Arabia Saudyjska: Do końca września przywrócimy pełną produkcję ropy

Po ataku na saudyjskie rafinerie wzrosły ceny ropy na światowych rynkach. (fot. PAP/EPA/ALI HAIDER)

Do końca września produkcja ropy naftowej w Arabii Saudyjskiej zostanie przywrócona do stanu, jaki istniał przed atakami na dwie saudyjskie rafinerie 14 września - poinformował minister energetyki Arabii Saudyjskiej książę Abdel Aziz ibn Salman.

Trump o ataku na saudyjskie rafinerie: „znamy winowajcę, jesteśmy gotowi do odwetu”

Prezydent Donald Trump zagroził uderzeniem odwetowym sprawcy sobotniego ataku na rafinerie w Arabii Saudyjskiej, na skutek którego wydobycie...

zobacz więcej

Zdaniem ministra do końca tego miesiąca Arabia Saudyjska będzie produkować 11 mln baryłek dziennie, a do końca listopada poziom produkcji osiągnie poziom 12 mln baryłek dziennie.

Szef resortu zapewnił, że podaż surowca nie zostanie zachwiana i globalny popyt będzie w pełni zaspokajany. Podkreślił jednocześnie, że Rijad musi podjąć radykalne środki, aby zapobiec w przyszłości podobnym atakom. Oświadczył przy tym, że obecnie saudyjski rząd nie wie „kto stoi za atakami i dlaczego je przeprowadził”.

Ataki na dwie rafinerie należące do saudyjskiego koncernu Aramco na wschodzie Arabii Saudyjskiej spowodowały wstrzymanie produkcji 5,7 mln baryłek ropy dziennie, czyli ok. 50 proc. całkowitej produkcji Aramco. Stanowi to 5 proc. globalnej podaży tego surowca.

Obawy o gwałtowny spadek podaży saudyjskiej ropy na światowe rynki i zapowiedzi amerykańskiej odpowiedzi na atak spowodowały 16 września wzrost cen ropy o około 15 proc.

Dzień później rząd w Rijadzie zapewnił, że naprawa zniszczonych instalacji idzie szybciej niż przewidywano i przetwarzanie ropy będzie przebiegało w normalnym tempie już za dwa lub trzy tygodnie.

Po tych zapowiedziach ceny ropy na Wall Street nieco spadły, ale inwestorzy obawiają się nadal, że dojdzie do kolejnych zakłóceń w dostawach surowca z Bliskiego Wschodu, co źle wpłynie na globalną gospodarkę.

Do ataków przyznał się wspierany przez Iran rebeliancki ruch Huti, walczący w Jemenie z siłami rządowymi; te z kolei wspiera militarnie międzynarodowa koalicja pod przywództwem Arabii Saudyjskiej, popierana przez USA.

Odpowiedzialności Hutich zakwestionowały już wcześniej władze USA, według których partyzanci nie byliby zdolni do przeprowadzenia ataku, którego dokonano z północnego zachodu (od strony Iranu), a nie z południa (od strony Jemenu).

Winę za ataki przypisał Iranowi sekretarz stanu Mike Pompeo, zaś prezydent Donald Trump na Twitterze zagroził uderzeniem odwetowym, nie precyzując, kogo USA uważają za sprawcę.

źródło:

Zobacz więcej