„Nie mamy się czego wstydzić”. Jacek Łączyński po porażce z Hiszpanią

Polacy zagrali z Hiszpanią lepiej, niż wskazywałby na to końcowy rezultat (fot. PAP)

Nie możemy mieć do nikogo pretensji. Szkoda, że nie spełniły się marzenia kibiców i koszykarzy, ale po meczu z Hiszpanią nie mamy się czego wstydzić – mówi w rozmowie z portalem tvp.info Jacek Łączyński, koszykarski ekspert, po porażce Polaków w ćwierćfinale mistrzostw świata.

Koszykarskie MŚ: Hiszpania za mocna. Półfinał nie dla Polaków

Były pozytywne momenty, przez długi czas Polacy trzymali się blisko rywali, ale ostatecznie ulegli Hiszpanom 78:90 w ćwierćfinale koszykarskich...

zobacz więcej

Fernandez bezbłędny za trzy, znakomity Rubio... Czy dało się takich Hiszpanów w ogóle pokonać?
– Każdy mecz jest do wygrania. Choć to przecież wielka Hiszpania, wielu kibiców liczyło, że nam się uda. Wiedzieliśmy, w jakich klubach grają, że wygrali z Polską 17 meczów z rzędu, że to oni są faworytami, ale i tak mieliśmy nadzieję. Pozostaje tylko żałować, że się nie udało.

Mateusz Ponitka, od początku turnieju rewelacyjny, prawdziwy lider, dziś tylko dziewięć punktów, bez „błysku”, którym imponował wcześniej. Możemy mówić o tym, że zawiódł?
– Nie, nigdy nie oceniałem w ten sposób koszykarzy. Nie uważam też, żeby Ponitka był naszym liderem. Nie mamy liderów. Naszą siłą od początku była zespołowość, widać to było w chyba każdym meczu, a najbardziej w starciu z Rosją. W końcówce, w tym najważniejszym momencie, każdy dołożył coś od siebie, akcenty rozłożyły się na kilku zawodników. Nie jesteśmy Hiszpanią, gdzie wiadomo, że w kluczowych momentach na parkiecie są Rubio czy Gasol, którzy doświadczeniem, spokojem i umiejętnościami mogą „przejąć” mecz.

Skąd więc słabszy występ Mateusza?
– Wiemy wszyscy, jakim jest graczem. Bardzo energetycznym, bazującym na szybkości, waleczności... To był jego szósty mecz w krótkim okresie, w każdym „gryzł parkiet”, dawał z siebie wszystko, no i w końcu musiało zabraknąć mocy. Zresztą, nie tylko jemu. Cały zespół wyglądał fizycznie trochę gorzej niż w poprzednich starciach, właśnie dlatego, że co dwa dni wypluwali płuca. Nie możemy mieć do nikogo pretensji. Szkoda, że nie spełniły się marzenia kibiców i koszykarzy, ale po meczu z Hiszpanią nie mamy się czego wstydzić.

Cezary Trybański: Ta drużyna już jest wielka

- Największym atutem Hiszpanów będzie gigantyczna siła rażenia. To niezwykle silny zespół, jeśli chodzi o ofensywę. Czeka nas trudne wyzwanie....

zobacz więcej

Na sześć minut przed końcem przegrywaliśmy tylko czterema punktami. Potem rywale włączyli piąty bieg, odskoczyli i już nie dali nam wrócić. Wyglądało, jakby od początku wszystko kontrolowali.
– To nie tak, że ferrari ścigało się z syrenką. Że Hiszpanie trochę przyspieszą, złapią rytm i od razu nam odskoczą. Nie, nie. Nasza gra była znacznie lepsza niż wskazuje na to końcowy wynik (78:90), nawet w zaawansowanych statystykach nie przegraliśmy jakoś znacząco. Z drugiej strony: niby było blisko, ale jednak bardzo daleko. Hiszpanie, jak przystało na wielki zespół, grali najlepiej wtedy, kiedy musieli.

Rozczarowanie?
– Nie, nie, absolutnie. Może za tydzień, za dwa, będziemy zupełnie inaczej podchodzić do tych mistrzostw. Będziemy analizować poszczególne akcje, zastanawiać się, co robił trener, co mogło pójść lepiej, co gorzej. Teraz chciałbym cieszyć się chwilą, tym, że ludzie zainteresowali się koszykówką, że zaczepiają mnie na ulicy i pytają: panie Jacku, wygramy?. Osiągnęliśmy wspaniały wynik i mam nadzieję, że ta nasza ukochana dyscyplina trochę się nad Wisłą odrodzi.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia...
– Oczekiwania na pewno były, mogliśmy przecież - dzięki temu zwycięstwu - awansować nawet na igrzyska olimpijskie. Są ludzie, którzy już teraz mówią, że mieliśmy szczęście w grupie, że Chińczycy słabi, że Wenezuela jeszcze gorsza, że szklanka jest do połowy pusta. Chciałbym, żebyśmy wycisnęli z tych mistrzostw jak najwięcej pozytywów. Róbmy dużo dobrych rzeczy wokół koszykówki w Polsce, potencjał na pewno jest duży.

To nie koniec emocji. Jeśli Australijczycy i Amerykanie wygrają w środę, wciąż możemy wywalczyć awans na igrzyska.
– No to będą trochę mecze o drugie mistrzostwo świata. Czesi w przypadku porażki zagrają z nami bez dodatkowego dnia odpoczynku. Tomas Satoransky, ich lider, już teraz jest bardzo zmęczony, mocno eksploatowany, a przecież i tak oni przylecieli do Chin w okrojonym składzie. Energia z nich ujdzie, będą źli po ewentualnej porażce... To jeszcze może być bardzo dobry turniej dla Polaków. Awans na igrzyska byłby czymś cudownym, o czym nawet baliśmy się marzyć. Jesteśmy Europejczykami, ale jutro kibicujemy USA i Australii. Trzymajmy kciuki!

źródło:
Zobacz więcej