Bolton u Łukaszenki, rozmowy w Warszawie. Polska kluczowa w planie USA

John Robert Bolton (fot. PAP/EPA/TATYANA ZENKOVICH)

Oczekujemy poprawy relacji i współpracy z Polską – mieli usłyszeć od Amerykanów Alaksandr Łukaszenka i Wołodymyr Zełenski. To nieoficjalne informacje, ale z pewnością pasują do strategii, jaką realizuje w naszej części Europy administracja Donalda Trumpa. Strategii bezpieczeństwa militarnego i energetycznego, która pozycję lidera i głównego partnera USA w regionie przyznaje Polsce.

Zabójstwo w cieniu Reichstagu. Po latach dopadli wroga Rosji

Pochodzący z Gruzji Czeczen, weteran wojen z Rosjanami, kilka razy był o włos od śmierci. W końcu go dopadli, w Berlinie. Wszystko wskazuje na to,...

zobacz więcej

Dużo się działo w naszej części Europy na przełomie sierpnia i września. Najpierw w Kijowie pojawił się doradca prezydenta USA ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton. Były rozmowy o nowej sytuacji politycznej na Ukrainie (wszak tuż po tym zebrał się nowy parlament i zaprzysiężono rząd) i konflikcie z Rosją. Bolton przedstawił zapewne oczekiwania amerykańskiej administracji w tych kwestiach. Ostrzegł przy okazji przed sprzedażą strategicznych zakładów Motor Sicz firmom z Chin.

Potem udał się do sąsiedniej Mołdawii. Kolejny ważny obszar rywalizacji Zachodu z Rosją. Co prawda rządzi tu od niedawna taktyczny sojusz prozachodnich demokratów z prorosyjskimi socjalistami, ale kwestią czasu jest próba przejęcia pełni władzy przez obóz moskiewski.

Ważni politycy z Rosji ostatnio pielgrzymują intensywnie do Kiszyniowa, socjaliści wzięli armię i służby, więc wizyta Boltona i udzielone rządowi wsparcie jest ważnym elementem w grze o władzę, wzmacniającym opcję zachodnią (premier Maia Sandu). Z Mołdawii doradca Trumpa poleciał prosto na Białoruś, gdzie najważniejszym punktem programu była długa (częściowo w cztery oczy) rozmowa z Łukaszenką.

Wojaż Johna Boltona – z kluczową wizytą w Mińsku – miał jednak finał w Warszawie. Temat dwustronnych relacji z Polską pojawiał się podczas rozmów z Ukraińcami i Białorusinami nie tylko wpływowego doradcy Donalda Trumpa, ale też wiceprezydenta USA Mike’a Pence’a. Uroczystości rocznicowe 1 września w Warszawie stały się okazją do ważnych politycznych rozmów, ale też przyniosły konkretne decyzje z trójstronnym memorandum ws. współpracy energetycznej USA, Polski i Ukrainy.

Czy do tej trójki dołączą w przyszłości Mołdawia, a przede wszystkim Białoruś? Sondażowe spotkanie Boltona z Alaksandrem Łukaszenką wygląda obiecująco. Okazuje się, że Polska może zyskać naprawdę dużo, zarówno gospodarczo, jak i politycznie, na widocznym zwiększeniu aktywności amerykańskiej dyplomacji w Europie Wschodniej.

Układ w Fort Bregancon. Macron stawia na Rosję

Nowy światowy porządek, a w niej „wspólny europejski dom” aż po Władywostok – o tym marzy Emmanuel Macron. Moskwa zajmuje w tych koncepcjach...

zobacz więcej

Najważniejsza – przynajmniej na razie – jest polityka energetyczna. Amerykanie otwarcie walczą tu z rosyjskimi wpływami. LNG i ropa naftowa zza oceanu to coraz większe zagrożenie dla interesów Moskwy. Dlatego wizyty Boltona na Białorusi na Białorusi – niewątpliwie jednego z ważniejszych wydarzeń politycznych w naszej części Europy w tym roku – nie da się rozpatrywać w oderwaniu od sytuacji w całym regionie. Mińsk wraca do gry

Amerykańskich urzędników tak wysokiego szczebla nie było na Białorusi od 1994 r., gdy prezydenta Billa Clintona podejmował jeszcze w charakterze głowy państwa Stanisław Szuszkiewicz. Z Alaksandrem Łukaszenką Amerykanie na wysokim poziomie politycznym nigdy nie rozmawiali. W 2004 r., kiedy Łukaszenka w drodze referendum zniósł konstytucyjne ograniczenie liczby sprawowanych kadencji prezydenckich przez jedną osobę, Kongres USA przyjął „Akt o demokracji na Białorusi”, który wprowadzał pierwsze ekonomiczne i personalne sankcje. Ich stopniowe rozszerzanie doprowadziło w 2008 r. do odwołania ambasadorów i redukcji personelu dyplomatycznego placówek obu państw do pięciu osób.

Wraz z początkiem pewnej odwilży w 2015 r. (związanej z wojną na Ukrainie), USA zamroziły część ekonomicznych sankcji. Na stole pojawiła się też kwestia powrotu ambasadorów. Przełomowym wydarzeniem, po którym Waszyngton zaczął inaczej spoglądać na Białoruś, była, rzecz jasna, aneksja Krymu i wojna w Donbasie. W kontekście tego konfliktu oraz, w konsekwencji, kryzysu na linii Rosja-Zachód Mińsk, znów zaczął poważnie interesować Stany Zjednoczone.

W Waszyngtonie zauważono też zmianę w zachowaniu Białorusi. Zarówno mediację Mińska w konflikcie rosyjsko-ukraińskim, jak i narastające problemy w stosunkach Białorusi z Rosją. Od grudnia 2018 r. Moskwa otwarcie naciska na pogłębienie integracji z Białorusią, uzależniając dalsze wspieranie jej gospodarki od realizacji zapisów umowy o państwie związkowym z 1999 r. – która oznaczałaby utratę przez Białoruś realnej niepodległości. Nie przypadkiem Wes Mitchell (Departament Stanu USA) mówiąc pod koniec 2018 r. o krajach, których niepodległość jest barierą obronną przed ekspansjonizmem Rosji, wymienił nie tylko Ukrainę i Mołdawię, ale też Białoruś. Potem zaś, w styczniu, MSZ Białorusi zniosło ograniczenie liczby dyplomatów USA w Mińsku. - To wielki krok. To początek ocieplenia – komentował tę decyzję wspomniany już wcześniej Wes Mitchell.

Pałowanie w Moskwie, czyli FSB montuje CIAMajdan

Prezydent Rosji najbardziej ze wszystkiego boi się „kolorowej rewolucji”. Więc siłowicy zrobią wszystko, by Putina przekonać, iż takie zagrożenie...

zobacz więcej

Aktywność na odcinku białoruskim nie jest niespodzianką, jeśli wziąć pod uwagę sposób, w jaki politykę zagraniczną realizuje obecna administracja USA. Ważniejsze od praw człowieka są interesy bezpieczeństwa. Skoro przez tyle lat ignorowanie Białorusi nic nie dało, sankcje nie odniosły żadnego skutku, tym bardziej należy zrewidować stanowisko USA wobec reżimu Łukaszenki. W tym kontekście trudno o lepszego wysłannika niż Bolton, uważany za największego jastrzębia w ekipie Trumpa. W sytuacji faktycznej globalnej konfrontacji Ameryki z Rosją, od Wenezueli po Syrię, dla USA ważny staje się każdy potencjalny front – w tym wypadku może to być Białoruś.

Nie po to do Polski przybywają kolejni żołnierze US Army i nie po to Waszyngton wspiera Ukrainę na Morzu Czarnym, żeby bez walki pozwolić na „połknięcie” przez Putina Białorusi. Nie byłoby tej wizyty, gdyby nie wzrost amerykańskich obaw przed faktyczną inkorporacją Białorusi przez Rosję. Bo to by poważnie zmieniało układ sił przy wschodniej flance NATO. Nietrudno sobie wyobrazić w takim scenariuszu naszpikowanie białoruskiego terytorium rosyjskimi oddziałami i rakietami. Zresztą to również poważnie osłabiłoby obronne zdolności Ukrainy („północny front”).

Nie można też mieć wątpliwości, że ciepłym przyjęciem Boltona w Mińsku Białoruś wysyła znaczący sygnał Moskwie. Warto w tym kontekście przypomnieć czerwcowy wywiad szefa MSZ Uładzimira Makieja dla „The Wall Street Journal”, w którym zaznaczył, że „w regionie powstała nowa geopolityczna rzeczywistość i w Waszyngtonie rozumieją, że Białoruś nie jest dodatkiem do jakiegoś innego kraju”. Reset po białorusku?

W świetle napięć z Moskwą Bolton był w Mińsku bardzo mile widzianym gościem, swego rodzaju prezentem na 65. urodziny Baćki. Bo nawet jeśli do normalizacji relacji z USA droga daleka, to już sam fakt rozmowy za zamkniętymi drzwiami Łukaszenki z zaufanym doradcą Trumpa musi wywołać nerwowość na Kremlu. Co więcej, Łukaszenka osobiście powitał Boltona na lotnisku, choć przecież gość miał dużo niższą rangę, i bardzo go komplementował: „To historyczna wizyta. Takich ważnych gości nie było u nas od dawna”.

Łukaszenka zadeklarował gotowość Mińska, by rozpocząć od nowa budowanie stosunków dwustronnych. Rzecz jasna, rozmowy miały póki co charakter sondażowy. - Nie rozwiązaliśmy problemów, ale ważne, że mieliśmy możliwość rozmowy – mówił doradca Donalda Trumpa po spotkaniu w Mińsku. Strony przedstawiły swoje oczekiwania, wyraziły obawy, wysunęły propozycje.

Efekt Zełenskiego, intryga oligarchów, kontra Rosji [ANALIZA]

Tak zdecydowanego faworyta w historii wyborów na niepodległej Ukrainie jeszcze nie było. Założona przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego partia...

zobacz więcej

O czym dokładnie rozmawiano? Spotkanie Łukaszenki z Boltonem trwało 2,5 godz. W pierwszej części rozmowy uczestniczył też szef białoruskiej dyplomacji. Ale potem Makiej wyszedł, a reszta spotkania prezydenta z doradcą Trumpa odbywała się już w cztery oczy. Ambasada USA w Mińsku informowała wcześniej, że tematem spotkania, oprócz współpracy dwustronnej, będą „kwestie bezpieczeństwa w regionie i wsparcie dla suwerenności i niepodległości Białorusi”.

Zdaniem prokremlowskich mediów, Bolton w Mińsku miał do zrealizowania dwa cele. Pierwszy to uzyskanie wiedzy na temat obecnych planów rosyjskich wobec Ukrainy oraz tego, jak do tego odnosi się Łukaszenka. Jak powiedział później Makiej, Bolton otrzymał od Łukaszenki jasny sygnał, że Białoruś zrobi wszystko dla uregulowania sytuacji na Ukrainie. Władze białoruskie nie są przeciwne włączeniu się USA do międzynarodowych rokowań ws. Donbasu (należy pamiętać, że bieżące rokowania tzw. grupy kontaktowej odbywają się właśnie w Mińsku).

Drugim celem wizyty Boltona miało być uzyskanie wiedzy, jak daleko zaszły sprawy integracji Białorusi z Rosją. Obecność ważnego urzędnika USA w Mińsku miała być sygnałem dla Moskwy, że Amerykanie z uwagą śledzą możliwe agresywne zamiary Rosji wobec Białorusi. Pytany przez dziennikarzy o zagrożenia dla białoruskiej niepodległości Bolton stwierdził, że najważniejsze jest to, czego chcą sami Białorusini, a jego zdaniem „ciągle chcą niepodległości”.

Falę spekulacji wywołały słowa Boltona, że w rozmowie z Łukaszenką podniósł też kwestię nierozprzestrzeniania broni, nawet powiedział, że to „problem w relacjach” USA i Białorusi. Może chodzić o wiedzę Amerykanów na temat jakichś planowanych sprzedaży białoruskiego uzbrojenia wrogom USA (Iran? Syria? Wenezuela?). A być może chodziło o to, że Amerykanin chciał się upewnić co do stanowiska Mińska po faktycznej likwidacji traktatu INF: czy i jak Białoruś zareaguje, jeśli USA zwiększają swą obecność militarną w Polsce? Czy i na ile realny jest scenariusz rozmieszczenia na Białorusi rosyjskich pocisków średniego zasięgu?

Komsomolec, Kursk, Łoszarik. Czarna seria rosyjskiej floty

Reformy i modernizacja w rosyjskiej armii chyba w najmniejszym stopniu dotknęły marynarkę wojenną. Rosja to klasyczne mocarstwo lądowe, które mimo...

zobacz więcej

W Mińsku doradca Trumpa wskazał też, że są „kwestie regionalne, zagadnienia, związane z krajami, które geograficznie są oddalone, ale również wpływają na sytuację tutaj”. Bolton mówił później, że z Łukaszenką omawiał relacje Białorusi z Chinami i Iranem. Jednym z celów całej podróży Boltona po regionie było ostrzeżenie przed rozwijaniem współpracy z Chinami. Współpraca białorusko-chińska jest jednak niewielka w porównaniu z białorusko-rosyjską (dziesięć razy mniejsza wymiana handlowa) i białorusko-europejską.

Inwestycje chińskie na Białorusi mają ostatnio złą passę. Jedne projekty się opóźniają, inne wywołują protesty ekologów. Przed wylotem z Mińska Bolton powtórzył tezę o niebezpieczeństwie technologicznej współpracy z Chinami. - Rozmawialiśmy o zagrożeniu dla telekomunikacji 5G ze strony takich spółek, jak Huawei - mówił Amerykanin.

Była też mowa o prawach człowieka. - Istnieją istotne trudności w relacjach dwustronnych, w tym w kwestii praw człowieka i nierozprzestrzeniania broni. (…) Nie rozstrzygnęliśmy tych problemów, ale bez takich rozmów ich rozwiązanie nie jest możliwe – oświadczył doradca amerykańskiego prezydenta po spotkaniu z Łukaszenką.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że Amerykanie zaproponowali Łukaszence powrót do pełnowymiarowych relacji, ale pod trzema warunkami. Po pierwsze, Łukaszenka powinien opowiedzieć się za zaproszeniem USA do formatu normandzkiego. Po drugie, Białoruś powinna poprzeć ten plan uregulowania kryzysu na Ukrainie, który zaproponują wspólnie Europejczycy i Amerykanie. Po trzecie, Łukaszenka ostatecznie ureguluje nie najlepsze obecnie stosunki z Polską. Format warszawski

Kreml do wizyty Boltona w Mińsku podszedł bardzo wstrzemięźliwie, wskazując, że to wewnętrzna sprawa Białorusi. Zarazem jednak próbowano wydarzenie bagatelizować. Rosyjskie władze podkreślały, że to była robocza, a nie oficjalna wizyta, co tylko potwierdza zły stan relacji białorusko-amerykańskich.

Ostrożnie z FaceApp. Co się stanie z zebranymi przez aplikację danymi?

Lider Partii Demokratycznej w Senacie USA Chuck Schumer zwrócił się do FBI i Federalnej Komisji Handlowej, żeby skontrolowano rosyjską aplikację...

zobacz więcej

O faktycznym odbiorze spotkania w Mińsku przez reżim Putina świadczyć jednak może w większym stopniu zachowanie prorządowych rosyjskich mediów. Podniosły one alarm, że Łukaszenka szukał u Boltona wsparcia USA przeciwko presji Moskwy.

Miała być też mowa o zakupie gazu i ropy z USA, a nawet Łukaszenka miał prosić Amerykanów o 15 mld dolarów kredytu w zamian za zamrożenie udziału Białorusi w projektach integracyjnych na postsowieckiej przestrzeni. Białoruś wchodzi w skład Państwa Związkowego Rosji i Białorusi, ale też szerszych organizacji zdominowanych przez Moskwę: Euroazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej i Organizacji Układu Bezpieczeństwa Zbiorowego.

Zdaniem rosyjskiej prasy rozmawiano też o zniesieniu sankcji nałożonych na członków rodziny Łukaszenki. Baćka miał też powiedzieć, że nie jest zadowolony ze współpracy z Chinami i gotów jest ograniczyć ją, ale w zamian za ekonomiczną rekompensatę. Rosjanie pisali też, że do maja 2020 r. mogą wrócić na swe stanowiska w Waszyngtonie i Mińsku ambasadorowie Białorusi i USA, a potem nawet zaproszą Łukaszenkę oficjalnie do Stanów Zjednoczonych. Wcześniej w Mińsku miałyby być otwarte biura USAID i Funduszu Marshalla.

Niektóre z tych doniesień brzmią wręcz sensacyjnie, ale należy pamiętać, że rozpowszechniają je Rosjanie. Nie wiadomo też, na ile obecne ocieplenie relacji białorusko-amerykańskich nie jest kolejnym taktycznym wybiegiem Łukaszenki. W przeszłości nieraz już przyciskany mocniej przez Moskwę prezydent Białorusi otwierał się na krótko na Zachód – po czym szybko okazywało się, że to jedynie ruch mający zmiękczyć stanowisko Rosji. Gdy Rosjanie odpuszczali, Łukaszenka zapominał o obietnicach i ustaleniach poczynionych z dyplomatami zachodnimi. Teraz różnica jest jednak taka, że rozmawia z Amerykanami, z administracją Trumpa. Po drugie, rozmówcy nie stawiają tak ostro sprawy praw człowieka na Białorusi. Po trzecie, z powodów gospodarczych Łukaszence kończy się czas na lawirowanie między Zachodem a Wschodem, jak to było dotychczas. Coraz bliżej jest moment, gdy będzie musiał zdecydować: integracja z Rosją lub reformy i zbliżenie do Zachodu.

Śnieżny Smok i rakiety pod lodem. Arktyczne ambicje Chin

Podczas niedawnej wizyty Xi Jinpinga w Rosji jednym z tematów rozmów była współpraca rosyjsko-chińska w Arktyce. Moskwa zaprasza Chińczyków w ten...

zobacz więcej

Dlatego trudno powiedzieć, co podczas telefonicznej rozmowy z Putinem Łukaszenka powiedział mu na temat rozmów z Boltonem. Prezydent Rosji zadzwonił z urodzinowymi życzeniami dzień po wylocie z Mińska amerykańskiego wysłannika. Bolton udał się prosto do Warszawy i 31 sierpnia kontynuował rozmowy z Białorusinami, ale już w Polsce.

W Biurze Bezpieczeństwa Narodowego odbyło się sierpnia spotkanie w formacie Polska-USA-Białoruś-Ukraina. Delegacjom przewodniczyli szef BBN Paweł Soloch, doradca prezydenta USA ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton, sekretarz Rady Bezpieczeństwa Białorusi Stanisław Zaś oraz sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Ołeksandr Daniluk. Rozmawiano o sytuacji w Europie Środkowej i Wschodniej oraz o „mechanizmach budowy stabilności w regionie”. Nie jest wykluczone, że rozmowy w takim formacie będą kontynuowane w przyszłości. Podczas tego spotkania Bolton miał zauważyć, że prezydent USA wysoko ocenił białoruskie inicjatywy.

Również w Warszawie z Boltonem spotykał się wiceminister spraw zagranicznych Białorusi, Oleg Krawczenko, odpowiadający za stosunki z USA. Krawczenko miał nie ukrywać, że Białorusi nie jest pod drodze z Rosją.

Polska gazowym hubem?

Również w Warszawie, na marginesie rocznicowych uroczystości wybuchu II wojny światowej, doszło do spotkania Mike’a Pence’a z Wołodymyrem Zełenskim. Według nieoficjalnych doniesień, wiceprezydent USA miał postawić szereg warunków, które Kijów powinien spełnić przed spotkaniem prezydentów. Jednym z nich ma być zaproszenie USA na szczyt czwórki normandzkiej, innym poprawa relacji z Polską, a kolejnym dopuszczenie amerykańskich koncernów energetycznych na ukraiński rynek. To ostatnie przewiduje nie tylko dostawy gazu przez Polskę, ale też wejście Shella i Chevronu na złoża węglowodorów. W Warszawie 31 sierpnia Ukraina, Polska i USA podpisały memorandum o trójstronnej współpracy w sferze energetyki. Stronę amerykańską reprezentował sekretarz ds. energetyki Rick Perry. Głównym celem porozumienia ma być zmniejszenie zależności od Rosji. Z dokumentu wynika, że Ukraina będzie mogła przyjmować 6 mld m sześc. gazu rocznie. W celu transportu amerykańskiego gazu przez na rynek ukraiński ma być zbudowany specjalny gazociąg łączący gazowe systemy Polski i Ukrainy. Porozumienie to oznacza przekształcenie Polski w gazowy hub, przez który Amerykanie będą mogli sprzedawać swój LNG do sąsiednich krajów. Perry nazwał podpisanie memorandum „nadzwyczajnym zwycięstwem bezpieczeństwa energetycznego, bezpieczeństwa ekonomicznego i bezpieczeństwa narodowego wszystkich trzech krajów”. Sekretarz RBNiO Ukrainy Ołeksandr Daniluk zauważył, że Ukraina nie kupuje gazu od Gazpromu już od kilku lat. – Następnym krokiem jest uzyskanie dostępu do LNG, gazu, którym głównie przypływa z USA – powiedział. Również Białoruś bierze pod uwagę możliwość zakupu amerykańskiego LNG przez Polskę. Nie wiadomo bowiem, jak skończą się jesienne rozmowy z Moskwą o cenach gazu dla Mińska w następnych latach (teraz Białoruś płaci Gazpromowi 127 dolarów za 1 tys. m sześc.). Tak samo mówi się o imporcie amerykańskiej ropy przez Białorusinów. Niedawno państwowy koncern naftowy BNK zatrudnił amerykańskiego lobbystę, którego głównym zadaniem w Waszyngtonie ma być doprowadzenie do osłabienia sankcji i dogadania się ws. eksportu amerykańskiej ropy na Białoruś.

źródło:
Zobacz więcej