Niemoc Lewandowskiego, gwizdy na trybunach

Robert Lewandowski poprzednio nie strzelił gola na stadionie narodowym w 2014 roku (fot. PAP/Leszek Szymański)

To był kolejny słaby mecz w wykonaniu Polaków, ale chociaż tym razem nie przegraliśmy. W poniedziałkowy wieczór biało-czerwoni bezbramkowo zremisowali z Austriakami na PGE Narodowym. Po zakończeniu spotkania po raz pierwszy od niepamiętnych czasów, schodzących z boiska piłkarzy żegnały gwizdy kibiców.

Remis z Austrią na Narodowym. Polska wciąż liderem w grupie

Drużyna Jerzego Brzęczka zremisowała bezbramkowo z reprezentacją Austrii. To drugi mecz z rzędu bez kompletu punktów. Po piątkowej przegranej ze...

zobacz więcej

W poniedziałkowym meczu z Austrią Polacy mieli się za co rehabilitować. Przeciwko przeciętnej Słowenii wypadliśmy beznadziejnie, tracąc pierwsze punkty i gole w tych eliminacjach. Na kiepską grę zareagował selekcjoner Jerzy Brzęczek, dokonując trzech zmian w składzie. Do obrony wrócił rekonwalescent Kamil Glik, środek pola kosztem Mateusza Klicha wzmocnił Krystian Bielik, a na skrzydło powędrował Dawid Kownacki, sadzając na ławie Krzysztofa Piątka. Brzęczek trafił dwie z trzech roszad. Kownacki w pierwszej połowie wypadł beznadziejnie, na palcach jednej ręki można było policzyć jego kontakty z piłką. Nieco lepiej wyglądało to po zmianie stron, ale i tak selekcjoner zdjął go jako pierwszego z Polaków.

Brzęczek zapomniał dokonać jeszcze jednej zmiany i podziękować za grę Bartoszowi Bereszyńskiemu. Obrońca Sampdorii Genua, choć grywał już na lewej stronie defensywy, to widać, że dużo pewniej czuje się po przeciwnej stronie boiska. Tajemnicą selekcjonera pozostaje to, dlaczego szans nie dostaje zbierający dobre recenzje w Lokomotiwie Moskwa Maciej Rybus, tak naprawdę jedyny nominalny lewy obrońca w naszej drużynie.

A to właśnie po tej stronie boiska Austriacy stwarzali najwięcej zagrożenie. Bardzo dobre wrażenie sprawiał Valentino Lazaro – był dynamiczny, imponował kierunkowym przyjęciem piłki. Za to, że nie straciliśmy gola, możemy podziękować Marko Arnautoviciowi. Tak naprawdę napastnik, występujący obecnie w lidze chińskiej powinien skończyć mecz z co najmniej hat-trickiem. Pierwszą dobrą okazję miał już w trzeciej minucie, parę chwil później jego uderzenie obiło słupek bramki Łukasza Fabiańskiego, a na początku drugiej połowy Arnautović przegrał pojedynek z bramkarzem West Hamu. Jeszcze lepszą sytuację zmarnował w 66. minucie, będąc w sytuacji „sam na sam”.

Polacy też mieli swoje okazje. Już w piątej minucie oddaliśmy pierwszy celny strzał, gdy dośrodkowanie Roberta Lewandowskiego próbował na gola zamienić Kamil Grosicki. Wydawało się, że to był dobry znak, bo w spotkaniu ze Słowenią na próbę w światło bramki czekaliśmy aż do 71. minuty. Ostatecznie mecz skończyliśmy z mizerną liczbą dwóch celnych strzałów, bo w statystykach zapisał się jeszcze Glik, zmuszając swoim uderzeniem głową bramkarza Austriaków do dużego wysiłku.

Chwilę przed strzałem Glika zmarnowaliśmy najlepszą szansę na gola. Wtedy Polacy przeprowadzili świetny kontratak. Grosicki zrewanżował się Lewandowskiemu za dośrodkowanie z początku spotkania, ale kapitan naszej kadry spartolił kapitalną okazję, przenosząc piłkę nad bramką.

Duże rozczarowanie. Faworyzowana Polska przegrała ze Słowenią 0:2

Polska przegrała w Lublanie ze Słowenią mecz eliminacji mistrzostw Europy. Biało-Czerwoni, którzy byli faworytem meczu nie potrafili sprostać...

zobacz więcej

Sfrustrowany Lewandowski

Napastnikowi Bayernu wyraźnie ciąży nieskuteczność w ostatnich meczach. W tych eliminacjach zaledwie dwa razy trafił do siatki. Wydawało się, że lepszej okazji do poprawienia sobie humoru niż mecz z Austriakami mieć nie będzie. Na stadion narodowy strzela jak nikt, do siatki trafił tu w dwunastu kolejnych meczach reprezentacji. Po raz ostatni mecz bez gola na PGE Narodowym przydarzył mu się w październiku 2014 roku, gdy Polska zremisowała 2:2 ze Szkocją. A Lewandowski, który nie zdobywa bramek to piłkarz sfrustrowany. Zdarzają mu się straty piłki, wtedy zrezygnowany macha ręką, łatwo irytuje się na boisku. Jak wtedy, gdy pod koniec pierwszej połowy ruszył do sędziego, bo ten odgwizdał „Lewemu” faul przy jego starciu z jednym obrońców.

Lewandowskiemu wiedzie się gorzej, bo kiepsko wygląda nasza organizacja gry. Jeśli chodzi o ofensywę, to nie mamy wypracowanych żadnych schematów. Najlepiej czujemy się w kontratakach, gdy możemy zagrać długą piłkę do Kamila Grosickiego, a ten ma okazję rozpędzić się na boku boiska. Na szczęście, Austriacy w odróżnieniu od Słoweńców zostawiali nam więcej przestrzeni w bocznych sektorach, „Grosik” miał się gdzie rozpędzić i po takiej właśnie akcji byliśmy najbliżej strzelenia gola.

Najwięcej braków mamy w drugiej linii. Nie potrafimy utrzymać piłki, zagrać na jeden kontakt, uwolnić się z pressingu. Kiepsko wygląda także przesuwanie formacji. Dziura w środkowej strefie boiska aż biła po oczach zwłaszcza w pierwszej połowie, gdy głęboko cofaliśmy się do obrony. Nic na to nie potrafili zaradzić Piotr Zieliński, Grzegorz Krychowiak czy Krystian Bielik. Ostatniego z wymienionego tercetu i tak trzeba pochwalić, bo jako jedyny piłkarz w środkowej strefie szukał dryblingów i nieszablonowych zagrań.

Mimo wszystko, to dobrze, że tak niepoukładana drużyna nie przegrała drugiego z rzędu meczu. Bezbramkowy remis z rozpędzającą się Austrią nie jest złym wynikiem, ale Polacy muszą zacząć wygrywać, żeby awansować na Euro 2020. Nad Słowenią, która w dramatycznych okolicznościach pokonała Izrael 3:2, mamy już tylko dwa punkty przewagi.

Polska - Austria 0:0
Polska: Fabiański - Kędziora, Glik, Bednarek, Bereszyński - Zieliński, Bielik, Krychowiak, Grosicki (70’ Szymański), Kownacki (58’ Błaszczykowski, 77’ Klich) - Lewandowski
Austria: Stanković - Lainer, Dragović, Posch, Ulmer - Baumgartlinger, Laimer (89’ Gregoritsch) - Lazaro (77’ Ilsanker), Sabitzer, Alaba, Arnautović
Żółte kartki: Klich, Bielik - Arnautović, Laimer, Sabitzer
Widzów: 56 788

źródło:
Zobacz więcej