosie. Często zresztą litery nie następują jedna po drugiej, lecz swobodnie układają się w przestrzeni tak, że cały wyraz staje się jednym obrazkiem.

„Panuje całkowita wolność, a litery i słowa tańczą na płótnie” – mówi irański mistrz kaligrafii, który na co dzień wykłada na teherańskim Uniwersytecie Sureh. Mohamadpur zaprezentował swoją sztukę na III Warszawskim Dniu Kaligrafii. To coroczna impreza organizowana przez Warszawski Dom Kaligrafii. W tym roku przewodnim tematem był „Sen o Warszawie”, ale największą atrakcją była niewątpliwie wizyta irańskiego kaligrafa.

„Byliśmy zaskoczeni liczbą osób zainteresowanych perską kaligrafią, przyszło prawie 400 osób” – przyznaje Patryk Martuś, jeden z warszawskich kaligrafów organizujących Warszawskie Dni Kaligrafii. To wydarzenie, które ma bardzo zróżnicowane cele i adresatów. Chodzi generalnie o przybliżenie sztuki, która kiedyś miała użytkowe znaczenie, ale w erze komputerów zanika i pozostaje domeną artystów.

W trakcie dnia kaligrafii można zapoznać się z warsztatem kaligrafa, a dzieci mogą zakupić różne narzędzia służące do tradycyjnego pisania. W Iranie kaligrafia jest jednak znacznie częściej praktykowana w życiu codziennym, gdyż setki lat tradycji spowodowały, że nierozerwalnie łączy się z irańską kulturą narodową, a także sztuką religijną.

Mohamadpur rozkłada płachtę białego papieru i nakłada na nią gęstą, białą substancję, którą następnie rozprowadza równomiernie po całej powierzchni. Następnie bierze jeden z własnoręcznie zrobionych pędzli i drąży w owej mazi kontury perskich liter. By osiągnąć jeszcze bardziej wyraźny, trójwymiarowy efekt, irański artysta używa narzędzia zwanego kordek (po persku „nożyk”).

Na to nakładana jest jasna farba w postaci pyłu. Gdy warstwa ta wyschnie, mistrz przy pomocy innego pędzla znów maluje te same słowa. I czynność tę powtarza wielokrotnie, za każdym razem stosując inną farbę. Oczywiście nie byle jaką. To farba owocowa, przeważnie zrobiona ze skórki orzecha włoskiego, do której wkładany jest kłębek jedwabnej nici.

Woda wsiąka w materiał, powodując zagęszczenie farby. Orzecha włoskiego używają zresztą również polscy kaligrafowie, ale z patentem z jedwabną nicią zapoznali się z dużym zainteresowaniem.

– W każdej warstwie są te same słowa, na przykład strofy poezji Hafeza – wyjaśnia Mohamadpur. Hafez to najwybitniejszy irański poeta, XIV-wieczny wieszcz, którego wiersze na przestrzeni wieków znali nawet analfabeci. W Iranie panowała bowiem długa tradycja przekazu ustnego. Zresztą do dziś przy jego grobie w Szirazie gromadzą się Irańczycy i recytują jego wiersze.

Małpa pochowana na cmentarzu jak człowiek. Intrygujące znalezisko w Iranie

Grób zawierający szkielet makaka królewskiego, pochowanego z naczyniami ceramicznymi, odkryto na starożytnym cmentarzysku z epoki brązu we...

zobacz więcej

Poezja Hafeza jest przy tym tak wieloznaczna, że interpretacja jego twórczości jest sztuką samą w sobie. Irańskim zwyczajem jest też wróżenie ze słów tego wielkiego poety. Siedząca na ramieniu wróża papuga wyciąga jedną kartę z talii, przy czym na każdej jest jakiś werset Hafeza. Ten, kto dostanie los, musi sam dokonać interpretacji.

W pracach Mohamadpura wykonanych w trakcie Warszawskiego Dnia Kaligrafii dominuje przesłanie pokoju, „nie” dla wojny. To niezwykle aktualne w czasie narastających napięć w Zatoce Perskiej, abstrahując od rozważań, kto ma rację, a kto ponosi odpowiedzialność za ten konflikt.

Przesłanie to jest też aktualne ze względu na przypadającą akurat 39. rocznicę ataku Saddama Husajna na Iran (20 wrzśnia 1980 r.). Rozpoczął on ośmioletnią wojnę, która ani Irakowi, ani Iranowi nie przyniosła nic dobrego – wyłącznie ogrom zniszczeń, strat finansowych i setki tysięcy ofiar. Dla Saddama był to natomiast początek jego końca.

– Słowa mają znaczenie fundamentalne, to nimi wypowiada się wojny, nimi toczy się spory, ale bez nich nie można też zawrzeć pokoju – mówi Ali Moujani, radca ambasady Iranu w Warszawie ds. dyplomacji publicznej, pod której patronatem odbyła się wizyta irańskiego kaligrafa w Polsce. – Mohamadpur pokazuje w swoich dziełach, że te same słowa mogą tworzyć obraz urzekający swoim pięknem.

Rzeczywiście, dzieła Mohamadpura to nie tylko sztuka pisania, ale – jak sam podkreśla – połączenie kaligrafii i malarstwa. Gra literą, słowem, kolorem, kształtem. Litery i słowa mogą układać się bowiem w rysunek zwierząt czy kwiatów. Końcowy efekt jest piorunujący i, jak podkreślił jeden z polskich kaligrafów, uderzający swą ekspresją.

Na pierwszy rzut oka wygląda to jak chmura targana niewidzialną siłą i rozpływająca się na płótnie. Dopiero uważniejsze przyglądnięcie się pozwala na dostrzeżenie liter i słów. Miejsce poszczególnych wyrazów jest całkowicie dowolne. Są one porozrzucane, rozdarte tak jak litery i końcowy efekt, a także jak irańska dusza. Wystarczy posłuchać jakiejkolwiek muzyki irańskiej, by zrozumieć, jak łączy się w niej jakiś płaczliwy sentymentalizm, wręcz szloch i zarazem skłonność do egzaltacji, głośnej ekspresji swoich uczuć. Tacy są Irańczycy.

Sama stylistyka pisania liter najczęściej używana przez Mohamadpura nazywana jest kaligrafią klasyczną. Rozwinęła się ona w ostatnich stu latach i litery w niej najbardziej przypominają swym kształtem pismo drukowane. Ale Mohamadpur miesza ten styl z innymi tzw. duktami, które rozwijały się w Iranie na przestrzeni wieków. Jest ich w sumie sześć, ale najczęściej używane w kaligrafii są dwa, tj. nasta’liq, który powstał w XIV w. oraz młodszy o 300 lat szekaste.

– Szekaste zrodził się z potrzeb praktycznych. Władca żądał od swych sekretarzy, by pisali szybciej, więc musieli uprościć styl, zrezygnować z wielu ozdobników. Tak powstał szekaste, co po persku oznacza „złamany” – tłumaczy Moujani. Szekaste używany jest do dziś w piśmie odręcznym.

W nasta’liq na czytelnika czyha natomiast wiele pułapek. W piśmie perskim brzmienie aż 10 liter zależy przede wszystkim od liczby i miejsca kropek, które są ich częścią, przy czym aż 6 to po prostu kreska i kropki. Na przykład „b” to kreska z jedną kropką pod spodem, a „n” z jedną kropką na górze. Długa, lekko zagięta niczym dno łodzi kreska bez żadnych kropek to „s”, a z trzema kropkami na górze to „sz”.

Ahmed Mohamadpur i Barbara Galińska prezentują swoje prace na III Warszawskim Dniu Kaligrafii (fot. Ambasada Iranu w Polsce)

54 lata układali „gigantyczne puzzle”. Sukces polskich archeologów

Naukowcy z Uniwersytetu Warszawskiego zakończyli pracę nad rekonstrukcją tarasu starożytnej egipskiej świątyni Hatszepsut koło Luksoru. Zabytek...

zobacz więcej

Tyle, że w kaligrafii, gdy litery danego słowa nie następują jedna po drugiej, lecz skaczą w górę, to kropki niekoniecznie podążają razem z nimi i zdarza się, że są nie pod tą kreską, którą oznaczają, lecz pod zupełnie inną.

– Czasem też dodajemy kropki, które nie określają brzmienia litery, lecz mają charakter ozdobny – dodaje Mojani i przyznaje, że szalenie utrudnia to odczytanie danego wyrazu. Czytanie staje się też sztuką.

Mohamadpur poza Warszawskim Dniem Kaligrafii wystąpił również w Lublinie i Krakowie. 19 września w Warszawie odbyły się z kolei warsztaty, w trakcie których polscy kaligrafowie ćwiczyli pisanie w nasta’liq i szekaste. Wyzwanie okazało się być prostsze, niż mogłoby się wydawać, a Warszawski Dom Kaligrafii planuje kontynuować współpracę z Irańczykami i myśli już o kolejnych wspólnych wydarzeniach.

Pokaz kaligrafii to niejedyne wydarzenie kulturalne związane z Iranem, organizowane w tym politycznie napiętym okresie. W październiku w Muzeum Azji i Pacyfiku planowany jest festiwal teatralny poświęcony z jednej strony Aszurze, czyli męczeńskiej śmierci imama Husajna pod Karbalą (jest to kluczowe wydarzenie religijnej martyrologii szyitów), a z drugiej strony męce Jezusa Chrystusa.

Natomiast z okazji 39. rocznicy napaści Saddama na Iran miał miejsce pokaz irańskiego filmu Arwand, opowiadającego o Jonasie, weteranie wojny z Irakiem, który zmaga się z zespołem stresu pourazowego. Jonas był członkiem grupy nurków przepływających graniczną rzekę Arwand i jako jedyny z tej grupy przeżył.

- W Polsce widać bardzo duże zainteresowanie irańską kulturą i żywa jest też pamięć o pobycie Polaków w Iranie w czasie II wojny światowej. Polityka jest dopiero na drugim planie – podkreśla Moujani.

„Dżang-e haftod-u du mellat hame ro ozr bede, czon nadidand haqiqat roh-e afsone zadand” – pisał 700 lat temu Hafez. Znaczy to mniej więcej: „siedemdziesiąt wojen, dwa narody, przebacz im Boże, bo nie widzą prawdy, że to wszystko mity”. Innymi słowy – walka jest pozbawiona sensu, lepiej żyć w pokoju i przyjaźni.

Fragment jednej z prac Ahmeda Mohamadpura (fot. Ambasada Iranu w Polsce)

źródło:
Zobacz więcej