Jacek Łączyński o zwycięstwie polskich koszykarzy: Dzieje się coś pięknego

Damian Kulig twardo walczył pod koszem (fot. PAP/EPA/COSTFOTO)

– Jest pięknie, ale może jeszcze być jeszcze piękniej. Nasi reprezentanci pokazują, ile w sporcie znaczy determinacja i charakter. Wielkie słowa uznania należą się naszym zawodnikom, bo Rosjanie to bardzo niewygodny przeciwnik – mówi w rozmowie z portalem tvp.info Jacek Łączyński.

Polacy triumfują w meczu z Rosjanami

Polscy koszykarze wygrali z Rosją 79:74 w meczu drugiej fazy mistrzostw świata w Chinach. Po zwycięstwie Argentyny nad Wenezuelą Polacy są już...

zobacz więcej

Reprezentacja Polski wygrała kolejny mecz na mistrzostwach świata. Wierzył pan w to, że możemy pokonać Rosjan?

Oczywiście, że tak. Rosjanie to bardzo solidna drużyna, u każdego na świecie wzbudza szacunek. Wprawdzie ostatnio mieli sporo problemów organizacyjnych, nie brali udziału w igrzyskach olimpijskich czy mistrzostwach świata, ale na mistrzostwach Europy potrafili zająć czwarte miejsce. Przed turniejem w Chinach wypadło im jednak siedmiu zawodników i pierwszy rozgrywający. Wprawdzie Michaił Kułagin imponował skutecznością, ale widać było, że brakuje im sił. Fajnie, że wygraliśmy z nimi. Co ciekawe, poprzedni triumf przed czterema laty też miał miejsce 6 września.

Czy kluczem do wygranej była skuteczność z rzutów osobistych? Trafiliśmy aż 35 na 38 prób.

To fantastyczna sprawa. Takie statystyki się nie zdarzają i naszym koszykarzom należy się szacunek. Miałem okazję komentować mecz Rosji z Argentyną na trwających mistrzostwach i rzuciło mi się w oczy to, że grają bardzo twardo. Widać było, że aby stawić im czoła, trzeba będzie poświęcić trochę zdrowia. Taka skuteczność pokazuje niezwykłą mentalną siłę drużyny Mike’a Tylora. Wydaje się, że osobiste to najłatwiejszy element koszykówki, a to tak naprawdę walka samego z sobą. Trzeba umieć wytrzymać ciśnienie, a to nie zawsze jest taką łatwą sprawą. Najlepiej pokazali to Turcy, którzy marnując kilka rzutów osobistych pożegnali się z turniejem.

Losy meczu udało nam się odwrócić w ostatniej kwarcie. Wcześniej Rosjanie byli lepsi. Czy do końca wierzył pan w sukces?

Mówi się, że w koszykówce mecz zaczyna się tak naprawdę w 35. minucie. Jeśli żadna z drużyn nie wypracowała sobie dużej przewagi, to wszystko może się zdarzyć. Wtedy na parkiecie można oddzielić chłopców od mężczyzn. Wygraliśmy, bo byliśmy zespołem. Pokazaliśmy niesamowitą konsekwencję i wiarę we własne umiejętności. Nawet, gdy nam nie szło, nie załamaliśmy się, konsekwentnie realizując założenia.

Świetną zmianę dał Łukasz Koszarek. Kto pana zdaniem jeszcze zasługuję na laurkę?

Cała drużyna. Koszarek faktycznie dał impuls do ataku. Zmienił Slaughtera, który nie błyszczał tak jak w poprzednich meczach. Zwłaszcza jeśli chodzi o skuteczność. Łukasz świetnie się odnalazł i pokazał, jak wiele znaczy dla tej drużyny pomimo upływających lat. Swoje w końcówce dorzucili też Aaron Cel, Adam Waczyński i Damian Kulik. No i oczywiście Mateusz Ponitka, który tradycyjnie już był wszędzie.

Gdzie zatrzyma się kadra Tylora?

Odkąd zaczęły się mistrzostwa świata, nie golę się. Brodę mam już prawie do pasa, ale nie mam nic przeciwko temu, aby zapuszczać ją aż do finału. Ale tak mówiąc całkiem serio, to nie ma co budować nie wiadomo jakiej presji i rozbudzać oczekiwań. Teraz musimy trzymać kciuki za Argentyńczyków, żeby pokonali Wenezuelę. Wówczas nasz mecz z nimi będzie można zagrać rezerwowym składem. A to niezwykle istotne, bo Tylor nie stosuje zbyt wielkiej rotacji. Co nas czeka w ćwierćfinale? Zdaje się, że Hiszpania albo Serbia. A to już najwyższa światowa półka.

źródło:
Zobacz więcej