Duże rozczarowanie. Faworyzowana Polska przegrała ze Słowenią 0:2

Robert Lewandowski, podobnie jak cała drużyna, zagrał poniżej oczekiwań (fot. PAP/Leszek Szymański)

Polska przegrała w Lublanie ze Słowenią mecz eliminacji mistrzostw Europy. Biało-Czerwoni, którzy byli faworytem meczu nie potrafili sprostać świetnie zorganizowanym gospodarzom. Szczególnie zabójcze były kontrataki Słoweńców. Po jednym z nich w 65. minucie Słowenia podwyższyła prowadzenie na 2:0. Pierwszego gola Polska straciła w 35. minucie meczu.

Skład reprezentacji Słowenii: Jan Oblak – Petar Stojanovic, Aljaz Struna, Miha Mevlja, Jure Balkovec – Josip Ilicic, Rene Krhin, Jasmin Kurtic, Benjamin Verbic (62. Domen Crnigoj; 90. Robert Beric) – Roman Bezjak, Andraz Sporar (85. Denis Popovic).

Skład reprezentacji Polski: Łukasz Fabiański – Tomasz Kędziora, Jan Bednarek, Michał Pazdan, Bartosz Bereszyński – Piotr Zieliński, Mateusz Klich (70. Krystian Bielik), Grzegorz Krychowiak, Kamil Grosicki (70. Jakub Błaszczykowski) – Robert Lewandowski, Krzysztof Piątek (76. Dawid Kownacki).

Jacek Łączyński o zwycięstwie polskich koszykarzy: Dzieje się coś pięknego

– Jest pięknie, ale może jeszcze być jeszcze piękniej. Nasi reprezentanci pokazują, ile w sporcie znaczy determinacja i charakter. Wielkie słowa...

zobacz więcej

W porównaniu z poprzednim eliminacyjnym spotkaniem z Izraelem w składzie Polaków doszło do jednej zmiany. Kontuzjowanego Kamila Glika zastąpił Michał Pazdan, dla którego był to pierwszy występ w kadrze od marcowej gry z Łotwą.

Najwięcej emocji wzbudzała obsada bramki. Ostatecznie selekcjoner zdecydował, że eliminacje dokończy jako pierwszy bramkarz Łukasz Fabiański, a wiosną przyszłego roku między słupkami stanie Wojciech Szczęsny.

Mecz miał spore znaczenie dla układu sił w grupie. Wobec remisu Izraela z Macedonią Północną, Polacy, wygrywając praktycznie zapewniliby sobie przepustki na przyszłoroczne Euro. Z kolei gospodarze po bardzo słabym początku zaczęli odrabiać straty. Trzy punkty w meczu z Biało-Czerwonymi dałyby Słoweńcom nadzieję na włączenie się do walki o awans.

Słoweńcy z dużym respektem podeszli do naszego zespołu. Bojąc siły ognia ekipy Jerzego Brzęczka, często bronili się w ósemkę, zmuszając nas do ataku pozycyjnego.

Pierwszy strzał padł w 3. minucie, gdy uderzenie Piotra Zielińskiego przeleciało nad bramką Jana Oblaka. Groźnie pod naszą bramką zrobiło się w 11. minucie, gdy Josip Ilicić oddał strzał zza pola karnego. Na posterunku był Fabiański i wybił piłkę na rzut rożny. My odpowiedzieliśmy chwilę później, gdy błyskotliwej kontry naszego zespołu nie potrafił sfinalizować Mateusz Klich. Groźnie pod słoweńską bramką zrobiło się też w 21. minucie, gdy Krzysztof Piątek dostrzegł na prawym skrzydle Tomasza Kędziorę. Obrońca Dynama Kijów dośrodkował niedokładnie i obrońcy wybili piłkę.

Po niespełna pół godzinie obraz gry uległ zmianie. W 28. minucie źle piłkę wyprowadził Michał Pazdan i Słoweńcy wyszli z groźnym kontratakiem. Na szczęście dośrodkowanie Ilicicia wyłapał Fabiański.

W 35. minucie straciliśmy gola. Po rzucie rożnym popełniliśmy prosty błąd w ustawieniu. Dośrodkowanie przedłużył Andraż Sporar i w efekcie sam przed bramką znalazł się na Aljaż Struna. Środkowy obrońca występujący na co dzień w amerykańskim Houston Dynamo nie miał problemów ze skierowaniem piłki do siatki. Po raz kolejny pod bramką Fabiańskiego zakotłowało się 180 sekund później. Na szczęście bramkarz West Hamu United wygarnął piłkę spod nóg Benjamina Verbicia. Ale Polacy kompletnie stracili rezon. Biało-Czerwoni nie potrafili wymienić nawet kilku podań, nie mówiąc już o stworzeniu zagrożenia pod bramką Oblaka.

Do przerwy Polska przegrywała ze Słowenią 0:1.

Maciej Zieliński: Łzy lecą, głos drży

Reprezentacja Polski wygrała 79:74 w pierwszym meczu drugiej fazy mistrzostw świata w Chinach. – Rozmawiamy kwadrans po zakończeniu spotkania, a ja...

zobacz więcej

Bez strzałów nie ma goli

Pierwsza połowa wyglądała w naszym wykonaniu bardzo źle. Kompletnie nie potrafiliśmy znaleźć pomysłu na zmasowaną obronę Słoweńców. Brakowało… wszystkiego, a przede wszystkim strzałów na bramkę. W premierowych 45 minutach nie oddaliśmy ani jednego celnego strzału. Mimo tego Brzęczek nie zdecydował się na zmiany w przerwie, drugą część meczu rozpoczęliśmy w takim samym zestawieniu.

A na boisku wciąż lepiej czuli się Słoweńcy. 2:0 mogło być w 52. Minucie Kurtić strzelał z linii szesnastego metra minimalnie niecelnie. Frustracja w naszym zespole rosła. Kiedy Zielińskiemu nie wyszło dogranie do świetnie ustawionego Piątka, zaczął walić pięściami w murawę. W 62. minucie dośrodkowanie Grosickiego wyłapał Oblak. Piątek i Lewandowski mieli słuszne pretensje do skrzydłowego Hull, bo gdyby lepiej przyłożył się do podania, któryś z naszych napastników stanąłby przed pustą bramką.

Gol rozwiewa nadzieję

Drugą bramkę straciliśmy w 65. minucie. Słoweńcy szybko rozegrali piłkę, pojedynek biegowy ze Sporarem przegrał Pazdan i słoweński napastnik strzelił między nogami Fabiańskiego.

Kontaktowy gol padł błyskawicznie. Lewandowski odegrał głową do Grosickiego, a 31-letni skrzydłowy uderzył bez namysłu. Piłka zatrzepotała w siatce, ale sędzia nie wskazał na środek boiska, tylko odgwizdał faul Lewandowskiego.

Na zmiany Brzęczek zdecydował się dopiero w 70. minucie, zdejmując bezproduktywnego Klicha i chaotycznego Grosickiego. W ich miejsce pojawili się Jakub Błaszczykowski i debiutant Krystian Bielik. Kilka chwil po roszadzie oddaliśmy pierwszy celny strzał. Uderzenie Grzegorza Krychowiaka nie mogło zaskoczyć Oblaka. Dużo groźniejsza była próba z dystansu Ilicicia, Fabiański musiał łapać piłkę na raty. W 77. minucie solową akcję przeprowadził Bielik. Jego strzał z osiemnastu metrów nieznacznie minął bramkę rywali.

W końcówce Słoweńcy ograniczali się do wybijania piłki przed siebie lub aut, ale to wystarczyło. W ostatnich dziesięciu minutach gry Polacy ani razu nie stworzyli sobie okazji do strzelenia kontaktowego gola.

Pomimo porażki Polacy zachowali pierwsze miejsce w tabeli, ale nad Austrią mamy już tylko trzy punkty przewagi. To właśnie Austriacy będą rywalami Biało-Czerwonych w poniedziałkowy wieczór. Do gry wraca także Słowenia, która zrównała się punktami z Izraelem.

źródło:
Zobacz więcej