Kiler z Berlina milczy, ale tatuaże są jak podpis. Dlaczego Niemcy wyciszają sprawę?

Najwięcej ciekawych informacji dało wspólne dochodzenie niemieckiego „Der Spiegel”, rosyjskiego portalu Insider oraz zachodniego portalu śledczego Bellingcat (fot. REUTERS/Fabrizio Bensch)

Od zamordowania czeczeńskiego emigranta w centrum Berlina minęły dwa tygodnie, a niemiecki rząd wciąż udaje, że to zwykła kryminalna sprawa. Choć wszystko wskazuje na zabójstwo na zlecenie państwowych struktur Rosji. Modus operandi zamachowca pasuje do GRU. Może nawet aż za bardzo…

Zabójstwo w cieniu Reichstagu. Po latach dopadli wroga Rosji

Pochodzący z Gruzji Czeczen, weteran wojen z Rosjanami, kilka razy był o włos od śmierci. W końcu go dopadli, w Berlinie. Wszystko wskazuje na to,...

zobacz więcej

23 sierpnia w parku Tiergarten zastrzelono Zelimchana Changoszwilego – gruzińskiego Czeczena, weterana walk z Rosjanami, który po kilku zamachach na jego życie liczył na bezpieczne schronienie w Niemczech. Zabójcę schwytano błyskawicznie dzięki szybkiej reakcji naocznych świadków. Okazało się, że to obywatel rosyjski Wadim Sokołow. Zamachowiec odmawia jednak współpracy z policją, za to na jego żądanie, 2 września, spotkali się z nim dyplomaci z rosyjskiego konsulatu w Berlinie. Milczenie zabójcy nie oznacza jednak wcale, że śledczy nic nie mają. Nieoficjalnie za najbardziej prawdopodobny scenariusz uznają zabójstwo na zlecenie. Ale poza tym milczą – z pewnością także pod naciskiem polityków (o powodach będzie niżej).

Przez te kilkanaście dni bardzo dużo udało się też ustalić dziennikarzom śledczym. Najwięcej ciekawych informacji dało wspólne dochodzenie niemieckiego tygodnika „Der Spiegel”, rosyjskiego portalu Insider oraz zachodniego portalu śledczego Bellingcat. Okazuje się, że zabójca posiada rosyjski paszport na nazwisko Wadim Andriejewicz Sokołow, a podróżował po UE z wizą wydaną przez Francję. Najpierw z Moskwy poleciał do Paryża, a stamtąd dopiero pojechał do Berlina. Nie ma jednak takiej osoby, adres podany w wizie też jest fałszywy, zaś paszport wygląda na przykrywkę - wydaną przez to samo biuro rosyjskiej Federalnej Służby Migracyjnej, co wcześniej choćby „Pietrowowi” i „Boszirowowi” - kilerom wysłanym w celu zamordowania Siergieja Skripala. Dziennikarze śledczy ustalili potem, że są to oficerowie wywiadu wojskowego Anatolij Czepiga i Aleksandr Myszkin.

W przypadku zabójcy z Berlina wykorzystano podobny mechanizm. Jest człowiek i jest paszport. Paszport jest legalny, wydany urzędowo – tyle że na fałszywe nazwisko, datę urodzenia itd. Ale gdy dziennikarze śledczy po zatrzymaniu Sokołowa zaczęli sprawdzać go w różnych rosyjskich bazach danych, okazało się, że ani nie ma takiego paszportu, ani w ogóle nie istnieje ktoś taki, jak Wadim Sokołow. To oznacza, że albo przekraczał rosyjską granicę w jakiś szczególny sposób, albo w momencie przekraczania granicy jego dane były w systemie, a potem je usunięto. Ale ani w jednym, ani w drugim przypadku nie byłoby to możliwe bez udziału rosyjskich służb.

„Spiegel”: ślad zabójcy czeczeńskiego bojownika prowadzi do rosyjskich służb

Niemiecki tygodnik „Der Spiegel” informuje w najnowszym wydaniu, że za zabójstwem byłego czeczeńskiego bojownika Zelimchana Changoszwilego w...

zobacz więcej

Paszport widmo

Paszport na nazwisko Wadim Sokołow, lat 49, urodzony w Irkucku, zamieszkały w Sankt Petersburgu został wydany zaledwie miesiąc przed zamachem – 19 lipca. Już 10 dni później Sokołow składa wniosek o wizę francuską, dostaje ją następnego dnia, a kolejnego (31 lipca) przylatuje do Francji. Paszport nie jest zarejestrowany w żadnej z rosyjskich baz danych, więc w normalnych okolicznościach Sokołow nie mógłby w ogóle opuścić Rosji. Nie jest też jasne, dlaczego tak szybko dostał francuską wizę, zwłaszcza, że podał we wniosku nieistniejący adres zamieszkania w Sankt Petersburgu.

Pytanie, dlaczego Sokołowowi wydano przestarzały paszport bez danych biometrycznych, choć już 10 lat temu w Rosji wprowadzono paszporty biometryczne? Paszporty w starym stylu wydaje się już w wyjątkowych sytuacjach, na żądanie, w sytuacji gdy petent nie ma już czasu na czekanie na szyfrowanie odcisków palców i proces drukowania. Wszyscy zdemaskowani dotychczas agenci GRU, którzy brali udział w zagranicznych operacjach (a jest ich już ponad 20) mieli właśnie paszporty bez danych biometrycznych – aby trudniej było ich zidentyfikować.

Oczywiście paszport wydano na fałszywe nazwisko, bo takiej osoby nie ma w żadnej bazie danych, także w bazie Rosyjski Paszport (Rospasport). To scentralizowana, pełna baza danych zawierająca adresy zamieszkania i dane paszportowe wszystkich obywateli Rosji, w tym pełną historię posiadanych przez nich poprzednio dokumentów tożsamości. Bazą zarządza MSW. Nie ma śladu Sokołowa także w innej bazie danych zarządzanej przez policję, która śledzi krajowe i międzynarodowe podróże wszystkich obywateli Rosji. Nie ma Sokołowa również w policyjnej bazie posiadaczy prawa jazdy.

Jak Sokołow mógł więc w ogóle przekroczyć granicę Rosji 31 lipca? Albo odpowiedni urzędnicy dostali polecenie, aby taką osobę przepuścić, mimo braku zgodności paszportu z bazą Rospasport. Albo w momencie opuszczania Rosji Sokołow był w bazie danych, a następnie został usunięty z Rospasportu. Oba scenariusze są możliwe. System kontroli granicznej jest nadzorowany przez FSB – jeśli więc ktoś na kontroli dostał sygnał, że to osoba pod przykryciem pracująca dla FSB, przepuścił ją jak gdyby nigdy nic. Możliwy jest też drugi wariant. Dane z bazy mogły być usunięte zaraz po wiadomości, że kiler wpadł w Berlinie.

Niemieckie media: Zabójstwo obywatela Gruzji mogło mieć tło polityczne

Berlińska prokuratura poinformowała, że w stolicy Niemiec zatrzymano obywatela Rosji podejrzanego o zabójstwo Gruzina. Media zwracają uwagę, że...

zobacz więcej

Sokołow złożył wniosek o wizę w trybie przyspieszonym w konsulacie Francji w Moskwie w dniu 29 lipca. Chciał dostać półroczną wizę wielokrotnego wjazdu dającą prawo nieograniczonego wjazdu do wszystkich 26 krajów strefy Schengen. Ciekawe, że we wniosku zaznaczył, że chce się udać do Francji już 30 lipca i pozostawać w niej przez maksymalny, dopuszczony przepisami jednorazowy pobyt 90 dni. Tymczasem w bazie danych Schengen nie było nawet informacji, żeby taka osoba w ciągu ostatnich sześciu lat wjeżdżała na terytorium Unii. Jak to się stało, że konsulat francuski wydał wizę wielokrotnego wjazdu człowiekowi z pustym, dosłownie parę dni wcześniej wydanym paszportem, na dodatek bez danych biometrycznych? Jedna z możliwości jest taka, że wśród pracowników konsulatu jest rosyjski agent.

FSB czy GRU?

Mężczyzna z paszportem na nazwisko Sokołow ukrywa swą prawdziwą tożsamość. Ale nie jest w stanie ukryć tatuaży, które ma na swym ciele (m.in. korona, wąż, pantera). To sugeruje, że nie jest regularnym oficerem służb specjalnych, bo tam tatuaż dopuszcza się tylko w wyjątkowej sytuacji, np. gdy wysyła się kogoś do niebezpiecznej działalności pod przykryciem w świecie przestępczym. Nie są to też tatuaże typowe dla spadochroniarzy czy żołnierzy specnazu, często werbowanych przez GRU. Raczej wskazują na kryminalną czy więzienną przeszłość Sokołowa. Korona jest typowa dla osób posiadających w świecie przestępczym władzę niższego szczebla, zaś pantera jest charakterystyczna dla pewnych kolonii karnych.

Gdyby potwierdziło się, że to zwykły kryminalista wynajęty do wykonania tego jednego zadania, mogłoby to wskazywać, że zlecenie poszło od Ramzana Kadyrowa. Jednak to, co wiadomo o paszporcie, sugeruje, że Sokołow raczej pracował dla FSB. Służba ta dość szeroko postrzega swe kontrwywiadowcze możliwości, ma prawo dokonywać zabójstw poza granicami Rosji i ma tradycję w wynajmowaniu przestępców do roli kilerów. Taka historia zdarzyła się choćby w 2016 roku, gdy złodziei samochodów z Moskwy wykorzystano do zamordowania Rusłana Israpiłowa, czeczeńskiego uchodźcy w Turcji. Mark Galeotti, znawca rosyjskich służb specjalnych, ekspert w londyńskim Royal United Services Institute (RUSI), uważa, że najprawdopodobniej osoba posługująca się nazwiskiem Sokołow to gangster zwerbowany do tej jednej akcji przez FSB.

„Bojowe komórki śpiochów”. Najgroźniejsza sztuka walki z Rosji

Rosyjski specnaz słynie z umiejętności walki wręcz, a o takiej sztuce jak sambo, słyszeli chyba wszyscy. Wszak największym jej popularyzatorem jest...

zobacz więcej

Skąd więc podobieństwa do poprzednich operacji realizowanych przez GRU? Nawet numer i seria paszportu Sokołowa to trop wiodący do wywiadu wojskowego. Okazuje się, że dokument wydał ten sam urząd w Moskwie, co wcześniej już zdemaskowanym agentom GRU. Biorąc pod uwagę fakt, że Sokołow dostał paszport długo po wpadce choćby zamachowców z Salisbury, dziwnym jest, że ktoś w GRU zaryzykował wydanie paszportu w tym samym, „spalonym” już urzędzie. Może organizatorzy zamachu byli tak bardzo pewni, że zabójcy uda się opuścić Berlin?

Zapewne wróciłby od razu do Paryża i tam poczekał do końca swego 90-dniowego okresu pobytu. W tym czasie niemieckie służby swoje wysiłki skupiłyby na zupełnie innym kierunku podróży: do Rosji. Jest też jednak inne wytłumaczenie, pojawiające się choćby u niektórych analityków ukraińskich. Ich zdaniem zabójstwo zorganizowano tak, żeby wręcz zostawić wizytówkę jego organizatora, czyli GRU. Prawdziwym zleceniodawcą była zaś FSB. Mniej ważny był nawet sam cel operacji, Changoszwili, ważniejsze było samo dokonanie zabójstwa – znów w zachodnim państwie - i zrzucenie odpowiedzialności na GRU. Stąd też być może wynikał ten pośpiech z wydaniem paszportu, wizy itd. Po co to wszystko? Tajemnicą nie jest coraz brutalniejsza rywalizacja FSB z GRU…

Taki zamach przypisany wojskowemu wywiadowi miał być tym bardziej kłopotliwy dla GRU, że dokonany na terenie Niemiec. A więc państwa, na współpracę z którym bardzo stawia Władimir Putin. Sprawa Skripala w wersji niemieckiej – to chyba najgorsza rzecz, jaka mogłaby się teraz przydarzyć Kremlowi. A na winnego załamania relacji z Berlina spadłby wielki gniew Putina. Jeśli na to liczyła FSB, to może być rozczarowana. Rząd niemiecki stara się bowiem nie dostrzegać problemu. Zabójstwo potraktowano jak zwykłe przestępstwo, a nie akt państwowego mordu. Trwa standardowe śledztwo policyjne: obcokrajowiec jest oskarżony o zabójstwo innego obcokrajowca. Zdarza się.

Po zamachu na Skripala władzom brytyjskim na zdobycie dowodów i oskarżenie Rosji wystarczył tydzień. Zaś 10 dni po ataku doszło do solidarnego wydalenia rosyjskich dyplomatów z wielu krajów zachodnich. Tymczasem Berlin świadomie wycisza sprawę – bo gdyby zachował się tak jak Londyn, oznaczałoby to kolejne sankcje wobec Rosji. Tymczasem z jednej strony mamy budowę Nord Stream 2, zaś z drugiej Niemcy chcą odegrać ważną rolę mediacyjną w Donbasie. Generalnie celem jest zniesienie sankcji za Krym i pełna normalizacja relacji z Moskwą. Nie można więc w tej sytuacji komplikować spraw, zgłaszając jakieś pretensje czy choćby rzucając cień podejrzeń na Rosjan ws. zamachu w Berlinie. Należy mieć obawy, że jeśli nawet niemieccy śledczy zdobędą twarde dowody na udział państwa rosyjskiego w zamachu, zostanie to zamiecione pod dywan. No chyba że takie dowody zdobędą służby sojusznicze, wtedy Berlin może być wręcz zmuszony go publicznego postawienia zarzutów Moskwie.

źródło:
Zobacz więcej