Nie ma rządu jedności. Gantzowi i Netanjahu jest nie po drodze

Zarówno Benny Gantz jak i Benjamin Netanjahu chcą być premierami (fot. PAP/EPA/ABIR SULTAN)

Wybory parlamentarne w Izraelu po raz kolejny nie wyjaśniły sytuacji na scenie politycznej. Liderzy dwóch największych ugrupowań Benjamin Netanjahu i Benny Gantz wprawdzie wzywają do utworzenia rządu jedności, ale obydwaj chcą rządzić i nie wyobrażają sobie oddania teki premiera rywalowi.

MSZ Autonomii Palestyńskiej: Jesteśmy gotowi do rozmów z każdym premierem Izraela

Palestyńczycy są gotowi do dialogu z przyszłym premierem Izraela, niezależnie od tego, kto nim zostanie – oświadczył w Oslo minister spraw...

zobacz więcej

Wysoki rangą przedstawiciel centrolewicowego bloku Niebiesko-Białych Gantza Mosze Ja'alon oświadczył w czwartek, że jego ugrupowanie nie przystąpi do koalicji jedności, na której czele stanąłby Netanjahu, szef prawicowego Likudu. – Nie wejdziemy w koalicję kierowaną przez Netanjahu – powiedział Ja'alon cytowany przez agencję Reutera.

Jednocześnie sam Gantz oświadczył, że chce zostać premierem w rządzie jedności. Wskazał, że odrzuca kandydaturę obecnego szefa rządu ze względu na ciążące na tym polityku zarzuty korupcyjne.

Wcześniej w czwartek Netanjahu apelował do Gantza o utworzenie wspólnej koalicji; nie sprecyzował jednak, kto jego zdaniem miałby stać na czele takiego rządu.

Odrzucony apel

W odpowiedzi na słowa Gantza Netanjahu oświadczył, że jest „zaskoczony i rozczarowany” odrzuceniem przez swojego rywala propozycji utworzenia wspólnego rządu jedności. „Jestem zaskoczony i rozczarowany faktem, że – na tę chwilę – Benny Gantz wciąż odrzuca mój apel, byśmy się spotkali” – napisał na Twitterze.

Premier podkreślił, że jego oferta, „by się spotkali, jest aktualna”. „Tego oczekuje od nas społeczeństwo” – przekonywał.

Netanjahu zasugerował również koalicję z rotacyjnym premierem. Przemawiając na ceremonii upamiętniającej prezydenta Izraela z lat 2007-2014, nieżyjącego już Szimona Peresa, przypomniał, że ten centrolewicowy polityk stworzył rząd koalicyjny z konserwatystą Icchakiem Szamirem, w ramach którego rotacyjnie sprawowali urząd premiera w latach 1984-1988.

Nadal trwa liczenie głosów po wyborach do Knesetu i wygląda na to, że żaden z głównych obozów politycznych nie zdobędzie samodzielnej większości i będzie zmuszony do budowania koalicji.

Agencja dpa podaje w czwartek za izraelskim portalem informacyjnym ynet, że po przeliczeniu prawie wszystkich głosów Niebiesko-Biali mogą liczyć na 33 mandaty, a Likud na 31. Z kolei obóz centrolewicowy z Niebiesko-Białymi mógłby liczyć na 57 mandatów, a prawicowo-religijny z Likudem – na 55. Trzecią siłą polityczną będzie Zjednoczona Lista Arabska z 13 mandatami, wcześniej Netanjahu odrzucił możliwość utworzenia koalicji z Palestyńczykami. Kneset liczy 120 miejsc.

źródło:
Zobacz więcej