Słabo widzę przyszłość Schetyny

Nie wierzę w scenariusz wielkiego powrotu Schetyny, przypominający piłkarską remontadę – ocenia Jerzy Jachowicz (fot. PAP/Tomasz Gzell)

Manewr Grzegorza Schetyny z mianowaniem Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na premiera w przypadku zwycięstwa Koalicji Europejskiej w najbliższych wyborach parlamentarnych był wymuszony. Przywódca Platformy Obywatelskiej, będący poniekąd samozwańczym liderem KO, nie miał wyjścia. Widmo przegranej zbyt namacalnie zagląda mu w oczy. I to głównie ze względu na cechy, jakie wrosły w jego osobowość oraz polityczną, już nie tylko biografię, ale legendę. Powiedzmy prawdę – mało pochlebną. Złośliwie mówiąc, w pełni zasłużoną, zaś na chłodno – całkowicie uzasadnioną. Naprawdę na zimno.

Przyczajony Schetyna, ukryty Tusk

Platforma Obywatelska nie cierpi jedynie na kryzys wizerunkowy. To partia z poważnym kryzysem liderów.

zobacz więcej

Nie mam do Schetyny żadnych uprzedzeń, ani emocjonalnego stosunku. Wprawdzie od 15 lat obecny szef PO jest ze mną, jako dziennikarzem, na wojennej stopie. Nie rozmawia ze mną i odgania od siebie niczym wół natrętnego gza. Jako człowiek z natury dobrotliwy, staram się nie zwracać uwagi na jego uczulenie na mnie. „Proszę mnie o nic nie pytać, bo i tak nie odpowiem” – wrył mi się w pamięć ostatni z nim kontakt na sejmowym korytarzu pod drzwiami do Klubu Parlamentarnego Platformy Obywatelskiej. Dziwna postawa jak na polityka, mającego duże aspiracje. Krótko mówiąc, do twardzieli nie należy.

Potwierdzeniem legendy, która za nim podąża krok w krok jest obecna postawa Schetyny. Wiele faktów wskazuje na to, że nawet nie próbuje jej zmienić. I chyba nie byłby w stanie. Sposób uprawiania polityki dla niego charakterystyczny w obecnych warunkach nie jest jego drugą naturą, jakby niektórzy chcieli to widzieć. Raczej pierwszą. Od politycznej kołyski. Ma to zapisane w swoim DNA osobowościowym. To przecież, nie jakaś krwiożercza działalność, lecz rutynowa, ta w pierwszych latach istnienia Platformy, zdecydowała o nadaniu mu przydomka: Grzegorz „Zniszczę cię” Schetyna.

Najpierw robił to na polecenie Donalda Tuska, ale tak się w tym rozsmakował, że coraz częściej zapisywał to na własne konto. Do umiejętności „cichego zabójcy” politycznego, grasującego we własnych szeregach, niestety do dziś nie potrafił dodać innych wartości.

Schetyna oburzony posądzeniami o plagiat. I ma rację

Grzegorz Schetyna wprowadzając nową strategię nie może się uwolnić od porównań do działań Jarosława Kaczyńskiego sprzed kilku lat. Lider PO oburza...

zobacz więcej

Brak charyzmy w świecie polskich polityków, ale też we własnej armii politycznej. Swoją władzę rozbudowuje drogą zakulisowych gier oraz intryg. Wedle takiego klucza nastąpiło wchłonięcie Nowoczesnej czy pojedynczych polityków, zwabionych z innych ugrupowań. Niekiedy wzbogacenie Platformy odbywa się kosztem złożenie na stosie ofiar wieloletnich, zasłużonych polityków własnej partii. Widoczne to było przy układaniu obecnych list kandydatów do parlamentu.

Te kilka wspomnianych cech, także nie przysparza mu zwolenników własnego ugrupowania. W debacie publicznej reprezentuje typ banalnego, nudnego polityka. Mówcy pozbawionego nie tylko minimum zdolności, ale i predyspozycji do zwykłej poprawności.

Jedyne, co go wyróżnia to nieustanna agresja wobec konkurencji, wyrażająca się zwrotami, które przechodzą do historii polskiej polityki, jak np. hasło „Musimy strząsnąć ze zdrowego drzewa naszego państwa PiS–owską szarańczę”.

Suma tych negatywnych właściwości, na tyle obciąża Grzegorza Schetynę – o czym pisał tygodnik „Wprost” – że specjalistyczna firma izraelska, zajmująca się doradztwem, jak prowadzić kampanie wyborcze , jako jeden ze swoich wniosków, wysunęła postulat zejścia Grzegorza Schetyny z pierwszej linii frontu. Aż do dnia wyborów. Najlepiej pełnego usunięcia się w cień.

Plan minimum: przegrać wybory, utrzymać władzę w PO. Dlaczego Schetyna nie będzie drugim Kaczyńskim

Lider usuwa się w cień i wskazuje kandydatkę na premiera. Brzmi znajomo, prawda? Taki manewr zastosował w 2015 r. prezes PiS. Kseruje to Grzegorz...

zobacz więcej

Co miał biedny zrobić? Tym bardziej, że ocena przez wynajętą firmę jego politycznej sylwetki, podkreślająca wynik badań, zgodnie z którymi bardziej odstręcza wyborców niż przyciąga, zbiegła się z nastrojami wielu zwykłych polityków Platformy – twierdzi dobrze zorientowany publicysta „Wirtualnej Polski” Michał Wróblewski.

Ten sam dziennikarz sugeruje, że Schetyna, obawiając się porażki jego partii w wyborach, których termin przypada już za miesiąc i kilka dni, po wypromowaniu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej jako twarzy kampanii, rozłoży prawdopodobny ciężar przegranej na dwie osoby.

To może być ważne dla Schetyny z punktu widzenia wewnętrznych wyborów w Platformie, zaplanowanych na styczeń przyszłego roku. Przewodniczący KO zakłada, że może stracić stanowisko szefa partii. Jego kalkulacje obejmują objęcie funkcji szefa Klubu Parlamentarnego PO. Podobno pod tym kątem kształtował twardo układ na listach kandydatów do Sejmu. Tę rolę zamierza potraktować jako reset do powrotu na szczyty polityki.

Nie wierzę jednak w scenariusz wielkiego powrotu Schetyny, przypominający piłkarską remontadę. Śnić może. Ale „cudów nie ma”.

źródło:
Zobacz więcej