Rotmistrz wyrywa Niemców z samozadowolenia

Inauguracja działalności pierwszego zagranicznego oddziału Instytutu Pileckiego, 16 bm. w Berlinie (fot. PAP/Rafał Guz)

W przeddzień 17 września – IV rozbioru Polski – swoją działalność w Berlinie rozpoczął Instytut Pileckiego. Data ta nie została wybrana przypadkowo, gdyż celem placówki jest przypominanie o polskich zmaganiach zarówno z nazizmem, jak i z komunizmem. Chociaż niemieccy oficjele deklarują, że jest ona potrzebna, mają świadomość, że to kolejna polska inicjatywa, która utrudni Berlinowi przerzucanie win za zbrodnie III Rzeszy na nazistów, zbywanie polskich żądań w kontekście reparacji czy zrabowanych dzieł sztuki. Może dlatego na uroczystość otwarcia nie przyszedł żaden reprezentant niemieckiego rządu.

Gliński o zrabowanych dziełach sztuki: Niech Niemcy przeszukają swoje piwnice

– Wystosowałem apel do minister kultury Niemiec. Nie mamy na razie konkluzji, choć nasz wspólny list ma być apelem do Niemców, żeby poszukali w...

zobacz więcej

Niemcy są dumne – nowoczesna gospodarka, kluczowa pozycja w UE, liderowanie w walce ze „zmianami klimatycznymi”, wysoki poziom życia obywateli, budowanie społeczeństwa multikulti, rozwinięte państwo socjalne, otwartość na muzułmanów, migrantów, wszelkie mniejszości seksualne, deklaratywne zwalczanie prawicowych radykałów, neonazistów, antysemitów, w kraju i zagranicą. Kraj ten wyznacza kierunki rozwoju Europy – samodzielnie, czy za pomocą oddanych sojuszników, jak prezydent Francji Emmanuel Macron czy unijni urzędnicy i uważają, że mają pełne prawo do pouczania innych.

Niemców wciąż jednak bardzo boli, gdy ktoś podważa szczerość ich rozliczeń z III Rzeszą, przypomina im o ludobójstwie, jakiego dokonali podczas II wojny światowej, czy o niezadośćuczynionych krzywdach. Co prawda nie kłamią w żywe oczy jak Rosja, to jednak wciąż starają się znajdować kolejne sposoby na zrzucenie z siebie chociaż części odpowiedzialności.

Świadczą o tym nie tylko próby obwiniania za zbrodnie nazistów i przekonywanie, że Niemcy miały być ich pierwszą ofiarą, jak również szukanie współwinnych, przede wszystkim Holocaustu, wśród innych narodów – w szczególności w Europie Środkowo-Wschodniej. Wszystkie te „błędy” dotyczące „polskich obozów zagłady” – tak często występujące w mediach niemieckich oskarżenia Polski o antysemityzm czy straszenie jego odrodzeniem, kolejne produkcje filmowej szkalujące AK – mają na celu zrzucenie chociaż części odpowiedzialności i przerzucenie jej na innych.

Oczywiście, tymi innymi nie są Rosjanie, chociaż Związek Sowiecki jest w końcu współwinny wybuchowi wojny i wszystkich wynikających z niej konsekwencji. Są nimi Polacy, czy inne narody naszego regionu.

Gliński o zrabowanych dziełach sztuki: Niech Niemcy przeszukają swoje piwnice

– Wystosowałem apel do minister kultury Niemiec. Nie mamy na razie konkluzji, choć nasz wspólny list ma być apelem do Niemców, żeby poszukali w...

zobacz więcej

Dlatego też otwarcie pierwszego zagranicznego oddziału Instytutu Pileckiego w Berlinie jest tak ważną inicjatywą, wspierającą walkę Polski o prawdę historyczną dotyczącą II wojny światowej. Już wybór patrona – Rotmistrza – jest znamienny. Jego postać – jak wyjaśnia instytut - jest uniwersalnym, a przy tym zrozumiałym na Zachodzie symbolem walki przeciw obu totalitaryzmom, nazistowskiemu i komunistycznemu, a jego niezwykła historia jest „personifikacją losów Polski w XX wieku”. A trzeba brać pod uwagę, że manipulacjom Niemców, jawnym kłamstwom Rosjan, towarzyszy niewiedza Zachodu dotycząca dramatycznej sytuacji, w jakiej znalazł się w tym okresie nasz kraj.

- Pilecki, będąc Polakiem i mając unikatowe, polskie doświadczenia, jest jednocześnie bohaterem uniwersalnym; to oficer polski, ale bohater całej ludzkości; jego słynne raporty dotyczyły Auschwitz, niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady, którego ofiary pochodziły z całej Europy – wskazywał podczas uroczystego otwarcia wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego prof. Piotr Gliński.

- Historia Pileckiego jest zatem tak samo ważna dla Polaków, jak i dla wszystkich narodów zjednoczonej Europy i świata dzielących te same uniwersalne wartości - ocenił minister.

Trudno się z tym nie zgodzić. Trudno też nie zadać sobie pytania, jak to możliwe, że otwarcie tak ważnej inicjatywy, przekazującej uniwersalne wartości, spotkało się z tak chłodnym przyjęciem ze strony niemieckiej? Dość rzec, na co wskazuje nawet Deutsche Welle, że stronę niemiecką reprezentował jedynie szef parlamentu landu Berlin Ralf Wieland.

Co z tego, że podczas uroczystego otwarcia wypowiadał on wiele mądrych słów, skoro nie przyszedł na nie żaden reprezentant niemieckiego rządu? Nie pojawiła się ani minister stanu do spraw kultury i mediów Monika Gruetters (CDU), ani odpowiedzialna za politykę zagraniczną w dziedzinie kultury sekretarz stanu w MSZ Michelle Muenterfering.

Odzyskano zaginiony obraz. Trafił do warszawskiego muzeum

Do warszawskiego Muzeum Narodowego przekazano obraz „Wnętrze katedry w Mediolanie” XIX-wiecznego malarza Marcina Zaleskiego. Dzieło zaginęło w...

zobacz więcej

Jak poinformowały Deutsche Welle źródła w niemieckim ministerstwie spraw zagranicznych, resort nie otrzymał z Warszawy stosownego zaproszenia. Sekretarz stanu w polskim ministerstwie kultury Magdalena Gawin sugerowała z kolei, że nieobecność Gruetters wynikała z jej obaw przed pytaniami o wspólną deklarację w sprawie dóbr kultury.

Jeszcze przed otwarciem instytutu w Berlinie minister Piotr Gliński mówił w TVP Info, że zaapelował do minister kultury Niemiec w ten sprawie.

– Nasz wspólny list ma być apelem do Niemców, żeby poszukali w swoich piwnicach, czy czegoś tam nie mają, a mają, bo straty polskie są niepoliczalne – stwierdził.

Do tej pory Berlin gra na czasie i nie chce podjąć w tej sprawie zdecydowanych kroków. Jedyną metodą, by w końcu zmusić go do działania, jest nieustanne przypominanie tego tematu. Niemcy w końcu muszą stanąć w tej sprawie w prawdzie. Jeśli decydenci mają z tym problem, to na pewno wizyta w nowo otwartym instytucie im w tym pomoże.

Pomoże też szerszemu gronu zainteresowanych – historykom, studentom, przedstawicielom mediów – zrozumieć polskie doświadczenia II wojny światowej i powstrzymać ich przed powielaniem kłamstw.

Minister Gliński zapowiedział, że kolejne zagraniczne oddziały instytutu mają zostać w przyszłości otwarte w Izraelu i USA. To dobra informacja, gdyż i w tym krajach historia Polski z tego okresu jest tematem prawie nieznanym. Bez tej wiedzy zaś żadna dyskusja dotycząca II wojny światowej nie ma sensu.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

źródło:
Zobacz więcej