Elity na tropie świrów

Wojciech Pszoniak w spocie „Nie świruj, idź na wybory”, który miał zachęcać do aktywnego uczestniczenia w wyborach parlamentarnych (fot. TT/Piotr Lis)

Tydzień, który zaczął się od wzięcia przez Platformę pod skrzydła akcji internetowej „Silni Razem”, nie mógł skończyć się zwyczajnie. I faktycznie, druga połowa upłynęła pod znakiem akcji ludzi kultury i sztuki, akcji oderwanej i od rzeczywistości, i od przyzwoitości. Gdyby towarzystwo ograniczyło się do wzniesienia hasła „Nie świruj, idź na wybory” byłoby to tylko śmieszne śmiesznością staruszka, który bardzo chce być fajny i młodzieżowy. Niestety, duch imprezy poniósł uczestników o wiele dalej.

Parodia osób chorych psychicznie? „Z uśmiechem na to patrzę, taki język młodzieżowy”

Posłowie Platformy Obywatelskiej bronią profrekwencyjnego spotu Wojciecha Pszoniaka „Nie świruj, idź na wybory”, który wielu internautów odebrało...

zobacz więcej

Stygmatyzacja przeciwników politycznych i ich sympatyków jako osób chorych psychicznie nie zaczęła się w Polsce wczoraj i nie wymyślił jej fotograf Tomasz Sikora, pomysłodawca akcji „Nie świruj, idź na wybory”. Nie wymyślił jej Andrzej Mleczko rysujący budynek szpitala psychiatrycznego, którego niewidoczni zza murów i krat pacjenci gromko skandują „Jarosław! Jarosław!”. Nie jest to nawet autorski pomysł Lecha Wałęsy mówiącego o chorobie psychicznej Jarosława Kaczyńskiego ani sędziego, który kilka lat wcześniej chciał wysłać prezesa PiS na badania psychiatryczne. Niczego to jednak nie zmienia, jeśli zjawisko to wchodzi do mainstreamu. Kiedy uczy pogardy dla inaczej myślących, lecz również tego, że osoba chora może stać się obiektem kpiny, żartu, przedrzeźniania i jest to społecznie akceptowalne, ba, nawet chwalone.

Owszem, w samym haśle „Nie świruj”, nie ma jeszcze jednoznacznego odwołania do choroby psychicznej. Owszem, słowo „ześwirować” może potocznie oznaczyć tyle, co „zwariował” i tyczyć się choroby, jednak „świrowanie” częściej będzie po prostu wygłupianiem się, robieniem czy wygadywaniem głupot. Może mieć nawet wydźwięk pozytywny, choć przyznam, że średnio wierzę w zapewnienia Sikory, że konsultował dobór sloganu z młodzieżą i to młodzież uznała formę „Nie wygłupiaj się” jako obraźliwą, zaś „Nie świruj” za neutralną.

Słowo „świr” pozytywnie kojarzyło się młodym ludziom raczej gdzieś w końcówce komunizmu i na początku transformacji. Potem zastąpiły je bardziej wulgarne określenia. Zawołaniem na koncertach kultowego punkowego zespołu Siekiera w okolicach 1984 roku było hasło „Świry do przodu, próchno za drzwi”. Kilkanaście lat później Big Cyc śpiewał „Jak słodko zostać świrem, choć przez chwilę, choć przez chwilę”. Być może z tych kręgów fotograf brał młodzież do konsultacji.

Szubartowicz: Poprawność polityczna kwitnie. „Nie świruj, idź na wybory” to świetna akcja

Sympatyzujący z opozycją dziennikarz i publicysta Przemysław Szubartowicz uważa spoty parodiujące osoby chore psychicznie za „świetną akcję”. Jego...

zobacz więcej

Powtarzam jednak, że nie w doborze hasła tkwi problem, jak przedstawić próbują to niektórzy obrońcy akcji. Chodzi o przedstawienie, przede wszystkim przez Wojciecha Pszoniaka, zestawu min, gestów i zachowań, charakterystycznych dla konkretnej choroby – pląsawicy. W ten sposób z choroby czyni się – całkowicie fałszywie – coś wstydliwego, kompromitującego, lecz przy tym też coś, z czym można bardzo łatwo i bez wysiłku zerwać.

Próba obrażenia przeciwnika politycznego czy, jeśli przyjąć za dobrą monetę deklaracje Tomasza Sikory, osoby uchylającej się od udziału w wyborach, to jedna strona medalu. Druga to uczynienie obiektem kpiny osoby chorej, pokrzywdzonej przez los. To kolejna odsłona spektaklu nienawiści i pogardy wobec osób z różnych powodów społecznie wykluczonych, fundowanego nam przez nasze intelektualne, artystyczne i polityczne elity od lat. Tym bardziej niebezpiecznej, że trafiającej na podatny grunt. Widowiskowe objawy choroby są dla obserwatora czymś groźnym, nieprzyjemnym, budzącym lęk, więc też jest reakcją naturalną, choć nie zasługującą na pochwałę, próba oswojenia ich śmiechem. Jednak wprzęgnięcie tego mechanizmu w propagandę i to propagandę zachowania niewątpliwie pożądanego, jakim jest udział obywatela w wyborach, czyni z tego zachowania mechanizm systemowy.

Dlatego też po reakcjach wzburzonych akcją internautów, które oczywiście zderzyły się z obroną akcji pod hasłem walki z brakiem poczucia humoru i przesadną polityczną poprawnością, przyszły głosy bezpośrednio zainteresowanych środowisk. „W związku ze spontaniczną akcją #NieŚwirujIdźNaWybory pragniemy wyrazić nasze zaniepokojenie z powodu nie przemyślanego doboru przekazu słownego i wizualnego, który stygmatyzuje osoby chore psychicznie – apelujemy w imieniu pacjentów o zmianę formuły.” – pisze na Twitterze Polska Unia Organizacji Pacjentów, zaś dość ostrożne, lecz również krytyczne oświadczenie w tej sprawie wydał nawet, wywołany do tablicy, Rzecznik Praw Obywatelskich. Czy spowoduje to jakąś refleksję? Trudno być w tej sprawie optymistą, choć cieszy, że tym razem sprzeciw wobec przyjętej formuły wyszedł poza zwykły podział polityczny.

Akty oskarżenia przeciw publicystom oko.press i Giertychowi. Oskarżycielem sędzia SN

Akty oskarżenia wobec publicystów lewicowego portalu oko.press Anny Mierzyńskiej i Piotra Pacewicza oraz prawnika Romana Giertycha skierował sędzia...

zobacz więcej

Niestety, nie był to jedyny cios w społeczność osób z problemami psychicznymi ze strony osób publicznych w mijającym tygodniu. O rysunku Mleczki już wspomniałem, dodać trzeba tylko, że większość fanów satyryka przyjęła to wykopalisko (jeśli wierzyć autorowi obrazek po raz pierwszy ukazał się 10 lat temu) entuzjastycznie.

Entuzjazmu tego nie podzielił Rzecznik Praw Pacjenta, który tak skomentował sprawę w mediach społecznościowych: „Pan Andrzej Mleczko w swoim rysunku pokazał szpital psychiatryczny. Od lat trwa walka o zmianę postrzegania osób chorych psychicznie. Takie przykłady zwyczajnie szkodzą, a satyra ma swoje granice. Prosimy o rozwagę i poszanowanie godności osób zmagających się z problemami psychicznymi”.

Dla Mleczki tego typu reakcje to jedynie przykład upadku poczucia humoru w społeczeństwie. I wśród internautów, co pocieszające, również z różnych stron naszej politycznej wojny.

Na podium, obok Mleczki i całego tłumu celebrytów, ustawiła się jeszcze Klaudia Jachira, chociaż… niczego nie powiedziała: „Wiecie ile jest w Polsce osób z zaburzeniami psychicznymi? 6 mln. Sporo, nie? A wiecie, ile osób głosowało na PiS w ostatnich wyborach? 5 mln 711 tys. 686 osób. Ja nic nie mówię. Liczby mówią same za siebie”.

Tu nie ma już niuansowania, jest okładanie pałką. Pytanie tylko kogo – przeciwników politycznych? Ludzi chorych i ich najbliższych? Czy to szkolny korytarz, gdzie dzieciaki, nim nauczą się porządnie przeklinać, wyzywają się od debili? Nie, to mająca ponoć rozstrzygnąć nasze losy na długie lata kampania wyborcza w Polsce, 30 lat od wydarzeń, uznawanych przez większość komentatorów za początek państwa demokratycznego.

Śpiewak: Granda. Sąd oddał kamienicę rodzinie kryminalisty. Idą na ostro

WSA uchylił decyzje komisji weryfikacyjnej dotyczące reprywatyzacji kamienicy przy Dahlberga 5, co oznacza oddanie jej Markowi M. zwanemu...

zobacz więcej

Jednak kampania nie ogranicza się do wyzwisk, zaś polska polityka i jej okolice – do kampanii. W medialnym hałasie, wywołanym przez opisane wyżej wypowiedzi i zdarzenia, zbyt słabo jak na swoją wagę zauważona została propozycja, jaką Roman Giertych przedstawił w „Gazecie Wyborczej”.

„Apeluję do wszystkich przedsiębiorców (...) o ustanowienie w swoich firmach specjalnej premii wyborczej wypłacanej już tydzień po wyborach, o ile oczywiście obecna partia rządząca nie będzie miała większości pozwalającej na sformułowanie rządu” – mówi Giertych zaznaczając, że wszystko, co proponuje, jest legalne i zgodne z prawem. Być może faktycznie ustawodawcy nie przewidzieli, że ktoś zdecyduje się płacić za wybory wprost, nie bawiąc się w obietnice i programy i działając w skali bardziej masowej, niż lokalni działacze partyjni przekupujący w dniu wyborów stawką „na flaszkę”.

Poza kampanią zaś mamy dwie informacje ze świata wymiaru sprawiedliwości, jak się to wciąż zwyczajowo nazywa, choć czasem brzmi to ironicznie. Na listę adwokatów powrócił mecenas określany „rekinem reprywatyzacji”, zaś Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie, kwestionując ustawodawstwo RP, zwrócił kamienicę innej gwieździe procesów reprywatyzacyjnych, Markowi Mossakowskiemu, co nie tak dawno broniący „wolnych sądów” warszawski aktywista Jan Śpiewak określił, całkiem słusznie, mianem grandy.

Obie informacje mogą jeszcze trochę podgrzać nastroje i wpłynąć na mobilizację tego elektoratu, który ma świadomość, że do dokończenia rozgrzebanej reformy wymiaru sprawiedliwości PiS potrzebuje jeszcze mocniejszego, od dotychczasowego, mandatu. Zwłaszcza, że obie te sytuacje pokazują, jak blisko wciąż nam do tej Polski, z której w 2015 roku za pomocą wyborczej decyzji wielu z nas miało nadzieję uciec.

źródło:
Zobacz więcej