Raport

Epidemia koronawirusa

Afera Brejzy: nie tylko hejt w sieci. Również masowe donosy i kradzieże tożsamości

. Żartobliwie można powiedzieć, że jestem „ojcem chrzestnym” tego wydziału – mówi Marcin Wroński (fot. arch.PAP/Tytus Żmijewski)

Marcin Wroński zdobył w II turze wyborów prezydenckich w Inowrocławiu 49,2 proc. głosów. – Przegrałem z Ryszardem Brejzą tylko 300 głosami. Mało co by utracili władzę. Uznano, że jestem pewniakiem, że za cztery lata znów wystartuję. Trzeba było się mną zająć, żeby nigdy więcej nie doszło do takiej sytuacji. Żartobliwie można powiedzieć, że jestem „ojcem chrzestnym” tego wydziału – wyznaje w rozmowie z portalem tvp.info. „Wydział” nie ograniczał się do hejtu w sieci. Dopuszczano się kradzieży tożsamości, masowo fabrykowano fałszywe donosy.

Jak działał „wydział nienawiści” Brejzy. Szokujące zeznania nt. procederu niszczenia w sieci

– Od początku jak pracowałam w urzędzie poseł Brejza przychodził raz w tygodniu. Na tzw. naradach wskazywał osoby, które należy atakować w...

zobacz więcej

– Byłem największą ofiarą hejtów. Setki, tysiące nieprzychylnych czy wręcz nawet wulgarnych komentarzy na temat mnie i mojej rodziny spływały na portale. Ale nie tylko to. W 2014 r., gdy u władzy była PO i PSL, bezpośrednio po II turze wyborów miałem osiem kontroli w pracy: z ZUS-u, Urzędu Skarbowego. Najprawdopodobniej inspirowanych donosami – opowiadał polityk.

Donosy, jak opowiada, preparowano na wielu działaczy opozycji.

– Jestem wojewódzkim inspektorem ochrony roślin i nasiennictwa w Bydgoszczy. Hurtowo wysyłano więc do różnych instytucji donosy od rzekomo poszkodowanych pracowników. Pisano o rzekomych nieprawidłowościach, aferach, lobbingu – mówił Wroński

– I o ile moim przełożonym jest Główny Inspektor Ochrony Roślin, to wysyłano je do KPRM, do Ministerstwa Rolnictwa itd., żeby ta korespondencja sobie krążyła, żeby te wszystkie instytucje dopiero odsyłały ją do GIOR. Rzekomi poszkodowani pracownicy z Bydgoszczy wysyłali te donosy z Inowrocławia, z poczty położonej najbliżej urzędu miasta. Koperty zawierające donosy na różnych działaczy, pracujących w Bydgoszczy, w Toruniu itd. były adresowane odręcznie tym samym charakterem pisma – tłumaczył.

Nasz rozmówca przypomniał jeszcze jedno zagadnienie.

– Była sprawa kradzieży tożsamości w internecie: kopiowania profili faktycznych osób, by tworzyć fejkowe konta. Maciek Kasperkowiak, człowiek, który to odkrył, pokazał im te konta i skłonił kilka osób – wśród nich był nawet pan z Krakowa – do złożenia doniesienia.

Wówczas stwierdzono, że do procederu używano komputerów na terenie urzędu miasta. Dochodzenie umorzono, prawdopodobnie nikt nie chciał się przyznać że z nich korzystał. Ale potem wznowiono i dołączono do afery fakturowej, bo uznano, że wykorzystywanie pracowników za to żeby w czasie pracy, opłacani z pieniędzy budżetu miasta zajmowali się kradzieżą tożsamości i hejtem może być nadużyciem.

źródło:
Zobacz więcej