Co ma wspólnego Arystoteles z Lady Gagą, czyli o leworęczności

Bycie dziś mańkutem to już nie przekleństwo (fot. Shutterstock/vitmark)

Bycie dziś mańkutem to już nie przekleństwo. Jeszcze za moich szkolnych lat „przestawiano” leworęczne dzieci na korzystanie z prawej ręki przy pisaniu. Dziś już na szczęście zaniechano tej szkodliwej i jałowej praktyki. Aczkolwiek nauczyciel muzyki mojego oburęcznego syna – który je ręką prawą, ale na gitarze wybrał sobie grać jak Jimmy Hendrix (choć nie ma pojęcia o jego istnieniu, bo ma tylko cztery lata) – uparł się, że będzie go jednak przestawiał.

Magnetyczny robak może dotrzeć do mózgu

Naśladujący ruchy robaka, sterowany polem magnetycznym nitkowaty „robot” może dotrzeć do mózgu poprzez naczynia krwionośne, by umożliwić...

zobacz więcej

Cóż, zmienimy raczej nauczyciela muzyki niż ten dziecięcy wybór, który wcale nie jest kaprysem. Coraz łatwiej jest też nabyć sprzęty dostosowane do ergonomicznego korzystania z nich przez mańkutów.

Kulturowo zatem uporaliśmy się z bezsensownym piętnowaniem leworęczności. Czas, by nauka na spokojnie i bez uprzedzeń wniknęła w źródła i konsekwencje preferowania lewej ręki przez 10 proc. społeczeństwa. Społeczeństwa do dziś od wczesnego paleolitu – bo widać, czy kamień łupała osoba prawo–, czy leworęczna.

Takich badań od dwóch dekad przybywa, na zwierzętach i na ludziach – bo lateralizacja to cecha mózgu każdego kręgowca a i bezkręgowców. Po prostu dwie półkule mózgowe nie są równocenne i nie zajmują się tymi samymi zagadnieniami. A z tego właśnie wynika także ostatecznie prawo- lub lewo-: -uszność, -oczność, -ręczność, -nożność (i to wcale nie musi być albo prawo- albo lewo-, można być prawoocznym i lewousznym, jednocześnie leworęcznym i prawonożnym).

U ludzi wynika to „z natury” i kultury, co wiadomo pośrednio. Procent osób leworęcznych w kulturach dla mańkutów niełatwych (np. w kulturze islamu lewa ręka zarezerwowana jest do „brudnych” czynności higienicznych, nie wolno nią jeść czy pisać) procent mańkutów jest znacząco niższy od globalnej średniej, podczas gdy u Żydów stosunek do leworęczności jest raczej pozytywny, co być może powoduje, że jest ich dwukrotnie więcej od średniej.

Innowacyjne leki na raka piersi będą refundowane

Nowe leki m.in. stosowane w leczeniu zaawansowanego raka piersi znalazły się w wykazie leków refundowanych obowiązującym od 1 września. Wraz z nową...

zobacz więcej

Oczywiście nikt dotąd nie przeprowadził globalnych badań zdolnych ustalić, czy jest to wpływ jedynie kultury, czy też genów, których podobieństwo jest wszak związane z pochodzeniem etnicznym.

Jak już powiedziałam, lewo- czy prawo- tkwi w samej strukturze mózgu, złożonej z dwóch asymetrycznie zorganizowanych funkcjonalnie półkul. Taka budowa wpływa na naszą percepcję, zdolności poznawcze i działanie. I dzieje się to, mówiąc prosto, na krzyż. Skoro aż 90 proc. z nas jest praworęcznych, dominuje u nich lewa półkula mózgu – ta generalnie, choć nie wyłącznie odpowiedzialna za język.

Ogólnie bowiem w półkuli lewej umiejscowione są ośrodki zawiadujące obróbką informacji słuchowej, zwłaszcza mowy (dlatego nie jest wyjątkiem posiadanie absolutnego słuchu muzycznego i słabego słuchu do języków), zaś w półkuli prawej koordynowana jest obróbka informacji przestrzenno-wizualnej. Ważne jest jednak nie tylko, co się w półkulach informacyjnie obrabia, ale jak się to robi. Półkula prawa działa globalnie, w sposób symultaniczny i holistyczny. Z kolei półkula lewa pracuje analitycznie: sekwencjami i seriami. Ta wiedza przyda się każdemu rodzicowi wybierającemu się na pierwszą wizytę ze swą pociechą do logopedy. A potem trzeba te sekwencje i szeregi oraz inne układanki lewopółkulowe ćwiczyć z dzieckiem codziennie, by zaczęło poprawnie mówić.

Pytanie, skąd się bierze lateralizacja i jakie ma konsekwencje rozwojowe dla dziecka, pozostaje nadal bez kompleksowej odpowiedzi na poziomie ontologicznym – jako zjawisko jednostkowe tego konkretnego człowieka – jak i populacyjnym. Do niedawna również błędnie sądzono, że nie da się zastosować w badaniach nad lateralizacją modeli zwierzęcych, jako nieadekwatnych. Miała to być jedynie ludzka cecha.

Zapach może wpływać na postrzeganie własnego ciała

Bodźce zmysłowe, w tym zapachowe, mogą zmieniać obraz własnego ciała. Na przykład woń cytryny sprawia, że czujemy się lżejsi i szczuplejsi, a...

zobacz więcej

We wrześniowym numerze czasopisma neurologicznego „Brain” ukazał się artykuł opisujący wyniki masowych – aż na ponad 400 tys. uczestników – badań nad leworęcznością od strony jej podłoża genetycznego oraz neurologicznego. To pierwsze w historii tak kompleksowe i na tak wielkiej próbie badanie związków genetyki i leworęczności.

Jednak już w 2009 r. badacze australijscy opublikowali analizę dziedziczenia leworęczności u ponad 21 tys. par bliźniąt, odnotowując ok. 25 proc. zależność tej cechy od podłoża genetycznego, nie znajdując natomiast żadnego istotnego czynnika środowiskowego warunkującego leworęczność u wielu osób jednocześnie.

Gros przyczyn leworęczności jest określanych jako indywidualne. Może to być np. – co jest ostatnio intensywnie badane – ułożenie płodu w łonie matki. Jest ono z natury asymetryczne, może z niego wynikać rozmaitość asymetrycznych stymulacji płodu podczas ciąży, prowadzących do asymetrii percepcyjno-ruchowych. Na poparcie tego uczeni przedstawiają właśnie przeciekawą sytuację bliźniąt, które, choć genetycznie bardzo podobne, w łonie ułożone są jak lustrzane odbicia. I często jedno jest prawo- a drugie leworęczne.

Wróćmy jednak do najnowszego badania uczonych z Uniwersytetu Oksfordzkiego, kierowanych przez Dominica Furnissa. Jego wielka skala była możliwa dzięki wykorzystaniu danych z największej dziś na świecie, otwartej dla celów niekomercyjnych (wyłącznie badawczych), prowadzonej w Wielkiej Brytanii medycznej bazy danych genetycznych i zdrowotnych „UK Biobank”. Umożliwia ona m.in. przeprowadzenie analizy populacji zwanej GWAS.

20 lat siedzącego trybu życia to dwukrotnie wyższe ryzyko zgonu

Osoby, które przez dwie dekady spędzają swój czas głównie na siedzeniu, są dwukrotnie bardziej narażone na przedwczesną śmierć niż ich aktywni...

zobacz więcej

Co to takiego? Najprościej to wyjaśnić na przykładzie. Wyobraźmy sobie dwoje ludzi. Jednego od drugiego różni tylko trzy miejsca w całym genomie, liczącym 6,5 mld par zasad DNA długości liniowej wszystkich 23 par chromosomów. To bardzo niewiele różnic – są oni zatem bardzo blisko spokrewnieni. Takie miejsce, gdzie występuje między ludźmi punktowa różnica w genomie, nazywa się SNP (ang. Single Nucleotide Polymorphism).

Teraz bierzemy 400 tys. ludzi. Każdy od każdego różni się w iluś SNP. Część tych SNP będzie wspólna dla wielu osób, część miejsc to różnica tylko między kilkoma osobami. Ci ludzie mają wiele cech sobie przypisanych. Któraś z nich nas interesuje. Np. Są albo leworęczni, albo praworęczni, albo dwuręczni. Sortujemy ich według tego i patrzymy, czy jakieś SNP korelują z faktem leworęczności. Analizujemy te dane statystycznie. Ustalamy, gdzie – w jakich genach, o jakim znanym znaczeniu – są te konkretne SNP, które korelują z leworęcznością.

Technika informatyczna GWAS nie wymaga żadnych eksperymentów, korzysta z gigantycznych baz danych, jest ściśle analityczna, ale dostarcza przeciekawych informacji dotyczących prawdopodobieństwa wystąpienia jakichś predyspozycji np. zdrowotnych u konkretnych osób, których genom jest znany. Dziś tak zanalizowano leworęczność, a kilka dni temu na podstawie GWAS poinformowano świat o znikomym genetycznym podłożu zachowań homoseksualnych.

Uczeni z Oxfrodu badający leworęczność dodatkowo zanalizowali dostępne obrazy tomograficzne mózgu dla ok. 9 tys. spośród owych 400 tys. uczestników. Siła wyniku pochodzi z ilości zanalizowanych danych.

Samo obrazowanie mózgu leworęcznych porównane z wykonanym u praworęcznych pokazało zwiększoną u tych pierwszych gęstość funkcjonalnych połączeń pomiędzy sieciami neuronowymi odpowiedzialnymi za język rozlokowanymi tak w prawej, jak w lewej półkuli. Jest gęściej – czyli ma miejsce więcej komunikacji.
B Dla psychologów rozwoju i logopedów to nie nowina, że dysleksja ma związek z lateralizacją. Teoretycznie przewidywać by można, że to leworęczni będą mieli predyspozycje do dysleksji, obserwacje kliniczne jednak wskazują, że dyslektykami są niemal wyłącznie ludzie praworęczni. Tu być może istnieje związek ze skrajną lateralizacja, jej skrajnym brakiem lub możliwym nieprawidłowym uformowaniem podczas życia płodowego narządu równowagi, znajdującego się w uchu wewnętrznym każdego z nas.

Technika GWAS udokumentowała istnienie czterech miejsc w genomie znaczących dla leworęczności. Trzy z nich znajdują się w genach lub obszarze kontroli działania genów zaangażowanych w procesy rozwojowe mózgu.

Jeden z tych nowoodkrytych, istotnych dla leworęczności SNP, koreluje również w wynikach wcześniejszych badań z chorobą Parkinsona i objawami schorzeń psychiatrycznych (schizofrenii). A molekularnie – z integralnością szlaków tzw. istoty białej mózgu, łączącej owe regiony związane z językiem, zidentyfikowane przez tomograf. Oznaczać to może wg autorów badania, że odkryta zmienność genetyczna obserwowana jest w genach współuczestniczących w kontroli rozwoju zlateralizowanej struktury mózgu. Ta z kolei wpływa na to, którą ręką posługujemy się przy pisaniu i jedzeniu. Niektóre z tych genów mają także pewien związek z predyspozycją do rozwoju schorzeń neurologicznych czy psychicznych.

To nie koniec badań nad lateralizacją w ogólności, a leworęcznością w szczególności. To dopiero „masywny” początek. Lateralizacja bowiem nie zamyka się w pytaniu, czy posługujemy się chętniej lewą czy prawą ręką.

źródło:
Zobacz więcej