Dlaczego on wybiera właśnie ją?

Preferencje wyboru dokonywanego przez mężczyzn muszą się uzasadnić ewolucyjnie (fot. Shutterstock/pink panda)

Obserwacji, hipotez, a nawet udokumentowanych wyników (uzyskanych dzięki wyszukanym eksperymentom z zakresu psychologii, neurobiologii, a nawet mikrobiologii) mających wskazać, dlaczego Adam woli Ewę od Zosi nagromadziło się od ćwierćwiecza wiele. Ponieważ w naszym gatunku od dobierania się w pary zależy – przynajmniej teoretycznie – jakość i ilość potencjalnego potomstwa, a na tej z kolei opiera się tak potężne zjawisko, jak sukces ewolucyjny, biologia nie zostawia złudzeń. Preferencje takiego wyboru dokonywanego przez każdego z heteroseksualnych mężczyzn, o ile rządzą nimi jakieś prawidłowości, muszą się jakoś dać uzasadnić ewolucyjnie.

Jeszcze nowszy wspaniały świat

Lulu i Nana, dwie małe odporne na AIDS i prawdopodobnie inteligentniejsze od swych rówieśników Chinki, udoskonalone dzięki edycji genów ich...

zobacz więcej

Co to znaczy? Że nie wystarczy wykazać nawet najpotężniejszym eksperymentem, iż wyborem życiowej partnerki przez mężczyznę kierują generalnie bakterie jelitowe i skórne, które same chcą się podobierać w atrakcyjne mieszane populacje. Dobry wybór „bakteryjny” według kanadyjskich uczonych z University of Waterloo, owocuje zdrowszym i szczęśliwszym życiem. Bakterie naszego mikrobiomu nie tylko bowiem trawią nasz pokarm, produkują nam witaminy i regulują poziomy niektórych neurotransmiterów (jak „hormon szczęścia” – serotonina), ale też mogą być chorobotwórcze. Ich wymienianie pomiędzy partnerami, ze względu na oczywistą wspólnotę łoża i stołu, może być dla nas dobre, albo niekoniecznie. Bakterie zaś poznajemy i wybieramy – najczęściej nieświadomie – po zapachu.

Zostawiając mikroby jednak nieco z boku, behawioryści, czyli specjaliści od zachowań, twierdzą, że całym tym romantycznym i wpisanym w kulturę od epoki kamiennej zjawiskiem rządzi prosty stosunek obwodu w talii do obwodu w biodrach. Trzeba jednak jeszcze wymyślić, jak się ta odpowiedź przekłada na język ewolucji, czyli mówiąc brutalnie – dlaczego wybór dokonany według takiego schematu miałby naszemu potomstwu zapewnić lepszy start w starciu z nieubłaganymi siłami doboru naturalnego.

Oczywiście nie jesteśmy już od jakiś 100 lat, czyli od momentu niezmiernie dynamicznego rozwoju rolnictwa i przechowalnictwa żywności oraz medycyny (szczepionki, antybiotyki, beta-blokery, operacje chirurgiczne na otwartym sercu i w mózgu) aż tak szalenie wystawieni na szalejącą selekcję naturalną. Jednak tak całkiem jej nie umykamy. Jeden zaś wiek w historii gatunku ludzkiego to mgnienie – co się w nas wyryło wcześniej pod panującym doborem, tego nawet potężna zmiana kulturowa szybko nie zatrze, chyba że nastąpiłoby wielkie wymieranie. Dla pewnego wyobrażenia sobie, o co chodzi powiem, że największe w owym stuleciu nastąpiło w latach II wojny światowej, gdy według szacunków przepadło 3 proc. ówczesnej ludzkiej populacji. To bardzo dużo, zwłaszcza że pokolenie wcześniej miała miejsce hekatomba I wojny. Jednak nie dość, by nastąpiła wielka biologiczna zmiana.

Archeon wyciąga niby-rączki, czyli jak to się stało, że powstały jądrowce, a wśród nich i my też

Po 12 latach prób i błędów biologom japońskim udało się „ożywić” z grudy morskiego mułu nieznany nauce drobnoustrój. Nie będzie to jednak opowieść...

zobacz więcej

Przy wszystkich jednak gigantycznych zmianach, jakich uległo w XX wieku nasze społeczeństwo, nadal w mocy pozostaje pytanie o to, jak wygląda idealna partnerka życiowa (choć, przyznajmy, behawioryści, choć są od zachowań, nieco zostawiają na boku zagadnienie, jak się ona zachowuje i co myśli). W ile byśmy tego nie ubrali sonetów, pieśni prowansalskich oraz romantycznych ballad z akompaniamentem czy innych towarzyskich i erotycznych gier i wyobrażeń, fakty w tej sprawie są nagie.

Behawioryści zwierząt twierdzą, że na przykład idealna dla indora indyczka, nawet znacznie idealniejsza od takiej realnie istniejącej, to kij zakończony niewielka głową lub nawet czepkiem. Ci sami specjaliści w przypadku mężczyzn nie mają od 25 lat wątpliwości, że męską głową w takim razie kieruje zwykły stosunek kobiecego obwodu w talii do obwodu w biodrach. Im mniejsza od 1 to liczba, tym wybór konkretnej osoby na podstawie kryteriów fizycznych na partnerkę pewniejszy. Zewnętrzna atrakcyjność kobiety wyznaczana tą miarą odsiewa ją z tysięcy innych kobiet, bo ideał leży daleko od średniej, i – co nie bez znaczenia – od mężczyzn, dzieci oraz kobiet w ciąży i kobiet po menopauzie bez suplementacji estrogenowej. Stosunek talii do bioder w tych bowiem grupach oscyluje wokół 1 lub jest nawet wyższy.

Tylko co niski stosunek talii do bioder u partnerki daje partnerowi ewolucyjnie?

Na łamach najnowszego numeru „Frontieres in Psychology” nad sprawą pochyla się Jeanne Bovet ze Stony Brook University. Jej publikacja podsumowuje krytycznie wszystkie hipotezy ewolucyjne starające się wytłumaczyć, dlaczego dla mężczyzn atrakcyjne są kobiety jak najszczuplejsze w pasie, a w biodrach, jak by to ująć: bogate czy rozłożyste. Powszechny pogląd wiąże taką posturę u kobiety (podobnie jak błyszczące włosy, ale dzisiaj już się nie da tego z pewnością sprawdzić pod koloracją) ze zdrowiem i płodnością. A jednak… niespecjalnie ten powszechny pogląd ktoś poddał naukowej analizie. A zdrowie i płodność to bardzo szerokie terminy. I choć przedszkolakom, udręczeni ich pytaniem: „dlaczego?”, za 178. razem odpowiadamy wreszcie: „bo tak”, to w nauce taka odpowiedź jest niedopuszczalna. Według zaś Jeanne Bovet z nią właśnie mamy bardzo często do czynienia, gdy próbujemy znaleźć ewolucyjne mechanizmy za męską preferencją seksualną względem kobiet o talii osy a biodrach Wenus z Lespugue.

Sztuczna inteligencja przewiduje, co byśmy poczuli, gdyby…

Psycholodzy i neurobiolodzy nie od dziś pochylają się nad naturą naszych uczuć. Nie jest tajemnicą, że są one bardzo silnie związane z...

zobacz więcej

Rozmiar miednicy, skoro jesteśmy małpą dwunożną, jest limitowany (nie może być za szeroka, bo nie da się chodzić). Aczkolwiek – i na to są dane medyczne – im szersza miednica, tym bezpieczniejszy poród dziecka o dużej głowie. Z tyłu zaś naszej głowy tkwi nam jakże nieuzasadnione naukowo przekonanie, że „duża głowa to duży mózg, a duży mózg to mądry człowiek”. Tkwiąc w tym przekonaniu skazani jesteśmy na uznanie, że Einstein był znacznie mniej inteligentny niż przeciętny neandertalczyk i bardzo wielu ludzi współczesnych.

Obwód bioder zależy również oczywiście od nagromadzenia w tej okolicy tkanki tłuszczowej – a to ma miejsce tylko u kobiet. Przy prawidłowej sylwetce ciało kobiety będzie unikało utraty tego właśnie tłuszczu, gdyż to on jest rezerwą dla rozwijającego się w łonie matki mózgu dziecka. Bowiem tylko pod koniec ciąży i w okresie laktacji ten właśnie tłuszcz jest zamieniany w wielonienasycone kwasy tłuszczowe, tak zdrowe w diecie małych dzieci. Zbyt wielkie zaś pokłady tłuszczu brzusznego spowalniają uwalnianie tłuszczu biodrowego i pośladkowego w tym czasie i na to jest wyjaśnienie na poziomie fizjologii. Istnieje nawet i takie badanie, które, na niewielkiej dość próbie, pokazuje korelację IQ tak kobiety, jak jej potomstwa z niskim stosunkiem obwodu talii do bioder.

Właśnie na tę incydentalność, pewną niekompletność i skupienie się – bez dowodów natury naukowej – na zewnętrznym aspekcie kobiecości w rozważaniach ewolucyjnych na temat męskiego ideału kobiety zwraca uwagę kanadyjska autorka. Trudno nie przyznać, że jak zauważa Jeanne Bovet: „Wydaje się, jakby uczeni zbyt pośpiesznie zaczęli testować pod wszelkimi kątami wpływ stosunku obwodu talii i bioder na atrakcyjność kobiet i rozważać na ten temat, bez wcześniejszego ustalenia (a) jasnych definicji głównych koncepcji ewolucji (np. wartość partnera płciowego często sprowadza się do nieprecyzyjnego pojęcia „zdrowia i płodności”) oraz (b) pełnego przeglądu potencjalnego działania różnych ścieżek ewolucyjnych (np. koncentrując się na płodności, pomijając jakość potomstwa)”. Innymi słowy – kobieta szczupła w pasie o szerokich biodrach (czyli teoretycznie atrakcyjna fizycznie dla mężczyzny) ma wnosić do związku jakąś szczególną wartość SELEKCJONOWANĄ EWOLUCYJNIE, tylko psychologia ewolucyjna nie bardzo sobie radzi z precyzyjnym określeniem, jaką mianowicie.

Te same geny u ośmiornicy „robią” soczewkę oka, u nas – kończyny

Najprościej rzecz ująwszy ewolucja działa na dwóch genetycznych zasadach, czy inaczej rzekłszy wg dwóch modeli. Jeden dało by się określić jako...

zobacz więcej

Będzie tu na miejscu zauważyć chociażby, że nigdy nie przebadano związku tej najatrakcyjniejszej dla mężczyzn kobiecej sylwetki, znamionującej potencjał reprodukcyjny 20-latki, z tak elementarnymi dla zdrowia zagadnieniami, jak nosicielstwo pasożytów jelitowych. Czy tak ważnymi z punktu widzenia ludzkiego rodzicielstwa – choć nie związanymi bezpośrednio z płodnością cechami kobiety, jak zachowania macierzyńskie i opiekuńcze. Nie testowano też nigdy, czy idealna sylwetka o wąskiej talii i szerokich biodrach ma jakikolwiek związek z zachowaniami seksualnymi kobiet. Co zaś do płodności, miara ta okazuje się zawodna w ocenianie kobiet wielodzietnych lub bezdzietnych.

A może chodzi tylko o to, że mężczyźni próbują podświadomie, „taksując” talię i biodra, unikać kobiet „męskich” (a wiec np. potencjalnie równie silnych) albo kobiet we wczesnej ciąży? Tego niestety też jeszcze należycie nie przebadano. Może każdy z tych czynników jest jakimś ułamkiem w wielkim wyborze, może najważniejszym, jakiego w swym życiu dokonuje mężczyzna? Z drugiej strony, już od lat 40. ubiegłego stulecia panuje w seksuologii, neuropsychologii i behawiorystyce pogląd, tzw. zasada Batemana.

Myszy pomagają rozszyfrować tajemnice autyzmu

Myszy „zarażone” bakteriami jelitowymi ludzi z autyzmem w jednym z amerykańskich laboratoriów zaczynają się autystycznie zachowywać, donosi...

zobacz więcej

Postuluje ona, że samica osiąga sukcesu godowy przy użyciu niewielkiej różnorodności samców, zaś samiec to samo uzyskuje coraz bardziej wraz z rosnącą różnorodnością partnerek. Dzieje się tak dlatego, że samicy wystarczy jeden, pierwszy partner, aby zapłodnić wszystkie jej komórki jajowe (np. u pszczół czy much), lub jest ona w stanie urodzić i „wychować” z góry ograniczoną liczbę potomstwa (gdy istnieje zjawisko opieki nad nim). W konsekwencji, wybrańcy losu mają bardzo wiele partnerek i osiągają sukces ewolucyjny, gdy jednocześnie ich rywale odpadają w tych zawodach. Kobieta sukcesu ewolucyjnego zaś ma jednego partnera i wiele dzieci i wnuków zdrowych z nim właśnie. Przy monogamii zatem – ewolucyjnie dla samic korzystnej, a dla samców niekoniecznie – wybór partnerki ma kolosalne znaczenie dla fitnessu, czyli jakości potomstwa.

Oczywiście obok monogamii w królestwie zwierząt istnieje jeszcze kilka innych systemów zapewnienia ewolucyjnego sukcesu potomstwu, choćby tak biegunowo odmiennych, jak poliandria (jedna samica, wielu partnerów). Nadal jednak system taki, odwrotność haremu, podlega zasadzie Batemana. Nauka próbuje to wszystko sprowadzić do jakiegoś wspólnego mianownika, a następnie „zważyć i zmierzyć”, ale sprawia tu nieco wrażenie, że dobrze sobie radzi z centymetrem, a słabiej z ustaleniem, dlaczego właśnie centymetr ma tu być pomocny, z czego wynika jego tu użycie. Wybór partnera życiowego to – według psychologów ewolucyjnych – nie jest żadna romantyczna historia przede wszystkim. Zanim my wybieramy sobie partnera, wybiera wciąż jeszcze dobór naturalny.

źródło:
Zobacz więcej