Nord Stream 2 nie może czekać. Niemcy naciskają na Danię

Układający na Bałtyku rury Nord Stream 2 - statek Solitaire zbliża się do duńskich wód (fot. REUTERS/Stine Jacobsen)

Berlin już nie udaje, że budowany wraz z Rosją gazociąg Nord Stream 2 to jedynie, jak przez lata utrzymywała kanclerz Angela Merkel, projekt ekonomiczny, a nie polityczny, jak od samego początku przekonywała Polska i kraje Europy Środkowo–Wschodniej. Gazociąg ten jest tak głęboko sprzeczny z zasadami unijnymi i stoi w opozycji do „solidarności europejskie” – że sens jego budowy podważała nawet Komisja Europejska. Niemcy jednak niewzruszenie prą do przodu z jego budową i wykorzystują swoje wpływy w UE, by wymusić jego kontynuowanie. Teraz z niemieckimi naciskami muszą mierzyć się Duńczycy, którzy nie wydali do tej pory zgody na budowę gazociągu na swoich wodach terytorialnych.

Premier: Budowa Nord Stream 2 zagraża bezpieczeństwu energetycznemu Europy

zobacz więcej

W zeszłym roku Dania zażądała przedstawienia alternatywnej trasy budowy NS2, poza swoimi wodami terytorialnymi, czym spowalnia jego budowę i uderza w jego rentowność. Układający dziennie 3-4 km rur tworzących NS2 – statek Solitaire – powinien na początku października dotrzeć z budową do duńskich wód. W związki z tym Berlin i Moskwa wzmacniają naciski na Kopenhagę, która jest postrzegana jako jedyna „przeszkoda” w przyspieszeniu prac nad i tak opóźnioną inwestycją.

Jeśli trzeba będzie wyznaczyć alternatywną trasę omijającą duńskie wody, to, według Nord Stream 2 AG, budowa NS2 może się opóźnić o osiem miesięcy i kosztować dodatkowe 600 mln euro. Dlatego też niemiecki wiceminister gospodarki i energii Andreas Feicht w liście do deputowanych do Bundestagu napisał, że rząd oczekuje, że Kopenhaga wkrótce zatwierdzi alternatywną trasę dla gazociągu. Niemieckie władze są przekonane, że projekt zostanie jednak ukończony w tym roku, chociaż sam Gazprom przyznawał wcześniej, że nie uda się osiągnąć tego terminu.

Berlin stoi również na stanowisku, że do 31 grudnia, czyli docelowego terminu otwarcia gazociągu, Rosji i Ukrainie uda się osiągnąć porozumienie gazowe, gdyż obecne wygasa do końca tego roku. Moskwa zdaje sobie sprawę, że nie uda jej się ominąć do tego czas Ukrainy budowaną wspólnie z Niemcami rurą, co oznacza, że pozycja Kijowa w negocjacjach wzrośnie i nie można już go będzie szantażować zakręceniem kurka. Tym bardziej, że Ukraińcy przygotowali się na kolejny szantaż Kremla i zgromadzili duże zapasy tego surowca. Przez lata, zarówno oni, jak i inne kraje regionu, zdążyli się przekonać, w jaki sposób Rosja wykorzystuje swoją pozycję gazowego monopolisty. Niedawno premier Mateusz Morawiecki porównał te praktyki do „przystawienia pistoletu do głowy”.

Podczas wtorkowego spotkania w Wilnie szef polskiego rządu wraz ze swoim litewskim odpowiednikiem Sauliusem Skvernelisem wskazali na zagrożenia płynące z budowy NS2. - Polska i Litwa stoją na bardzo podobnym stanowisku, że budowa Nord Stream 2 zagraża bezpieczeństwu energetycznemu tej części Europy, a w szczególności powoduje sytuację, że zwiększa się zagrożenie na Ukrainie oraz zwiększają się możliwości monopolizowania dostaw gazu, a tym samym też dyktatu cenowego ze strony Gazpromu – podkreślał Mateusz Morawiecki.

Tłumaczył przy tym, jak ważne – zarówno dla Polski, jak i dla całego regionu – są nasze projekty dywersyfikacyjne, czyli m.in. budowa wspólnie z Danią gazociągu bałtyckiego do Norwegii – Baltic Pipe, czy powiększenie możliwości przerobowych terminalu LNG w Świnoujściu.

„Nord Stream 2 stanowi niebezpieczeństwo dla Ukrainy i Słowacji”

Powstanie Nord Stream 2 bez wątpienia stanowi niebezpieczeństwo dla Ukrainy, Słowacji i stanowiłoby niebezpieczeństwo energetyczne dla Polski,...

zobacz więcej

Co więcej, pod koniec sierpnia PGNiG zamówiło LNG z USA i odsprzedo go pośrednikowi ukraińskiemu – ERU Trading, z którym ma już podpisaną umowę gazową. Surowiec tego rodzaju można słać już przez istniejące połączenie gazowe w Hermanowicach. To jednak dopiero początek. Już teraz można by w ten sposób dostarczać Ukrainie większe porcje LNG, jednak należy rozbudować przepustowość gazociągów na kierunku Śląsk – Podkarpacie. Jak podkreślał prezes PGNiG Piotr Woźniak, ma do tego dojść najpóźniej do 2021 roku.

Celem polskiego rządu jest budowa gazociągu Baltic Pipe – który połączy norweskie złoża gazu poprzez Danię, pod dnem Morza Bałtyckiego, z Polską – do 2022 roku, a także rozbudowanie gazoportu w Świnoujściu. Z końcem 2022 roku wygasa długoterminowy kontrakt na dostawy gazu z Gazpromem. Wtedy Polska będzie mogła całkowicie uniezależnić się od dostaw ze Wschodu i przejdzie na dostawy z Północy. To zaś daje nam tak oczekiwane bezpieczeństwo energetyczne i wzmacnia przy okazji sojusze z USA, krajami regionu i państwami-partnerskimi.

Takiego komfortu nie mają Niemcy, które starają się realizować swoją decyzję o rezygnacji z energii atomowej i węgla. Pomimo tego, że promują się jako kraj dążący do korzystania jedynie z „zielonej energii”, to wykorzystują najwięcej „czarnego złota” w Europie. Berlin tłumaczy, że potrzebuje NS2, by zwiększyć import rosyjskiego gazu, gdyż w niedalekiej przyszłości niemieckiej gospodarce zabraknie dostaw z Holandii, Norwegii i własnych złóż krajowych.

Współpraca Niemiec z Rosją przy realizacji tego projektu konfliktuje Berlin nie tylko z partnerami z naszej części Europy, ale również z Waszyngtonem, który ostrzega przed nałożeniem sankcji na firmy realizujące ten projekt. A o tym, że administracja Donalda Trumpa nie rzuca słów na wiatr, świadczą restrykcje nałożone na Iran, które uderzyły też w europejskie firmy prowadzące tam swoje interesy.

O tym, że nielicząca się z opinią innych polityka Berlina wobec NS2 może się na nim zemścić, przestrzegał niedawno były minister finansów, a obecnie przewodniczący Bundestagu Wolfgang Schäuble. Jego zdaniem ignorowanie obaw partnerów z naszej części Europy „nie było wizytówką niemieckiej polityki i zniszczyło zaufanie” jej partnerów.

„Nie ma sensu”. Wiceszefowa nowej KE o Nord Stream 2

Budowa kolejnego gazociągu obok Nord Stream 1 „nie ma sensu” – uważa Margrethe Vestager, przyszła wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej ds....

zobacz więcej

Na bezsens tego projektu wskazywała również niedawno w gazecie „Die Zieit” Margrethe Vestager, wyznaczona na nową wiceprzewodniczącą Komisji Europejskiej, dotychczasowa komisarz ds. konkurencji. – Europa potrzebuje infrastruktury gazowej. Gaz jest elastycznym paliwem kopalnym i podstawowym wsparciem energii odnawialnej, ale na Morzu Bałtyckim istnieje już rurociąg, który prowadzi z Rosji do Niemiec, a mianowicie gazociąg Nord Stream 1 – podkreśliła. Vestager przypomniała, że już w przypadku Nord Stream próbowano zwiększyć ustępstwa poprzez udostępnienie zwiększonej przepustowości lądowej odnogi Nord Stream – gazociągu OPAL.

Niedawna decyzja TSUE w sprawie OPAL-u mocno uderzyła w interesy Rosji i Niemiec. Sąd w Luksemburgu orzekł bowiem, że zgoda KE z 2016 roku na większe wykorzystanie tego gazociągu przez Gazprom została wydana z naruszeniem zasady solidarności energetycznej i dlatego jest nieważna. W efekcie rosyjski koncern zmniejszył dostawy surowca tą drogą.

Oznacza to dla niego kolejne straty, które w połączeniu z dodatkowymi wydatkami związanymi z opóźnieniem projektu NS2, pogarszają sytuację finansową koncernu. Niedawno agencja Interfax podała za anonimowym źródłem, że Gazprom zwiększył kwotę pożyczek, zaplanowaną na ten rok 2,4–krotnie do 725 mld rubli, czyli 11 mld dolarów. Ewentualne ominięcie terytorium duńskiego przez NS2 będzie oznaczać kolejny wzrost kosztów projektu, który był pierwotnie szacowany na 11 mld dolarów.

Problemy Gazpromu i opóźnienia w budowie NS2 to dobre informacje dla Polski i krajów regionu. Miejmy nadzieję, że Dania nie ulegnie niemiecko-rosyjskim naciskom i w dalszym ciągu będzie hamować ten projekt. Niemcy tymczasem po raz kolejny pokazują swoje prawdziwe oblicze – kraju wykorzystującego UE i swoją dominację w Europie do realizacji partykularnych celów i nieliczącego się ze zdaniem państw, które zaliczają do grona sojuszników.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia.

źródło:
Zobacz więcej