Dyktator, który obalił swój pomnik

Robert Mugabe miał 95 lat (fot. PAP/EPA/STR)

Gdy francuski król Ludwik XIV wypowiadał słynne słowa „Państwo to ja”, mógł sądzić, że jego wyjątkowość wynika z bożego namaszczenia. Z pewnością nie przypuszczał jednak, że kolejne epoki przyniosą całe mrowie przywódców, którzy będą mogli użyć tego samego określenia. Świat stracił właśnie takiego satrapę w osobie Roberta Mugabego, który przez 37 lat rządził Zimbabwe. W tym czasie z bohatera walki narodowowyzwoleńczej stopniowo przeistaczał się w bohatera walki o napełnianie własnej kiesy.

Zmarł Robert Mugabe – pierwszy niepodległościowy prezydent Zimbabwe

Zmarł były prezydent Zimbabwe Robert Mugabe. Był pierwszym niepodległościowym przywódcą państwa. Został odsunięty od władzy w wyniku wojskowego...

zobacz więcej

Przypadek Mugabego można uznać za archetypiczny. Jego biografia i sposób rządzenia państwem przypominają w zasadzie historie wszystkich afrykańskich samodzierżców. Jest też najbardziej zbieżny z definicją dyktatora z pewuenowskiego „Słownika języka polskiego”. Dyktator to – czytamy – „osoba mająca absolutną władzę w państwie”, zaś dyktaturą jest „forma sprawowania absolutnej i nieograniczonej władzy przez jedną osobę lub grupę osób, mającą poparcie wojska i policji”.

Wymogi definicji wypełnia też wielu światowych „przywódców”, przy czym wyraz celowo jest wzięty w cudzysłów, gdyż osoby te w sposób niezbyt honorowy pełnią swoje funkcje – prezydentów, premierów, duchowych przywódców, generałów, pułkowników. Należą do ruchów z „frontem wyzwolenia” czy „walką o demokrację” w nazwie. Stoją na czele rozmaitych demokracji z przymiotnikami, które nie mają nic wspólnego z tym, co my określamy tym mianem.

Dyktatura to forma rządów sprawowana w oparciu o wolę wąskiej grupy osób, a najczęściej jednej – w tym przypadku właśnie Mugabego. Cały pic polega na tym, żeby wmówić swoim rodakom, że władzę ma wyzwolony lud. W tym celu tworzy się mit, który – co ciekawe – jest silniejszy od ideologii czy zdrowego rozsądku. Karta do głosowania, na przykład jest, w takiej sytuacji bezwartościowym kawałkiem papieru.

Tortury i morderstwa

Zimbabwe pod rządami Mugabego stanowiło klasyczny przykład dyktatury. Nieszczególnie krwiożerczej, ale dyktatury. W imieniu prezydenta torturowano i mordowano, ale daleko było do obłąkanego Idiego Amina – ugandyjskiego feldmarszałka i prezydenta, który trzymał głowy pomordowanych wrogów w lodówce, a jedną z żon kazał poćwiartować, ale Amin stanowił ekstremum.

Mugabe się hamował, choć raczej – nie miał też tak spaczonej psychiki. Być może także dzięki temu mógł rządzić tak długo. Zadziałały również w tym przypadku dwa podstawowe mechanizmy – potęga mitu oraz „beze mnie będzie chaos”. Okazały się one o wiele silniejsze od tego, czym mieszkańcy byli raczeni na co dzień – degrengoladą instytucji państwowych, ruiną gospodarczą, wszechobecną nędzą i korupcją.

Jak wydoić własny kraj. Francja bierze się za afrykańskiego satrapę

Dwa auta bugatti, liczne ferrari, lamborghini, dom w Paryżu za ponad 100 mln euro. To nie dorobek szpanerskiego miliardera, tylko skromnego...

zobacz więcej

Dyktatorzy kończą najczęściej w kałuży krwi, jak obłąkany Amin czy inny przywódca Ruchu Wyzwolenia Narodowego Gwinei Równikowej Francisco Macias Nguema. Część, jak skorumpowany do cna i obalony prezydent Gambii Yahya Jammeh, ucieka za granicę. Nielicznym udaje się dożyć swoich dni w spokoju, co w zasadzie ma zagwarantowane dynastia Kimów w Korei Północnej.

Mugabe – co stanowi interesujący wyjątek – nie został zamordowany ani obalony, ale zmuszony do oddania władzy pod naciskiem opinii publicznej i międzynarodowej. Prześledzenie, jak do tego doszło daje ciekawy wgląd w mechanizmy władzy. Zimbabwe pod rządami Mugabego to też symbol tego, jak daleko władza może oddalić się od narodu, dbając wyłącznie o własny interes.

Robert Gabriel Mugabe urodził się 21 lutego 1924 roku w misji jezuickiej Kutama, nieopodal Salisbury w ówczesnej Rodezji Południowej. Obecnie Salisbury nosi nazwę Harare i jest stolicą Zimbabwe. Jego ojciec Gabriel Matibiri był ubogim cieślą z klanu Zezuru, będącego częścią plemienia Szona, który przybył tam z Malawi. Afryka jest kontynentem wędrującym. Od tysiącleci przemierzają ją grupy osób, za chlebem, uciekają w poszukiwaniu lepszej ziemi, pełnych studni. Wędrówka ludów jest wpisana w DNA Afryki.

Tchórz i maminsynek

Gabriel i Bona mieli szóstkę dzieci – Miterego, Raphaela, Roberta, Dhonandhe, Sabinę oraz Bridgette. Dziadkiem przyszłego prezydenta Zimbabwe był Constantine Karigamombe „Matibiri”, znaczący sługa króla Lobenguli Khumalo, władającego pod koniec XIX wieku ludem Matabele. Sam Robert od małego zadatków na władcę nie przejawiał. Inne dzieci uważały go za tchórza i maminsynka.

Gdy miał mniej więcej sześć lat, jego ojciec pokłócił się z jednym z jezuitów i francuski szef misji ojciec Jean-Baptiste Loubiere wygonił rodzinę z Kutamy. Mimo to, dzieci nadal mogły uczęszczać do szkoły w Kutamie, choć rodzina zamieszkała około 10 km od tej miejscowości. W kolejnych latach umarli Raphael i Miteri, a ojciec opuścił rodzinę. Wyjechał do Bulawayo, tam poznał kobietę, z którą miał trójkę dzieci.

Wkrótce zmarł sam ojciec Loubiere. Zastąpił go irlandzki duchowny Jerome O'Hea, który pozwolił Mugabom wrócić do Kutamy. O'Hea był wyjątkowym duszpasterzem. Głosił równość ras, co w latach 30. było niemal herezją. Opowiadał też młodemu Robertowi o irlandzkiej wojnie o niepodległość z lat 1919-21, dzięki której część Irlandii wyzwoliła się spod brytyjskiego panowania.

Mugabe rządził Zimbabwe przez 37 lat (fot. PAP/EPA/AARON UFUMELI)

Po trupach do obalenia apartheidu. Zmarła żona Mandeli

„Ikona walki z apartheidem”, „matka narodu”. Takimi określeniami opisywano Winnie Madikizela-Mandelę, byłą żonę Nelsona Mandeli, pierwszego...

zobacz więcej

Znajomość z irlandzkim misjonarzem oraz opowieści o wolnej Irlandii miały ogromny wpływ na chłopca. Wprawdzie wciąż był uważany przez inne dzieci za tchórza i maminsynka, ale w odróżnieniu od nich miał dużo szczęścia przez większą część życia. Ogromnym szczęściem była już choćby możliwość zdobycia edukacji dzięki misji jezuickiej. Zwykle młodzi mieszkańcy Afryki, także dziś, są pozbawieni takiej szansy. Zapewniło mu to lepszy start w życiu, zaś obcowanie z księżmi zbliżyło go do katolicyzmu, choć wiara nie przeszkodziła mu w mariażu z marksistowską ideologią.

Po ukończeniu sześcioletniej szkoły podstawowej Robert otrzymał możliwość przejścia szkolenia nauczycielskiego, ale na przeszkodzie stanęły oczywiście pieniądze. Czesne mógł opłacić dzięki podjęciu pracy nauczyciela (zarabiał 2 funty miesięcznie) w swojej starej szkole oraz finansowemu wsparciu ze strony dziadka i ojca O'Hea.

Powrót ojca

W tym czasie o rodzinie przypomniał sobie jego ojciec Gabriel, który wrócił do Kutamy z trójką swoich nowych dzieci. Wkrótce jednak umarł i to na Robercie spoczęła odpowiedzialność za wyżywienie rodziny, łącznie z dziećmi ojca z drugiego związku. Po ukończeniu kursu nauczycielskiego 21-letni Mugabe bez większego żalu wyjechał z Kutamy. Utrzymywał się z pracy nauczyciela, ale większych perspektyw nie miał, bo też mieć nie mógł.

Kolejnym uśmiechem losu była możliwość studiowania na University College of Fort Hare w Republice Południowej Afryki, gdzie wyjechał w 1949 roku. W przypadku ubogich mieszkańców Afryki szansa na to, szczególnie w czasach kolonialnych, była znikoma. Na studiach młody Mugabe zetknął się z ruchem niepodległościowym. Poznał działaczy Afrykańskiego Kongresu Narodowego (ANC), wówczas jeszcze legalnego.

Pod wpływem aktywistów ANC przyjął poglądy nacjonalistyczne. Należy jednak zaznaczyć, że nie był to nacjonalizm plemienia Szona ani żadnego innego, lecz panafrykańska idea wolnościowa. Tam też został marksistą, Afryka bowiem potrafi połączyć te dwie, zdawałoby się sprzeczne, ideologie. Walka klas nie miała w tym przypadku większego znaczenia, liczyło się przede wszystkim wyzwolenie z systemu kolonialnego.

W latach 1956-1960 pracował już jako nauczyciel w Ghanie. To miejsce również miało na niego ogromny wpływ. Władzę zdobywał tam właśnie pierwszy czarnoskóry przywódca Kwame Nkrumah. Nkrumah oraz Patrice Lumumba, pierwszy premier Demokratycznej Republiki Konga, porwali kontynent. Wlali nadzieję w serca mieszkańców kolonii, nadzieję, że można wyrwać się z pęt. Ten duch porwał także Mugabego.

Korupcja, oszustwa i skandale obyczajowe. Historia bohatera, który sprzedał swoje ideały

Państwo to ja – rzekł król Francji Ludwik XIV. Podobną dewizę wyznaje prezydent RPA Jacob Zuma, dla którego ojczyzna najwyraźniej jawi się jako...

zobacz więcej

Razem z kilkoma znajomymi z Rodezji Mugabe przeszedł przeszkolenie na Instytucie Ideologicznym Kwame Nkrumaha w miejscowości Winneba na południu Ghany. Taki południowoafrykański odpowiednik, choć na mniejszą skalę, moskiewskiego Uniwersytetu Przyjaźni Narodów im. Patrice'a Lumumby, szkolącego m.in. rewolucjonistów z krajów trzeciego świata.

Przebudzenie

Na dobre Mugabe wrócił do ojczyzny w maju 1960 roku. W tym czasie afrykańscy nacjonaliści podnosili już głowy. Od września działał Afrykański Kongres Narodowy Południowej Rodezji (SRANC) Joshuy Nkomo, zdelegalizowany w lutym 1959 roku został zastąpiony przez bardziej radykalną Narodową Prtię Demokratyczną (NPD).

W czerwcu 1960 roku 36-letni aktywista w końcu wypłynął. Wziął udział w marszu z Highfield do siedziby premiera w Salisbury, podczas którego wygłosił przemówienie. Odznaczał się pewną charyzmą i przemawianie nie stanowiło dla niego problemu. Mógł rozprawiać o wszystkim, od polityki po muzykę.

Nazwisko Mugabe stawało się coraz bardziej znane, nie tylko w NPD. Gwiazda rozkwitała i miała nowatorskie pomysły. Młody działacz, chociaż uważał się za katolika, doprowadził do tego, że podczas spotkań politycznych odprawiano modły do przodków przy tradycyjnych śpiewach afrykańskich. Takie działania zjednywały mu zwolenników wśród różnych grup.

Mimo że Nkomo dogadywał się z białymi władzami i stopniowo czarnoskórzy mieszkańcy uzyskiwali coraz większą liczbę przedstawicieli w parlamencie, w kraju nasilał się konflikt rasowy. Dochodziło do aktów przemocy z obu stron. Radykalny Mugabe groził, że przemoc będzie się nasilać. – Europejczycy muszą zrozumieć, że jeżeli uzasadnione żądania afrykańskiego nacjonalizmu nie zostaną spełnione, konflikt jest nieunikniony – grzmiał na początku lat 60.

W walkę polityczną zaangażowała się też jego pierwsza żona Sally Hayfron, która została skazana na dwa lata więzienia w zawieszeniu za powiedzenie, że królowa Elżbieta II „może iść do diabła”. Sam Mugabe w tym czasie odszedł z Afrykańskiego Ludowego Związku Zimbabwe (ZAPU), nowej partii Nkomo i wraz z grupą działaczy założył Afrykański Narodowy Kongres Zimbabwe (ZANU). Aktywiści obu partii wojowali zarówno z rządem, jak i między sobą.

Mugabe doprowadził swoj kraj do ruiny (fot. PAP/EPA/AARON UFUMELI)

Prorok reglamentuje internet. Alternatywna rzeczywistość Turkmenistanu

Prorok, piosenkarz, sportowiec, chirurg, ekspert od wojskowości, hodowli koni, leśnictwa, uprawy herbaty – gdyby Leonardo da Vinci żył w naszych...

zobacz więcej

Wojna domowa

W 1964 roku w kraju rozgorzała wojna domowa. Walczyli wszyscy ze sobą, do konfliktu włączył się także sąsiedni Mozambik. Robert Mugabe na razie nie mógł zaangażować się w walkę zbrojną, został bowiem skazany za działalność opozycyjną. Po 10-letnim pobycie w więzieniu wyjechał z kraju. Zamieszkał w Londynie, gdzie dokończył studia prawnicze, wcześniej studiował bowiem zaocznie. Ciągnęło go jednak do Afryki. Już w 1975 roku zorganizował partyzantkę. Jednocześnie zaczął scalać ruch niepodległościowy, co nigdy nie jest łatwym zadaniem.

Podczas wojny domowej oddziały Mugabego zwalczały Białych, ale pod koniec także nieuznawany rząd biskupa Abela Muzorewy. Sam skupiał się przede wszystkim na propagandzie. Regularnie wygłaszał przemowy transmitowane przez radio z Mozambiku. Oczywiście w ojczyźnie mało kto miał dostęp do radia, ale stopniowo lider ZANU trafiał do coraz większej liczby ludzi. Prezentował się jako marksista-leninista i chwalił Włodzimierza Lenina, Józefa Stalina, cytował Fidela Castro czy Mao Tse Tunga. Mimo to nie miał najlepszych stosunków z Moskwą. Ta wolała Nkomo.

Lepiej współpracowało mu się z Chinami, co później zaowocowało wsparciem gospodarczym, gdy fatalnie zarządzany przez niego kraj staczał się ku ruinie. Mugabe jeździł po świecie, przekonując do swoich racji m.in. w ZSRR, Chinach, Korei Północnej, Wietnamie czy Kubie, ale także we Włoszech i Szwajcarii.

Front Patriotyczny Zimbabwe Mugabego i Nkomo, chwilowych sojuszników, zwalczał rząd Iana Smitha, który co ciekawe również był przeciwnikiem podległości kraju Koronie Brytyjskiej i wystąpił z Commonwealthu. Wieloletnia wojna domowa pochłonęła około 30 tys. istnień ludzkich i z perspektywy czasu możemy powiedzieć, że była niepotrzebna i bezsensowna. Procesy dekolonizacyjne w Afryce były nieubłagane i Południowa Rodezja musiała w końcu być rządzona przez czarnoskórą większość.

Przekazywanie władzy rozpoczęło się w 1978 roku. Zimbabwe było trzecim od końca krajem Afryki Subsaharyjskiej, który usamodzielnił się po latach kolonialnej zależności. Ostatnimi były Namibia w 1980 i RPA w 1993 roku. Pierwsze wolne wybory odbyły się w 1980 roku i wygrał je ZANU, zaś Mugabe został premierem rządu koalicyjnego.

Robert Mugabe władzę miał, ale niewystarczającą do przeprowadzenia większych zmian, większość ważnych stanowisk nadal piastowali bowiem Biali. Nauczony doświadczeniem sąsiadów doskonale zdawał sobie sprawę, jak kruchym fundamentem są rządy demokratyczne, dlatego za cel postawił sobie, żeby raz zdobytej władzy nie oddawać. Dobrym posunięciem premiera było też niesięganie w początkowym okresie po wojsko. Także dzięki temu mógł rządzić i żyć tak długo.

Karuzela zbrodni

Próby traktowania Kim Dzong Una po ojcowsku przez prezydenta USA Donalda Trumpa nie przyniosły żadnego rezultatu. Można odnieść wrażenie, że...

zobacz więcej

Wybrał mądrzejszą politykę dalekosiężną, jaką stosowali przed nim m.in. Józef Stalin czy rzymski cesarz Tyberiusz. Początkowo był politykiem ostrożnym i roztropnym – współpracował z Białymi, zadbał o gospodarkę. Świetnie też poradził sobie z kryzysem w początkach rządów – starciami międzyplemiennymi, bolączką postkolonialnej Afryki. Właśnie to utorowało mu drogę do prezydentury w 1987 roku. Teraz mógł urządzać kraj po swojemu.

Być bohaterem walki o niepodległość, a rządzenie krajem to dwie różne rzeczy. Mugabe nie miał takich talentów administracyjnych jak oratorskich. Stopniowo przekształcił ojczyznę w satrapię – pojawiły się więc cuda nad urną, prześladowania Białych farmerów (jak wyjaśnił – „korekta kolonialnych niesprawiedliwości”), opozycji i inne charakterystyczne oznaki, korupcja zaś osiągnęła niemal status sztuki.

Reżim Mugabego był oskarżany przez rządy i organizacje międzynarodowe – również afrykańskie – o łamanie praw człowieka i ograniczanie wolności. Prezydent tym się absolutnie nie przejmował. Miał gotową odpowiedź – krytyka jest inspirowana przez kolonialistów, którzy chcą zachować ziemię wcześniej zagrabioną rdzennej ludności. On jednak powstrzyma tę jawną niesprawiedliwość.

Nie przejmował się także sankcjami międzynarodowymi wprowadzanymi po kolejnych sfałszowanych wyborach. Na wyżyny wyborczej wirtuozerii wspiął się w wiosną 2008 roku. 29 marca odbyły się połączone wybory prezydenckie i parlamentarne. O najwyższy urząd ubiegali się Mugabe, lider opozycyjnego Ruchu na rzecz Demokratycznej Zmiany Morgan Tsvangirai oraz kandydat niezależny Simba Makoni.

Dogrywka

Niezależni obserwatorzy policzyli głosy – Komisji Wyborczej szło to opornie – i wyszło im, że Tsvangirai uzyskał około 49 proc. głosów i powinien w drugiej turze spotkać się z Mugabem, który uzyskał 41 proc. Władze nie negowały, że potrzebna będzie dogrywka i drugą turę wyznaczono na 27 czerwca.

W tym czasie prezydent zebrał siły. Dosłownie – kupił od Chin 3 mln sztuk amunicji do kałasznikowów i 3 tys. do moździerzy. Do tego rozpętał falę terroru. Zginęło kilkudziesięciu opozycjonistów, wobec czego Tsvangirai wycofał się z kandydowania. Ludzie i tak poszli do urn, a 85,51 proc. zagłosowało na Mugabego. Co ciekawe, po pierwszej turze rachowanie głosów trwało cztery miesiące, po drugiej – raptem dwa dni. Opozycja zgodnie nazwała je „farsą”.

Mugabe zamierzał przekazać władzę swojej żonie Grace (fot. PAP/EPA/AARON UFUMELI)

Ostatnie podrygi socjalizmu? Boliwia na rozdrożu

Farmer koki, piłkarz, trębacz, murarz, trzykrotny prezydent Boliwii – kariera zawodowa Evo Moralesa należy do najdziwniejszych, ale i...

zobacz więcej

Na takie samo określenie zasługiwała polityka gospodarcza Mugabego, która skutkowała imponującą hiperinflacją. W 2008 roku wyniosła ona 13,2 mld proc. miesięcznie, czyli 516 trylionów proc. w stosunku rocznym. Ceny podwajały się co dwadzieścia kilka godzin. Była to druga rekordowa hiperinflacja w dziejach świata. Przegrała tylko z tą szalejącą na Węgrzech w 1946 roku, która wyniosła 12,95 biliarda proc. miesięcznie.

Bank centralny był zmuszony przeprowadzić denominację dolara Zimbabwe w proporcji 10 miliardów do jednego, ale i to było działanie doraźne. Rząd w końcu przyznał, że dolar Zimbabwe przestał być jedyną obowiązującą walutą, zaczęto rozliczać się w dolarach amerykańskich. W końcu w 2015 roku podjęto decyzję o wycofaniu z obiegu narodowej waluty. Zastąpiono ją dolarem amerykańskim oraz chińskim yuanem. Obecnie inflacja wynosi około 175 proc., a cena paliwa wzrosła o 500 proc. od początku roku. Są przerwy w dostawach prądu i brakuje wody. Ot, zabawy socjalisty z gospodarką.

Choć w kraju bieda aż piszczała, Mugabe i jego dwór żył otoczony bizantyjskim przepychem. Symbolem oddalenia się władz od narodu stała się druga żona prezydenta i jego była sekretarka, młodsza od niego o 41 lat Grace Mugabe (pierwsza żona Sally zmarła w 1992 roku). Nowa pierwsza dama z powodu zamiłowania do luksusów doczekała się przydomka „Gucci Grace”.

Birbant

Jednego z synów dyktatora, Chatungę, do tego stopnia raził widok ubóstwa w Zimbabwe, że przeniósł się do RPA, gdzie wiódł beztroskie życie bon vivanta. Długo jego aktywność ograniczała się w zasadzie do chwalenia się bogactwem w mediach społecznościowych. Bez cienia zażenowania potrafił opublikować w internecie film, na którym rozbawiony oblewa wart 60 tys. dolarów zegarek szampanem za 300 dolarów, wskazując, że tak się robi, gdy „ojciec rządzi krajem”.

Ale był to już schyłek rządów jego ukochanego ojca. Jeszcze w 2013 roku 89-letni wówczas Mugabe zapewnił sobie siódmą reelekcję po sfałszowanych wyborach. Żeby obłaskawić opinię publiczną przeprowadził referendum konstytucyjne, które zakładało ograniczenie do dwóch liczby kadencji prezydenta. Mógł sobie pozwolić na ten ruch, bo wiedział, że władza i tak zostanie w rodzinie. Prezydenturę szykowano już dla „Gucci Grace”.

Krok po kroku jednak sytuacja zaczęła zmieniać na niekorzyść. Zapanowało odwrócenie, ostateczne zniechęcenie. Ludzie zaczęli wychodzić na ulicę, protestować przeciwko rządom Mugabego. W końcu jesienią 2017 roku historia przyspieszyła. Wojsko przeprowadziło pucz i prezydent został zmuszony do oddania władzy. Nie sprawdziły się obietnice satrapy, który potrafił ogłosić: „Tylko Bóg, który mnie wyznaczył, może mnie usunąć”. Zresztą takie słowa to nic nadzwyczajnego – dyktator Gwinei Równikowej Teodoro Obiang Nguema Mbasogo oficjalnie jest „niczym Bóg w niebie” i pozostaje „w stałym kontakcie z Wszechmogącym”.

Jak doprowadzić kraj do ruiny. Socjalizm w wykonaniu Maduro

Mogło być eldorado, jest kryzys humanitarny, głód, wysokie bezrobocie, szalejąca hiperinflacja sięgająca milion procent i trwające kolejny rok...

zobacz więcej

Mugabemu nie pomógł Bóg, nie pomogły też dramatyczne apele przepełnionego synowską miłością Chatungi. Po puczu Chatunga wprawdzie zniknął, ale wkrótce opublikował w internecie pełen głębokiej troski o losy ojczyzny wpis z wezwaniem, by nie „zwalniać rewolucyjnego lidera”, czyli jego ukochanego ojca.

Puczyści, którym przewodzili dowódca sił zbrojnych gen. Constantino Chiwenga i lider opozycji Chris Mutsvangwa łagodnie obeszli się z prezydentem – nie rozstrzelali, co w tym regionie często miało miejce, nawet nie postawili go przed sądem. Zadbał o to nowy prezydent Emmerson Mnangagwa, były wiceprezydent od lat zaprzyjaźniony (choć przez moment skonfliktowany) z Mugabem. Jeszcze w latach 50., po powrocie z RPA, Mugabe przez jakiś czas mieszkał z rodziną Mnangagwa, która namówiła go, by przyłączył się do ruchu antykolonialnego.

10 mln dolarów ma pociechę

Obalony prezydent otrzymał pełen status dyplomatyczny, pięciopokojowy dom z 23-osobową służbą. Pozwolono mu też zatrzymać cały majątek, który zgromadził, gdy był u władzy (a możemy się domyślać, jak go gromadził) i dodatkowo dano mu jednorazowe świadczenie w wysokości około 10 mln dolarów.

Robert Mugabe zmarł ze starości w wieku 95 lat, co w przypadku dyktatorów nie jest regułą. W ostatnich miesiącach życia nie mógł już chodzić i najczęściej przebywał w szpitalu w Singapurze. Po jego śmierci ogłoszono żałobę narodową, nieboszczyk dyktator został również ogłoszony bohaterem narodowym, zaś jego pogrzeb odbędzie się ze wszystkimi honorami.

Wraz ze śmiercią Mugabego zakończyła się pewna epoka, łącząca nas bezpośrednio z romantycznymi latami 60. ubiegłego wieku, gdy kontynent afrykański się przebudził i kolejne kraje zdobywały się na niepodległość. Był postacią znaczącą w historii w Afryki, ale wybitnie niejednoznaczną. Miał swój udział w obaleniu niesprawiedliwych rządów kolonialnych, ale wprowadził system co najmniej tak samo niesprawiedliwy i represyjny.

Rządzący Zimbabwe przez 37 lat Mugabe doprowadził też swój kraj do ruiny gospodarczej i demograficznej, podczas jego rządów uciekła jedna czwarta mieszkańców. Gdy obejmował władzę w 1980 roku przeciętna długość życia wynosiła około 60 lat, w 2006 roku skróciła się ona do 37 lat dla mężczyzn i 34 lat dla kobiet. Efektem jego rządów są też epidemie HIV, cholery, malarii, gruźlicy – w szpitalach notorycznie brakuje lekarstw, a profilaktyka to pusty wyraz. Do tego dochodzi masa wszelkich problemów społecznych. Ale jakie to ma znaczenie? Światły przywódca do końca uważał się za bożego pomazańca.

źródło:
Zobacz więcej