Współczesna rewolucjonistka – szkodzi innym, szkodzi sobie

Kara jaka spotkała Aleksandra Nalaskowskiego, nie była wynikiem interwencji grupy studentów tej uczelni związanych ze środowiskiem LGTB (fot.Posłanka Nowoczesnej Joanna Scheuring-Wielgus (fot. arch. PAP/Paweł Supernak) )

Za skandaliczną decyzją władz Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu o zawieszeniu w prawach akademika prof. Aleksandra Nalaskowskiego stała posłanka Joanna Scheuring-Wielgus. Tak ustalili dziennikarze portalu „wpolityce.pl”, wbrew początkowym doniesieniem, że kara, która spotkała jednego z najbardziej cenionych polskich badaczy zagadnień pedagogiki, była wynikiem interwencji grupy studentów tej uczelni związanych ze środowiskiem LGBT.

Marsze Równości po władzę

W kilku dużych miastach nie ma co liczyć na spokojne wakacje w kraju. Raczej można spodziewać się w nich ogłoszeń na bilbordach, afiszach i...

zobacz więcej

To jednak nie jacyś anonimowi młodzi homoseksualiści poczuli się urażeni felietonem prof. Nalaskowskiego, zatytułowanym „Wędrowni gwałciciele”, krytycznym wobec ideologii LGBT, który ukazał się w tygodniku „Sieci”. Jeśli nawet czytali ten tekst, prawdopodobnie okazali się bardziej dojrzali od posłanki. Co bardziej przykre, tym samym okazali przewagę intelektualną nad rektorem swej uczelni. Rozumieją oni bowiem, że felieton jest specjalnym gatunkiem dziennikarstwa, a w najlepszych wydaniach również literatury, w której przerysowanie, karykatura, przenośnie najbardziej nawet złośliwe, mają swoje naturalne miejsce.

Czysta kalkulacja

Niestety, ani dojrzałości, ani też sprawności intelektualnej nie mamy prawa wymagać od Joanny Scheuring-Wielgus, na co dostarczyła już wiele dowodów od czasu, kiedy pojawiła się w przestrzeni publicznej w roli posłanki. Ma na swoim koncie tak wiele przedziwnych, odbiegających od normy zachowań, że w krótkim z konieczności tekście jestem przytoczyć ledwie ich część. Motywem przyświecającym większości z nich jest zyskanie ewentualnych korzyści politycznych, co stało się obsesją posłanki. Zwykle nie liczyła się z kosztami ubocznymi swoich akcji, co przynosiło odwrotny skutek od zamierzonego. Jednym z przypadków potwierdzających, jakie kłopoty z prawidłowym myśleniem ma Joanna Scheuring-Wielgus, była blokada biura przepustek w Sejmie.

Organizując konspiracyjnie blokadę, objęła w swoim mózgu ewentualnych korzyści polityczne. W swoich rachubach nie uwzględniła tego, że ekstrawagancka awantura, naraża ją samą na śmieszność. Że szkodzi samej sobie, ponieważ uniemożliwia wejście do Sejmu ludziom przypadkowym, całkowicie niewinnym z punktu widzenia konfliktu wywołanego przez Joannę Scheuring-Wielgus. Mogli przecież być tacy, którzy na zaproszenie innych parlamentarzystów tego dnia specjalnie przyjechali do Warszawy. Być może i tacy, których sprowadziły do stolicy bolesne dla nich sprawy. Mieli nadzieję, że ich wizyta w Sejmie odwróci niekorzystny dla nich bieg spraw. Czy pomyślała o tym, że może części tych ludzi wyrządza krzywdę?

„Chodzi o wywołanie wrażenia, że w kraju mamy wojnę domową, faszyści biegają na ulicach”

– Środowiska LGBT przedstawiają postulaty, które są jawnie sprzeczne z obowiązującą konstytucją w Polsce. Równość małżeńska, tzw. małżeństwa...

zobacz więcej

Jej niefrasobliwość w tym zdarzeniu poszła o krok dalej. Do swojej taniej gry politycznej na żenująco niskim poziomie wciągnęła młodych ludzi, zachęcając ich do biernego oporu, poprzez tłumne zajęcie pomieszczeń Biura Przepustek. Korzystając z ich braku doświadczenia, ale także naiwności, nie wiadomo, jakimi argumentami ich karmiąc, zdołała nakłonić, do akcji, będącej w istocie substytutem polityki. Ponieważ sama nie ma w sobie potencji, aby prowadzić prawdziwą działalność opozycyjną, autentyczne spory polityczne, ucieka się do wątpliwej jakości działalności. Można współczuć, iż w jej umyśle układa się to w przekonanie, że ona naprawdę jest bojowniczką walczącą o wolność i demokrację. Że staje samotnie na barykadzie przeciwko złym mocom represywnego państwa. Nie zdaje sobie sprawy, że sama łamie zasady wolności i demokracji, używając przemocy w postaci poselskich ingerencji i nacisków na innych, którzy nie respektują w pełni ustalonych przez nią kanonu wartości i zachowań.

Parcie na szkło

Wyrazem takiej postawy agresywnej, nie znoszącej sprzeciwu była w Sejmie pogoń – autentyczna gonitwa po korytarzach sejmowych – za dziennikarką telewizji publicznej, aby wykrzyczeć jej, że domaga się, by zrobić z nią wywiad, w którym powie to, na czym jej zależy.

Przykładem takiej postawy było też przerwanie spotkania radnego toruńskiego z uczniami w szkole średniej, podczas jego prezentacji ważnych wydarzeń z historii Polski. Posłanka Scheuring - Wielgus zaangażowała jako swoją obstawę kilku osiłków. Uznała, że radny wykorzystuje spotkanie do pisowskiej propagandy.

Na początku kadencji obecnego Sejmu, Joanna Scheuring–Wielgus wtargnęła (nawiasem: razem z Kamilą Gasiuk- Pihowicz) do gabinetu, w którym członkowie Komisji Weneckiej czekali na spotkanie z prezydium Sejmu. Uznały się – wówczas jako posłanki „Nowoczesnej” – za pokrzywdzone, gdyż przedstawiciele Komisji Weneckiej nie przewidzieli spotkania z ich partią.

Czabański: Wspierając akcję „Polska pod Krzyżem” TVP realizuje swoją misję

– To jest akcja społeczna. Nie organizuje jej żadna instytucja. Pokazuje, że Polacy się opowiadają za wartościami chrześcijańskimi (…) Medialne...

zobacz więcej

Inny wstydliwy krok miał miejsce w czasie tradycyjnego, jak co roku w Sejmie, na krótko przed wigilią Bożego Narodzenia, składania życzeń, dzielenia się przez parlamentarzystów opłatkiem. Korzystając z obecności w Sejmie arcybiskupa kardynała Kazimierza Nycza, Joanna Scheuring –Wielgus, bez żadnego uprzedzenia podeszła do duchownego i w sposób obcesowy wręczyła mu raport o pedofilii w Kościele katolickim, przygotowany przez fundację „Nie lękajcie się”. W opinii Instytutu Ordo Iuris raport jest niewiele wartym dokumentem, zawierającym z punktu widzenia prawa mnóstwo błędów oraz przytacza wiele przypadków nie możliwych do zweryfikowania.

Podobnie wartość tego raportu ocenia ekspert w sprawach Kościoła katolickiego Tomasz Terlikowski, który napisał, że to nic innego jak „zbiór selektywnie dobranych i często w sposób zmanipulowany zbiór wycinków prasowych”.

Joanna Scheuring–Wielgus oceny te znała. Nie przeszkodziło jej to jednak polecieć do Rzymu i podczas audiencji w Watykanie u papieża Franciszka wręczyć głowie katolickiego Kościoła wspomniany raport.

Jak widać z tych kilku przykładów, jej przebojowość „nie zna granic ni kordonów” – jak mówi rewolucyjna pieśń. To zgodne z jej osobowością. Gdyż Joanna Scheuring-Wielgus jest rewolucjonistką naszych czasów. Doświadczenia epoki bolszewickiej podpowiadają, że nie ma nic bardziej niebezpiecznego niż fanatyczni rewolucjoniści. A rewolucjonistki, stanowią zagrożenie do kwadratu. Szczególnie, gdy idzie to w parze z brakami sprawności umysłowej.

Nie mogę wyjść ze zdumienia, jak takiej miernej klasy osoba, mogła wpłynąć na władze Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, w którym rozpoczynałem studia filozoficzne, jeszcze za obecności dwóch przedwojennych profesorów – Tadeusza Czeżowskiego i Tadeusza Szczurkiewicza. Jedyna nadzieja, że to ostatnia szkoda Joanny Scheuring-Wielgus, jaką była w stanie wyrządzić jako posłanka.

źródło:
Zobacz więcej