Z więzienia do pałacu prezydenckiego?

Jeżeli sondaże się potwierdzą to Tunezję czeka wstrząs.(fot. PAP/EPA/MOHAMED MESSARA)

Według wyników exit poll w wyborach prezydenckich w Tunezji zwyciężył enigmatyczny profesor prawa konstytucyjnego Kais Said, który w II turze zmierzy się z przebywającym w więzieniu medialnym magnatem Nabilem Karoui. Said planuje m.in. zlikwidować parlament; jest posądzany jest o związki z radykalnymi islamistami.

Wybory prezydenckie w Tunezji. Wynik pod znakiem zapytania

Mieszkańcy Tunezji wybierają w niedzielę prezydenta. O najwyższy urząd w państwie ubiega się 26 kandydatów. Według AFP wynik wyborów w kraju, który...

zobacz więcej

Polityczny wstrząs, społeczna frustracja

Do wyników tych należy podchodzić ostrożnie, gdyż Tunezja ma małe doświadczenie w przeprowadzaniu sondaży. Jeżeli jednak się potwierdzą, kraj czeka wstrząs. A prawdopodobieństwo jest tym większe, że już w lipcu tunezyjskie sondaże wskazywały na Saida i Karoui jako faworytów w wyścigu o najwyższy urząd w Tunezji.

Według sondażu przeprowadzonego przez instytut Sigma Said uzyskał 19,5 proc., a Karoui – 15,5 proc. Na trzecim miejscu znalazł się kandydat islamistycznej Ennahdy, islamski duchowny Abdelfateh Muru, który zdobył 11 proc. głosów. Dwóch przedstawicieli obecnego rządu, minister obrony Abdelkarim Zbidi i premier Jusuf Szahid, zajęło odpowiednio czwarte i piąte miejsce, zdobywając odpowiednio 9,4 proc. i 7,5 proc. głosów. Łącznie wystarczyłoby to na prześcignięcie zarówno Abdelfataha Muru jak i Nabila Karoui w wyścigu o miejsce w II turze.

Frekwencja w wyborach była bardzo niska, wyniosła tylko 45 proc., podczas gdy pięć lat temu aż 65 proc. wyborców stawiło się przy urnach. Zarówno wynik I tury, jak i niska frekwencja, jest efektem rozczarowania Tunezyjczyków sytuacją ekonomiczną tego kraju. Stopa bezrobocia wynosi ponad 15 proc., a wśród młodzieży – aż 35 proc.. Natomiast dochód per capita spadł z 4,3 tys. dolarów w 2014 r. do 3482 dolarów na koniec 2017 r. i 3453 dolarów na koniec 2018 r.

Liberalne reformy premiera Szahida doprowadziły kilkukrotnie do gwałtownych protestów. Zamachy terrorystyczne, które miały miejsce w 2015 r., w tym przede wszystkim atak na muzeum Bardo w Tunisie, doprowadziły do gwałtownego spadku przyjazdów turystycznych do tego kraju. Turystyka była natomiast zawsze jednym z ważniejszych źródeł dochodu Tunezyjczyków.

Tunezja: zakaz wchodzenia w nikabach do urzędów publicznych

W Tunezji zabroniono wchodzenia w nikabach – tradycyjnych muzułmańskich nakryciach głowy – do urzędów oraz innych instytucji publicznych. Prawo...

zobacz więcej

W 2018 r. liczba przyjazdów znów gwałtownie wzrosła, ale każda destabilizacja w tym kraju może doprowadzić do ponownego odwrócenia tej tendencji.

Młoda i krucha demokracja

Tunezja jest jednym z nielicznych krajów arabskich, w których odbywają się prawdziwe wybory i panuje demokracja. Jest to też jedyny kraj, który skorzystał na Arabskiej Wiośnie w 2011 r.

To właśnie wtedy, po obaleniu skorumpowanego reżimu Ben Alego, rozpoczął się nowy rozdział ustrojowy w historii tego północnoafrykańskiego kraju. Nie obyło się jednak bez problemów. Choć Tunezja nie kojarzy się z islamskim fundamentalizmem, to wynika to częściowo z turystycznych stereotypów.

W rzeczywistości islamistyczna, związana z Bractwem Muzułmańskim partia Ennahda była w 2011 r. najlepiej przygotowana do wyścigu o władzę i w rezultacie ją przejęła. Próby islamizacji, mordy polityczne lewicowych aktywistów, a także tolerowanie radykalnych ugrupowań islamistycznych (salafitów) doprowadziły do masowych protestów i upadku rządu Ennahdy.

Wówczas powstała liberalna alternatywa wobec islamistów, partia Nida Tunis, pod przywództwem matuzalema tunezyjskiej polityki, sędziwego Badżi Kaida as-Sibsiego, który w 2014 r. wygrał wybory prezydenckie. Nieco wcześniej Nida wygrała wybory parlamentarne.

W tym czasie w jej szeregach było trzech kandydatów tegorocznych wyborów prezydenckich: Karoui, Zbidi oraz Szahid. Ale ich drogi się rozeszły. Szahid założył własną partię, Zbidi dalej reprezentował Nidę, a Karoui zerwał z obozem władzy, krytykując rząd za nieudolność.

Tunezyjska demokracja na kolejnym rozdrożu

Gerontokracja cechuje zwykle systemy autorytarne, gdzie przywódca-dyktator dożywa swoich dni okupując często tylko formalnie republikański tron. Są...

zobacz więcej

Magnat medialny vs. zwolennik szariatu

Karoui nazywany jest czasem „tunezyjskim Berlusconim”, a przeciwnicy oskarżają go o to, że wykorzystuje swój kanał telewizyjny Nessma i organizację charytatywną Chalil Tunes do uprawiania populistycznej propagandy.

Prokuratura natomiast oskarżyła go o oszustwa podatkowe i pranie brudnych pieniędzy, datego w końcu sierpnia został aresztowany. Nie wycofał się z wyścigu, ale nie został dopuszczony do przedwyborczych debat. Sąd nie pozwolił nawet na przeprowadzenie z nim przedwyborczego wywiadu.

W odpowiedzi Karoui kilka dni temu ogłosił strajk głodowy. W dniu wyborów nie wziął udziału w głosowaniu, gdyż, jak przyznała komisja wyborcza, nie stworzono takiej możliwości w więzieniu (choć prawa do głosowania również nie stracił).

O Kaisie Saidzie niewiele natomiast wiadomo, poza tym, że ma konserwatywne poglądy i, jak sam stwierdził, nie ma programu. Zwycięzca I tury zapowiadał natomiast, że nie wprowadzi się do pałacu prezydenckiego, zlikwiduje parlament i przekształci Tunezję w federację luźno powiązanych ze sobą regionów, którym nie będzie potrzebna władza centralna.

Co jednak ważniejsze, Said uważa, że Koran powinien być najważniejszym źródłem prawa i dlatego opowiada się m.in. przeciw równości kobiet i mężczyzn w prawie spadkowym. Jego przeciwnicy twierdzą również, że jego kandydatura była wspierana przez radykalnych islamistów, w tym islamistyczną organizację Hizbut Tahrir.

Aresztowany biznesmen i islamistyczny Robocop. Kto zostanie prezydentem Tunezji?

Choć do wyborów prezydenckich w Tunezji zostały niespełna trzy tygodnie (15 września) to trudno przewidzieć, jaki będzie ich wynik. Komisja...

zobacz więcej

Warto przy tym przypomnieć, że wśród zagranicznych ochotników Państwa Islamskiego największą grupę stanowili właśnie Tunezyjczycy i wielu z nich może wrócić do kraju.

Tunezja, choć dokonała ogromnego wysiłku w zakresie bezpieczeństwa, nigdy całkowicie nie zlikwidowała zagrożenia terrorystycznego. W końcu czerwca doszło do podwójnego zamachu w Tunisie, w którym jedna osoba zginęła, a siedem zostało rannych.

Czy Tunezji grozi zamach stanu?

Na razie nie wiadomo, jak na wynik I tury zareagują władze. Trudno się spodziewać, by premier Szahid, który zrobił wszystko, by wyeliminować Karouiego z wyścigu wyborczego, teraz mu po prostu pogratulował.

Czy Tunezji grozi przewrót i odwołanie drugiej tury? Trudno powiedzieć. Byłby to ogromny cios w międzynarodowy wizerunek tego kraju i doprowadziłoby to do jego izolacji, a w konsekwencji – jeszcze większego pogorszenia sytuacji ekonomicznej i rozruchów. Nie można jednak takiego scenariusza całkowicie wykluczyć.

6 października, a więc przed II turą wyborów prezydenckich, mają się odbyć wybory parlamentarne. Said nie ma własnej partii, natomiast Karoui stworzył ugrupowanie o nazwie Kalb Tunes. Teoretycznie prezydent ma ograniczone kompetencje, a główny ciężar władzy wykonawczej spoczywa na premierze i rządzie.

Ataki bombowe w Tunisie. Terroryści celowali w policję [WIDEO]

Policjant nie żyje, a co najmniej osiem osób, w tym jeden funkcjonariusz, zostało rannych w atakach zamachowców samobójców w stolicy Tunezji...

zobacz więcej

Kandydaci obecnej koalicji rządzącej ( w tym mającej jedną tekę ministerialną Ennahdy) zdobyli 28 proc. głosów, a zatem mogą liczyć na to, że w tym rozdrobnionym krajobrazie politycznym uda im się zebrać większość parlamentarną, tworząc w ten sposób tunezyjską wersję „kohabitacji”. W tych warunkach będzie to jednak z całą pewnością prowadzić do destabilizacji. Poza tym sukces Karouiego może wzmocnić również szanse jego partii.

Stawką islamizacja Tunezji

Karoui znany jest też ze zdecydowanie antyislamistycznej postawy, podczas gdy Said jako konserwatysta może liczyć na głosy oddane na Muru, co ustawia go w roli faworyta w II turze.

Nic jednak nie jest przesądzone. Niewątpliwie jednak wybory parlamentarne i II tura wyborów prezydenckich zadecydują, czy Tunezja skręci w kierunku islamizmu, czy pozostanie państwem świeckim. A to również będzie miało wpływ na turystykę w tym kraju. Już w trakcie niedzielnych wyborów pojawiły się informacje, że w wielu komisjach nie wpuszczano do lokali młodych Tunezyjczyków, którzy przeszli tam w krótkich spodenkach.

Nie wiadomo też, czy Karoui zostanie teraz wypuszczony z aresztu, by mógł prowadzić kampanię wyborczą przed II turą, w tym odbyć debaty przedwyborcze z Saidem. Na razie niewiele na to wskazuje.

W wyborczą niedzielę w Tunezji doszło jeszcze do jednego symbolicznego zdarzenia. Zmarła Szadlia as-Sibsi, wdowa po byłym prezydencie. Sam Badżi Kaid as-Sibsi odszedł z tego świata w lipcu, w wieku 92 lat.

źródło:
Zobacz więcej