Nieświeżaki-Platformiaki. I ich śmiesznopaki

Przewodniczący PO Grzegorz Schetyna oraz kandydatka Koalicji Obywatelskiej na premiera Małgorzata Kidawa-Błońska podczas konferencji prasowej (fot. PAP/Maciej Kulczyński)

O sześciopaku Schetyny także ludzie zapomnieli chwilę po tym, jak go ogłoszono. Z siedmiopakiem kandydatki na premiera Polski z Platformy Obywatelskiej nie jest lepiej. Zapytałem paru mniej zainteresowanych znajomych polityką, co zapamiętali ze śmiesznopakowej platformerskiej akcji. Ktoś powiedział, że został mu w głowie „ten darmowy internet dla młodych”. Ale że kojarzy mu się to z ofertą operatorów telefonicznych – tylko że oni mają przynajmniej ładne reklamy.

Przyczajony Schetyna, ukryty Tusk

Platforma Obywatelska nie cierpi jedynie na kryzys wizerunkowy. To partia z poważnym kryzysem liderów.

zobacz więcej

Tymczasem TVP. INFO wychwyciło, że w opublikowanym niedawno programie tak zwanej Koalicji Obywatelskiej znajdują się dość zabawne choć wymowne nieścisłości. Otóż na stronie 92. dokumentu napisano: „Koniec z węglem w energetyce do 2040 r.”: „Zobowiązujemy się, że do 2030 r. wyeliminujemy węgiel w ogrzewaniu domów i mieszkań, do 2035 – w ogrzewaniu systemowym, a do 2040 – w całej energetyce”. Sądząc z powyższego bardziej zielona od Platformy jest tylko choinka na Wigilię i aktywista Greenpeace po zjedzeniu czegoś niestrawnego.

Ale chwila! To nie koniec! Na stronie 97. tego samego „programowego dokumentu” PO mamy z kolei otwartym tekstem: „Nie będziemy zamykać kopalń, dopóki będzie w nich węgiel, a koszty wydobycia pozwolą na utrzymanie godnego życia górników i ich rodzin. Nie będziemy zamykać elektrowni węglowych, dopóki będą w stanie pracować”.

Czyli tak: zamkniemy kopalnie, ale ich nie zamkniemy. Z klasyczną logiką, na której ufundowano cywilizację europejską, to się raczej nie da pogodzić. Ale kto wie, kto wie – może w ramach skrętu w lewo w PO przechodzą masowo na buddyzm zen? I jedzą tylko kiełki fair trade, co pomaga im wyjść poza tradycyjne ograniczenia zdrowego rozsądku i zasadę niesprzeczności.

Wypadałoby zatrzymać tę karuzelę śmiechu, ale właściwie po co? Pośmiejmy się. Przecież i tak wiadomo, że cały ten cyrk ze śmiesznopakami i programem pisanym na kolanie przed wyborami jest tylko po to, żeby w ogóle mieć jakiś przekaz. Przekaz w 2019 r. mocno już nieświeży – lumpenliberalne straszenie przez Schetynę podniesieniem płacy minimalnej najlepszym tego przykładem. I te całe śmiesznopaki, robione tylko po to, żeby najwierniejszy elektorat Platformy wciąż mógł wierzyć, że ta partia ma coś Polsce sensownego do zaoferowania.

Grzegorz Schetyna rezygnuje. Przedstawił swoją kandydatkę na premiera

Kandydatką Koalicji Obywatelskiej na przyszłego premiera będzie Małgorzata Kidawa-Błońska – poinformował lider PO Grzegorz Schetyna. Jego zdaniem...

zobacz więcej

Szczerze mówiąc, żal mi nawet trochę elektoratu Platformy, który musi udawać, że nie widzi oczywistości. Musi udawać, że nie dostrzega kompletnej ignorancji mnóstwa polityków partii, którą popierają, względem ich własnych śmiesznopaków. Zresztą, politykom Platformy do wyborów zdąży się to wszystko jeszcze śnić po nocach, te sześcio- i siedmiopaki, ta niepewność, kto właściwie w tym momencie jest naszym kandydatem na premiera i czy zrobią powyżej 25 proc. w wyborach, czy jednak Sojusz i Koalicja Polska pożre im część wyborców.

Jedną rzecz trzeba jednak zrozumieć: w gruncie rzeczy Platforma postępuje jak typowa partia III RP, idzie siłą nawyku. I stąd też ta cała nieświeżość polityczna i te śmiesznopaki pełne pustych wyborczych kalorii. Wiadomo, że – poza drobnymi wyjątkami – przed każdymi wyborami partie w III RP przedstawiały jakiś program. Prężyły muskuły i zapewniały, że to od dźwigania szuflad pełnych ustaw. Ale w gruncie rzeczy, mówiąc nieco ordynarnym młodzieżowym slangiem, wszyscy mieli na te programy wywalone. Dzień po wyborach nikt już tego nie traktował serio: wszystko ładowano do niszczarek, blakło na bilbordach.

Polacy zdążyli się przez blisko ćwierćwiecze przyzwyczaić do filozofii politycznej, którą można ująć w skrócie tak: jak partia mówi, że weźmie, to weźmie, a jak partia mówi, że da to mówi. Powiedzonko pochodzi z czasów słusznie minionych i jest bodaj pierwszą lekcją polityki, jaką przekazał mi mój ojciec.

Niestety, już w III RP okazało się, że też świetnie się sprawdza. Politycy dużo i chętnie obiecywali, ale zwykle okazywało się, że pewne jest jedno: że dobrze wytrzepią społeczeństwo po kieszeni, zlikwidują, co się da z tego, co nazwano „reliktem PRL” i wyprodukują mnóstwo kandydatów na zarobkowych emigrantów. A jak się komuś nie podobało, to zarówno od mnóstwa polityków, jak i od liberalnych mediów mógł usłyszeć, że „rynek ma zawsze rację”.

Nie mam żadnych wątpliwości, że gdyby Platforma albo podobna do niej formacja mogła dalej rządzić, ten model wciąż by obowiązywał. Są na to bezpośrednie dowody. Grzegorz Schetyna i Małgorzata Kidawa-Błońska mogą kusić śmiesznopakami, ale jedno jest pewne: gdy tylko ktoś w tym towarzystwie usłyszy, że PiS chce podnieść i tak przecież niską w Polsce płacę minimalną, od razu wpadają w histerię. Od razu wołają, że gospodarka na tym straci, biznes upadnie i tak dalej.


To są slogany, które powtarza się w III RP od zawsze, byle tylko utrzymać większość społeczeństwa w ekonomicznej, skandalicznej już słabości. A ponieważ ludzie tacy jak Schetyna i Kidawa-Błońska (i większość klasy politycznej zresztą) nie wiedzą, jak to jest żyć za tak niskie zarobki, naprawdę wkurzają coraz większą liczbę Polek i Polaków.

Tak, Platforma jest jak ten jesiotr z „Mistrza i Małgorzaty” Bułhakowa: partia drugiej świeżości, która coraz mniej ludziom smakuje.

źródło:
Zobacz więcej