„My tu byli z pradowna, od wieka”. Zmarła nestorka polskiej poezji na Zaolziu [VIDEO]

– My tu mamy święty zakątek pod ochroną Pana Boga – mówiła poetka o swojej wiosce (fot. Wikipedia/Nonac71)

W nocy z 11 na 12 września w swoim domu w Nydku na Śląsku Cieszyńskim zmarła Aniela Kupiec, uznawana za nestorkę polskiej poezji na Zaolziu, części Śląska włączonej w 1920 i 1945 r. do Czechosłowacji. Pisała wiersze i opowiadania w gwarze cieszyńskiej. Urodziła się w 1920 r., mówiła o sobie, że jest „rówieśniczką Zaolzia”.

Mały wielki jubileusz polskiej edukacji na Zaolziu. Stulecie przedszkola w Czeskim Cieszynie

Mali podopieczni polskiego przedszkola w Czeskim Cieszynie świętowali stulecie swojej placówki. Ochronka w Sibicy (wówczas wieś, obecnie część...

zobacz więcej

„Dyć my tu nie prziszli / Bóg wiy, z jakij stróny, jyny my tu byli z pradawna, od wieka, / nie torby żebracze, a chude zogóny / żywiły tu kiejsi / prostego człowieka” – pisała w jednym z wierszy Aniela Kupiec, z domu Milerska.

Urodziła się 5 kwietnia 1920 r. w Nydku, u stóp Czantorii, jako Aniela Milerska, potomkini starego chłopskiego rodu, o którym pierwsza wzmianka pochodzi z 1677 r.

Gdy miała cztery miesiące, bolszewickie wojska podchodziły pod Warszawę, a zagrożona Polska musiała zgodzić się na podział Śląska Cieszyńskiego. Narzucony przez państwa zachodnie podczas konferencji w Spa, oznaczał oddanie znacznej części polskiego etnicznie terenu Czechosłowacji, bez plebiscytu.

W domu miała dostęp do literatury, również do polskiej klasyki narodowej. Czytała już w dzieciństwie, kiedy – jak wspominała później – pasła krowę. – Czytałam nawet w deszczu, w jednej ręce trzymając parasol i krowę, w drugiej książkę – opowiadała.

Już w szkole działała w polskich organizacjach: harcerstwie i Bratniej Pomocy, gdzie poznała Jana Kupca, swojego późniejszego męża. W 1938 roku, w roku powrotu – na krótko – Zaolzia do Polski dostała pracę w biurze registratury huty w Trzyńcu. Po napaści Niemiec na Polskę we wrześniu 1939 r. straciła pracę. Całą wojnę pracowała fizycznie w lesie. Niechętnie wspominała później ciężkie lata niemieckiej okupacji.

Po wojnie władze komunistycznej Polski początkowo uznawały uzgodnioną przez Warszawę i Pragę granicę z 1938 r. za obowiązującą, ale na polecenie Stalina zrezygnowały z roszczeń do zachodniej części Śląska Cieszyńskiego.

Bagnetami zakłuto bezbronnych jeńców. Obchody setnej rocznicy okrutnej zbrodni w Stonawie

Z udziałem Kompanii Reprezentacyjnej Wojska Polskiego i pod patronatem honorowym ministra, Mariusza Błaszczaka odbyły się w Stonawie na Zaolziu...

zobacz więcej

Na Zaolzie wrócili Czesi, którzy posądzali Anielę Milerską o współpracę z polskim wywiadem. Jana Kupca, za którego wyszła za mąż w 1945 r., żołnierza wojny obronnej 1939 r., również uznawali za „element niebezpieczny”. Rodzina przez pewien czas żyła w biedzie poddawana upokarzającym procedurom udowadniania „spolegliwości”, dopiero później Jan dostał pracę jako dyrektor szkoły z polskim językiem nauczania w Nydku.

Aniela zaangażowała się w działalność społeczną. W 1955 roku, jako reżyser kółka teatralnego przy nydeckim kole Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego, zdobyła pierwsze miejsce na ogólnoczechosłowackim festiwalu zespołów amatorskich. Działała również w sekcji chóru i folklorystycznej. Prowadziła też, we współpracy z Instytutem Meteorologicznym w Ostrawie, obserwacje meteorologiczne.

Przez cały ten czas pisała wiersze, jednak twórczość literacka była na dalszym planie. Namówiona przez przyjaciół, by pisanych gwarą utworów nie chowała do szuflady, w 1981 r. opublikowała pierwszy tom poezji, kilka lat później kolejny. Wiersze Kupcowej zaczęły się pojawiać na łamach czasopism po obu stronach Olzy. Z czasem zaczęła publikować także opowiadania.

Utwory pisane starocieszyńską gwarą, o której mówiono, że jest pomostem między czasami Jana Kochanowskiego a współczesnością, zyskały przychylność krytyków i czytelników. Ona sama mówiła, że fakt pisania wierszy nie oznacza, że ma się uważać za poetkę.



Zmarła w Nydku, gdzie w drewnianym, otoczonym zielenią domu spędziła całe życie. – My tu mamy święty zakątek pod ochroną Pana Boga, bo wszędzie na świecie robią się dziwy, a nas to wszystko jakoś omija – mówiła.

źródło:
Zobacz więcej