17 września wbili Polsce nóż w plecy. Kreml nadal wybiela sowiecką hańbę

Rosja wciąż zakłamuje historię II wojny światowej (fot. Keystone/Getty Images)

IV rozbiór Polski – to wciąż dla rosyjskich propagandzistów dzień wyswobodzenia braci Słowian spod władzy „polskich panów”. Najbliższe miesiące przyniosą zapewne natężenie rosyjskich kłamstw historycznych. Wszystko w celu osiągnięcia jak największych efektów politycznych związanych z przyszłorocznymi obchodami zakończenia II wojny światowej.

New Jersey: Manifestacja Polonii w 80. rocznicę sowieckiej napaści na Polskę

Pod Pomnikiem Katyńskim w Jersey City w stanie New Jersey manifestowała w niedzielę Polonia przypominając o ofiarach II wojny światowej....

zobacz więcej

80. rocznica rozpoczęcia II wojny światowej kolejny raz pokazała skalę rosyjskich kłamstw dotyczących tego okresu. Kreml mocno zabolała decyzja Warszawy o nie zapraszaniu na te uroczystości rosyjskiego prezydenta Władimira Putina. Nie miał on tym razem, jak to miało miejsce przed dziesięcioma laty na Westerplatte, możliwości narzucania swojej wizji historii, kłamania i manipulowania.

Dlatego, by ratować sytuację, rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow przekonywał, że żadne obchody dotyczące rocznicy wybuchu bądź zakończenia II wojny światowej bez udziału przedstawicieli Kremla nie mogą być uznane za pełnowartościowe. Z kolei rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa napisała na Facebooku, że: „Warszawa już dawno nie stawiała siebie w tak głupiej sytuacji”.

Zabolało? Na pewno. Ale Rosji bynajmniej nie przeszkodziło to jeszcze przed obchodami starać się narzucać swoją narrację, podważać fakty, manipulować nimi, do woli interpretować i po prostu – łgać w żywe oczy.

Ludziom Kremla tematy związane z II wojną światową traktują jak plastelinę, z której mogą lepić dowolne twory, by następnie zmieniać ich kształty i przekonywać, że zawsze wyglądały w ten sposób.

Cel jest jeden – udowodnienie ponad wszelką wątpliwość, że nie można winnych wybuchu II wojny światowej szukać na Kremlu. W myśl tej tezy – do podpisania paktu Ribbentrop – Mołotow sowieci byli zmuszeni sytuacją, w której się znaleźli nie ze swojej woli, a winę za to ponosi m.in „faszyzująca” Polska. Stalin nie miał wyjścia i musiał zawrzeć z Hitlerem pakt, aby odsunąć w czasie niemiecką agresję na Związek Sowiecki, co usprawiedliwić ma też napaść Armii Czerwonej na Polskę 17 września 1939 roku.

W myśl tych tez – Stalin robił co mógł dla swojego narodu. W takiej sytuacji postawili go inni. Tak jak dziś Władimir Putin, tak wtedy Józef Wissarionowicz podejmował możliwie najlepsze decyzje. A kto uważa inaczej – ten zdrajca i agent Zachodu.

Prezydent RP: Trudno sobie wyobrazić kataklizm II wojny światowej

Prezydent Andrzej Duda powiedział, że obecnie trudno sobie wyobrazić kataklizm II wojny światowej. Dziś przypada 80. rocznica jej wybuchu. Jak...

zobacz więcej

Wzmocnieniu tej interpretacji miało służyć niedawne odtajnienie przez rosyjskie ministerstwo obrony dokumentów związanych z napaścią hitlerowskich Niemiec na Polskę – w tym, w szczególności kopii protokołów Paktu Ribbentrop – Mołotow. Chociaż tajne protokoły paktu znane są od kilkudziesięciu lat, a ich kopie wcześniej udostępnili Niemcy, to Kreml postanowił wykorzystać je w propagandowej wojnie, by wzmocnić swoją linię – na użytek zarówno wewnętrzny, jak i zewnętrzny.

Tezy wybielające Stalina i postawę Związku Sowieckiego przed, w trakcie i po zakończeniu II wojny światowej, wciąż są na masową skalę produkowane przez kolejne rosyjskie ministerstwa, historyków, czy innych „ekspertów” – a następnie są powielane i rozbudowywane przez media. Niestety, elementy tej propagandy docierają na Zachód i wywierają wpływ.

O tym, jakie przynosi to w Rosji rezultaty, świadczą niedawne badania przeprowadzone przez Centrum Analityczne Jurija Lewady, z których wynika, że aż 70 proc. obywateli tego kraju pozytywnie ocenia Stalina, a połowa respondentów jest gotowa usprawiedliwić stalinowskie represje. Jedynie 14 proc. pytanych stwierdziło, że odczuwa w stosunku do niego obrzydzenie i strach.

Wierząc w siłę propagandy, rosyjskie władze mają zamiar podczas przyszłorocznej rocznicy zakończenia II wojny światowej urządzić święto ku swojej własnej chwale. Będą się starać szczególnie mocno, gdyż 9 maja na uroczystości w Moskwie mają przybyć zachodni przywódcy, którzy od aneksji Krymu ignorowali obchodzony w Rosji Dzień Zwycięstwa. Jako pierwszy swoją wizytę potwierdził prezydent Francji Emmanuel Macron, który w ostatnim czasie robi wszystko, by przebić w „przywracaniu Rosji na salony” przedstawicieli Niemiec.

Lata propagandy – zarówno sowieckiej, jak i później rosyjskiej – kompletnie zepchnęły w niepamięć dla większości Rosjan wydarzenia z 17 września. Jeśli gdzieś się do tej daty wraca, to tylko po to, by przypomnieć, że tego dnia Moskwa rozpoczęła wyswobadzanie Białorusinów i Ukraińców spod władzy „polskich panów” - wiadomo faszystów, współpracujących z Hitlerem.

Przewodniczący Bundestagu: Pakt Ribbentrop-Mołotow był czwartym rozbiorem Polski

Przewodniczący niemieckiego Bundestagu Wolfgang Schaeuble powiedział w niedzielę podczas obchodów 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej w...

zobacz więcej

Rosjanie są wciąż zaczadzeni mitem „Wielkiej Wojny Ojczyźnianej”, która jest jednym z najważniejszych elementów ich tożsamości. Władimirowi Putinowi udało się ten mit przejąć po swoich sowieckich poprzednikach, odpowiednio wzmocnić - zespolić wątki prawosławno-nacjonalistyczne i neoimperialistyczne i tym samym połączyć obie – chociaż sprzeczne – tradycje: tą sprzed rewolucji bolszewickiej i sowiecką.

Dlatego dziś – tak wielu Rosjan rozumie i przeżywa na równi z rosyjskimi władzami oburzenie – gdy takie kraje jak Polska, państwa bałtyckie czy Ukraina – sprzeciwiają się kremlowskiej narracji, gdy odrzucają obraz sowieckich żołnierzy „wyzwalających” narody Europy Środkowo-Wschodniej spod niemieckiej okupacji, czy usuwają komunistyczne pomniki.

Polska narracja historyczna – która tak mocno wybrzmiała podczas tegorocznych uroczystości – jest siłą zagrażającą neosowieckim kłamstwom sączącym się z Kremla, a także manipulacjom, które wciąż płyną z Berlina.

Starania rządu w Warszawie, by prawda o tym, co wydarzyło się 1 i 17 września, czego dotyczył pakt, jak wyglądał przemarsz Armii Czerwonej przez Polskę, jaka władza została tu zainstalowana – stoją w radykalnej opozycji z działaniami rosyjskich propagandzistów. To zaś oznacza konflikt, którego nie możemy uniknąć.

Polska musi mocno i zdecydowanie sprzeciwiać się manipulacjom historycznym i fałszywym reinterpretacjom, gdyż ma to konsekwencje także dziś dla bezpieczeństwa naszego regionu.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia.

źródło:
Zobacz więcej