Ukąszenie przez komara to nic wielkiego. A… to zależy, gdzie

Komary zarażają (fot. Shutterstock/nechaevkon)

Amerykańskie służby epidemiologiczne biją na alarm o nienotowanej od dawna częstości przypadków wschodniego końskiego zapalenia mózgu (zwanego EEE). W samym stanie Massachusetts zarażeniu uległo w tegorocznym „komarzym sezonie” siedem osób, dwie z nich zmarły, pozostałe walczą o życie, w tym 5-letnia dziewczynka. Łącznie potwierdzonych przypadków na wschodnim wybrzeżu USA jest 12. Na ogół jest ich maksymalnie 1-2 rocznie. I do kilkudziesięciu przypadków padłych z powodu EEE koni i bydła. O co takie larum, skoro pewnie w samym Bostonie więcej ludzi tygodniowo ginie w wypadkach samochodowych?

Wzrost temperatur narazi dodatkowy miliard ludzi na choroby tropikalne

Z powodu globalnego ocieplenia nawet dodatkowy miliard ludzi będzie narażony przed końcem wieku na ataki komarów przenoszących choroby tropikalne –...

zobacz więcej

Problem numer jeden: w Massachusetts EEE nie pojawiło się od sześciu lat. Problem numer dwa: choroba zaatakowała w sierpniu, kiedy jej normalny sezon już niemal się kończy. Komary zakończyły bowiem okres rozmnażania, a to wtedy samice tych owadów potrzebują żelaza, zatem muszą się pożywić krwią zwierząt. A służby epidemiologiczne nie lubią takich niespodziewanych i trudnych do ogarnięcia zbiegów okoliczności.

Poza tym jest jasność, że jeśli choruje kilkunastu ludzi, to koni padnie kilkaset lub więcej. No i problem potencjału, jaki ma wirus EEE jako broń biologiczna – to jeden z 10 drobnoustrojów, które realnie były rozpatrywane przez USA w tej roli, zanim kraj ten nie przyjął moratorium na tę broń ostatecznie w roku 1975.

To także w Massachusetts EEE opisano po raz pierwszy w 1831 r., gdy to na tajemniczą śpiączkę padło tam 75 koni. Źródłem choroby jest roznoszony przez komary wirus z grupy alfawirusów. Jego materiałem genetycznym jest pojedyncza nić RNA. A to oznacza, że jest zmienny i będzie mutował często. Im więcej zatem zachorowań, tym większa na to szansa. Już dziś medycyna zna trzy wirusy wielce pokrewne do tego, który leży u źródła EEE. Jeden to patogen wywołujący zachodnie końskie zapalenie mózgu, a drugi dając podobne objawy, grasuje w Wenezueli i krajach ościennych.

Komary tygrysie atakują. Rozpoczyna się biologiczna walka

W Bolonii na północy Włoch rozpoczyna się biologiczna walka z komarami tygrysimi. Władze miasta angażują do niej prawie pół miliona...

zobacz więcej

Każde zatem, nawet niewielkie, ognisko epidemiczne może być początkiem sporego pożaru. Ten zaś poza zgonami i kalectwem zarażonych ludzi, jest źródłem realnych strat ekonomicznych. Konie bowiem bywają drogie. Wschodnie końskie zapalenie mózgu ma też problem tzw. chorób rzadkich. Nie ma na nie lekarstwa, nie ma zabezpieczającej przed nim szczepionki, a nawet – o zgrozo w dobie genomiki i sukcesów biologii molekularnej na każdym polu – nie ma nawet wykrywającego EEE szybkiego a pewnego testu diagnostycznego.

Oznacza to, że choroba śmiertelna dla 1/3 zarażonych ludzi, o symptomach wstępnych przypominających grypę lub w ogóle bezobjawowa, musi być diagnozowana w specjalnych ośrodkach referencyjnych na podstawie analizy wirusologicznej płynu mózgowo rdzeniowego lub fragmentów tkanki mózgowej. Mimo zastosowanych kortykosterydów i innych środków przeciwzapalnych oraz aparatury podtrzymującej życie, kto został ukąszony przez komara niosącego wirusa EEE, ten nawet, gdy przeżyje, pozostanie z nieodwracalnymi uszkodzeniami mózgu. A to oznacza na ogół inwalidztwo do końca życia.

Zaskakujące, jak wiele chorób zakaźnych wykorzystuje komara jako swój wektor – i jednocześnie pozostawia medycynę równie bezradną, co EEE i jej „kuzyni”. Choroby przenoszone przez komary obejmują bowiem: malarię, dengę, wirusa Zachodniego Nilu, chikungunya, żółtą febrę, filariozę, tularemię, dirofilariozę, japońskie zapalenie mózgu, zapalenie mózgu Saint Louis, zachodnie, wschodnie i wenezuelskie końskie zapalenie mózgu, gorączkę rzeczną, gorączkę Barmah Forest, zapalenie mózgu La Crosse i gorączkę Zika, a także chorobę wywoływaną przez wirus Keystone i gorączkę Rift Valley.

Botoks przeciw malarii

Początek wakacji. Wielu z nas uda się w tropiki, mimo że tropiki udały się w naszym kierunku. Najpoważniejszą chorobą tropikalną, z którą możemy...

zobacz więcej

Większość z nich to choroby wirusowe, a jednak najpowszechniejsza i najbardziej śmiertelna jest malaria, wywoływana przez jednokomórkowce z rodzaju Plasmodium. Są na tej liście również choroby wywoływane przez obleńce, czyli wielokomórkowe robaki, jak filarioza czy dirofilarioza, oraz choroby bakteryjne, jak tularemia. Czyli pełne spektrum obiektów mikrobiologicznej troski i jeden, najczęściej nie mający żadnych zdrowotnych problemów z ich powodu nosiciel. Komar.

Tu na marginesie – najbardziej niespodziewane, a jednocześnie bardzo groźne jest komarze nosicielstwo jednej z typów muszycy zakaźnej. To taka choroba, gdzie muchówki składają w ranach ludzkiej skóry jaja, a ich mięsożerne, drapieżne larwy powodują infekcje i żywią się naszą tkanką. Otóż jedna z takich muchówek, Dermatobia hominis, przyczepia swoje jaja do komarzego odwłoka. Gdy komar ssie naszą krew, temperatura naszego ciała indukuje zamknięte w jajach larwy do wyklucia się i rozpoczęcia żeru. Brrrr….

Wracając do sytuacji zwyczajowej, gdy komar ma w swoim niewielkim owadzim organizmie wirusy, bakterie, pierwotniaki czy obleńce, którymi zakaża ssaki, a czasem wyłącznie człowieka, to tak naprawdę nie mamy tu do czynienia z jednym komarem.

Nowy sposób na malarię. Wystarczy leczyć… komary

Moskitiery z insektycydami były przez dziesiątki lat główną metodą zwalczania malarii. Niestety, komary uodporniły się na nie. Rozwiązaniem jest...

zobacz więcej

To co najmniej kilkanaście gatunków owadów z kilku różnych rodzajów. Spotkamy więc na liście czarnych komarzych charakterów z pewnością Aedes aegypti (nosiciela m.in. Zika, chikungunya, żółtej febry i dengi) oraz Anopheles gambiae i Anopheles funestus roznoszących po Trzecim Świecie malarię.

Wirus EEE oraz jemu podobne, z którym walczą dziś służby epidemiologiczne USA, jest przenoszony na ludzi przez Culex tarsalis oraz Culiseta melanura i Culiseta morsitans. A żeby nie było banalnie, ponieważ choroba tylko z nazwy jest końska, a jej rezerwuarem bywają również ptaki, gady a nawet płazy, są tu także liczne komary-wektory pośrednie, roznoszące wirusa wśród ptaków i z ptaków na ssaki: Aedes vexans, Coquillettidia perturbans, Ochlerotatus canadensis i Ochlerotatus sollicitans.

To ma swoje konsekwencje. Po latach walki już wiadomo, że szczepionka przeciw malarii nigdy nie spełni oczekiwań – najlepsze preparaty mają skuteczność oscylującą wokół 50 proc. O szczepionkach zaś na większość wirusowych chorób roznoszonych przez komary w ogóle nie ma co marzyć. Pozostają nam moskitiery i środki dezynsekcyjne. Te środki niestety na ogół zabijają też pszczoły – owady ze wszech miar w ekosystemie człowieka niezbędne.

A jaka jest nadzieja, że biologia molekularna nauczy sie zwalczać biologicznie komara tak, by nie zaszkodziło to ekosystemowi?

Nowatorski środek na komary. „W imię nauki będę dawał się kąsać”

Grupa mieszkańców miejscowości w Piemoncie na północy Włoch na własnej skórze przetestowała plastry przeciwko komarom z materiału wykonanego metodą...

zobacz więcej

Są różne pomysły, najciekawsza wydaje się „genetyczna bomba zegarowa”. Problem ze zwalczaniem owadów będących wektorami chorób ludzkich czy też szkodnikami upraw i hodowli jest jednak taki, że to są wielkie, żyjące swobodnie i przemieszczające się oraz szybko rozmnażające się sezonowo populacje.

Banalna zatem idea wprowadzenia do takiej populacji genu-zabójcy (kodującego jakąś toksynę) jest niewykonalna. Bo ten gen jakimś cudem musiałby się szybko rozprzestrzenić w populacji samoistnie, siłami natury. Nikt nie będzie przecież brał do laboratorium każdej pojedynczej komarzycy i zmieniał jej genomu. Trzeba zmienić go u 100-1000 samic i wypuściwszy je „w świat” uzyskać w kilkanaście pokoleń całą populację z owym genem.

Takie eksperymenty, na razie na modelowej dla owadów muszce owocówce Drospohila melanogaster, robi się od kilkunastu już lat m.in. w California Institute of Technology w Pasadenie pod kierunkiem Bruce’a Haya. Są dziś zatem i na to sposoby, ale….

Naukowcy odkryli, co sprawia, że komary nie lubią preparatów z DEET

Odnóża komarów reagują na preparaty zawierające DEET. Mechanizm, który pozwala odstraszać te owady, rozpracowali naukowcy ze Stanów Zjednoczonych.

zobacz więcej

Wszelkie pomysły na genetyczne kontrolowanie populacji wektora choroby zakaźnej tak wielogatunkowego jak komar są dalekie od realizacji choćby dlatego, że znamy jak dotąd jeden tylko pełny komarzy genom z listy „czarnych charakterów” (gatunku roznoszącego malarię), a i to w niewielu wariantach.

A przecież komary jak ludzie – nie są genetycznie identyczne. No i nie są identyczne z muszką owocówką. Co działa w niej, nie musi koniecznie działać w nich. Żeby pozmieniać geny trzeba je najpierw dokładnie, przynajmniej co do sekwencji DNA, znać, itd.

Pozostaje nam zatem słuchać dobrych rad WHO i udając się na tereny, gdzie grasują komary znacznie groźniej naładowane drobnoustrojami chorobotwórczymi, niż te 47 gatunków występujących w Polsce, zaopatrzyć się w moskitierę i środek owadobójczy.

Post scriptum niech będzie tutaj lęk wszystkich chyba epidemiologów, związany z globalnym ociepleniem. Zasięg występowania tych wszystkich groźnych komarów ze strefy tropikalnej rozszerza się na północ. Tak zatem rozszerza się i zasięg przenoszonych przez nie chorób.

źródło:
Zobacz więcej