Trzy konwencje. Na jednej z nich wszystko wygląda tak, jakby już nikomu nie zależało

Konwencje różniły się od siebie nawet stopniem nagłośnienia w mediach (fot. PAP/Jacek Bednarczyk)

Jak to przed wyborami, w weekend obyły się trzy konwencje wyborcze. Różniły się od siebie nie tylko stylem czy wiarygodnością składanych Polakom obietnic, ale nawet stopniem nagłośnienia w mediach. Wyborcza impreza PiS łączyła amerykański styl z bardzo polskimi problemami. Platforma po raz pierwszy pokazała w nowej roli Małgorzatę Kidawę-Błońską, choć wielu obserwatorów zwraca uwagę na fakt, że wszystko wygląda tak, jakby już nikomu nie zależało. O konwencji ludowców zaś w ogóle trudno się czegoś dowiedzieć.

Chować lidera

Przez całe lata w rozmowie o polskiej polityce pokutował jeden dogmat – aby PiS mógł w ogóle myśleć o wygranej w wyborach, musi gdzieś schować...

zobacz więcej

„Platforma Obywatelska miała jakąś konwencję wyborczą? Nawet jej nie zapamiętałem” – ni to stwierdza, ni to ironizuje w rozmowie z wpolityce.pl mazowiecki ludowiec Piotr Zgorzelski. I choć sympatykowi PiS taka szpila może się spodobać, to jednak pozostaje pytanie, kto zapamiętał konwencję ludowców. A przecież PSL, wzmocnione częścią ludzi Pawła Kukiza, jest w dość ciekawej sytuacji wyborczej. Wydawało się wcześniej, że tworząc centrową, początkowo nawet centroprawicową alternatywę dla dwóch głównych bloków, ma szansę zgarnąć nawet kilkanaście procent poparcia.

Jak wiemy, kolejne tygodnie kampanii, w których niemal codziennie pojawia się jakiś sondaż i można przynajmniej wskazywać na trendy wyborczych preferencji, wskazują raczej, że PSL nie odzyskał na razie swoich własnych sympatyków straconych wcześniej na rzecz Prawa i Sprawiedliwości, a oczekiwane zyski wynikające z przyjęcia na pokład Kukiza w rzeczywistości są o wiele mniejsze, wszystko zaś powoduje, że nawet próg wyborczy dla partii, nie koalicji, nie jest wcale tak bezpieczny.

Co więcej, sobotnie wystąpienie prezesa Jarosława Kaczyńskiego, w którym padło bardzo dużo słów na temat tradycyjnych wartości i modelu rodziny, pokazuje, że PiS elektoratowi ludowców nie odpuszcza, mając jeszcze w zanadrzu bardzo istotną z jego punktu widzenia zapowiedź wyrównania dopłat unijnych dla rolników do poziomu zachodniego.

Tymczasem PSL próbuje się bronić, przedstawiając rozmaite propozycje dla wyborców, które można by określić jako „życiowe”. Centralny Port Lotniczy? Czemu nie, ale najpierw asfaltowe drogi do każdej wsi. „Emerytura bez podatku” też wydaje się być pomysłem nośnym, dla sporej grupy wyborców – bardzo konkretnym. To zresztą kontynuacja linii przyjętej już na początku tej kadencji, gdy ludowcy zaproponowali rozszerzenie zasięgu programu Rodzina 500 Plus o osoby niespełniające kryterium dochodowego, które mogłyby otrzymywać wsparcie państwa w wymiarze pomniejszonym o kwotę, o jaką przekroczyły próg konieczny do uzyskania pełnego świadczenia.

Zobacz memy. Albo lepiej nie

Nie minęło zbyt wiele czasu, odkąd media powtórzyły za Joanną Miziołek z „Wprost”, że izraelska agencja PR nakazała Grzegorzowi Schetynie schować...

zobacz więcej

Trzeba przyznać, że nieraz są to pomysły o wiele bardziej realne niż oparte na sloganach, atrakcyjnie brzmiące, lecz zupełnie niepoparte konkretami społeczne punkty programu Platformy. Cóż z tego jednak, skoro tak samo jak politykom PO, ludowcom można na każdy tego typu pomysł odpowiedzieć, że mieli na to osiem lat. A tak naprawdę nie osiem, a 16, bo tyle czasu współtworzyli oni kolejne koalicje rządowe. PiS musiałby wygrać jeszcze nie raz, nie dwa razy nawet wybory parlamentarne, dopiero w połowie trzeciej kadencji zrównałby się w długości rządzenia z partią Waldemara Pawlaka i Władysława Kosiniaka-Kamysza.

Gdyby jednak Piotr Zgorzelski konwencję Platformy obejrzał, zapewne zapamiętałby z niej chociażby pytanie „Gdzie jest program?”, które razem z „O Boże, zapomniałam o in vitro” będą zapewne największym wkładem Małgorzaty Kidawy-Błońskiej w historię polskiej polityki. Ma to wszystko jakiś swój urok, choć trudno się spodziewać, by miało odwrócić szersze tendencje, zwłaszcza po przedstawieniu przez PiS kolejnych propozycji. Te zaś mają tę przewagę nad pomysłami innych, że mają szansę na realizację.

Być może jednak Kidawa-Błońska utrwali polityczną przewagę swojego środowiska i zatrzyma sondażowy pochód lewicy. Ta ostatnia wpadła, zdaje się, w pułapkę zastawioną chyba tylko mimochodem przez prezesa PiS. Kilka tygodni temu lewicowcy sprawiali wrażenie, że chcą się ścigać z rządzącymi na obietnice socjalne, mówiąc w kwestiach ekonomicznych bardziej Zandbergiem niż Millerem.

Pieniądze są i będą

5 lat straszenia Polaków „drugą Grecją” nie odniosło oczekiwanych skutków. Co więcej, nastrojów społecznych nie zmieniły też memy o drożyźnie, w...

zobacz więcej

Od kilku dni jednak znów wraca bardziej liberalna optyka starego SLD, co uwypukla jeszcze szybkie i brutalne wygaszenie potencjalnego konfliktu z Platformą po wypowiedzi rzeczniczki SLD w sprawie wyłudzeń VAT. Ponieważ ewentualni przyszli koalicjanci w sposób ewidentny kanibalizują dziś swoje elektoraty, ich wzajemne relacje stają się bardzo wrażliwe i możemy się spodziewać jeszcze kilku zwrotów akcji. Bo jak tu się pięknie różnić i podbierać sobie głosy w atmosferze zrozumienia i współpracy? Polska polityka zna już przypadek partii, które miały współpracować ze sobą po wyborach w imię naprawy państwa, ba, zawierały ze sobą różne wyborcze porozumienia, a których losy potoczyły się zupełnie inaczej.

źródło:
Zobacz więcej