Przyczajony Schetyna, ukryty Tusk

Donald Tusk tego wszystkiego nie jest już w stanie ogarnąć (fot. arch. PAP/Radek Pietruszka)

Platforma Obywatelska nie cierpi jedynie na kryzys wizerunkowy. To partia z poważnym kryzysem liderów.

Grzegorz Schetyna rezygnuje. Przedstawił swoją kandydatkę na premiera

Kandydatką Koalicji Obywatelskiej na przyszłego premiera będzie Małgorzata Kidawa-Błońska – poinformował lider PO Grzegorz Schetyna. Jego zdaniem...

zobacz więcej

Głośno ostatnio w mediach o dwóch sprawach, związanych z ludźmi jednoznacznie kojarzonymi z wierchuszką Platformy Obywatelskiej. Pierwsza rzecz to wymowna, krzycząca wręcz nieobecność Donalda Tuska na obchodach 80. rocznicy II wojny światowej. Nie było żadnego dobrego powodu, żeby były premier zlekceważył te uroczystości. Gdy słyszę, że ponoć czuł się niemile widziany i stąd jego absencja, wyobrażam sobie dziesięciolatka, który zignorował przyjęcie urodzinowe kolegi z klasy, bo go tam niektórzy ponoć nie lubią. Ale mówimy przecież o jednym z najważniejszych polskich i europejskich polityków. A tu taka piaskownica.

Druga sprawa dotyczy Grzegorza Schetyny. Nie sposób nie uśmiechnąć się pod nosem, czytając doniesienia medialne o przewodniczącym Platformy Obywatelskiej, który miał zamówić analizę firmy doradczej z Izraela, dotyczącą nowej strategii przed nadchodzącymi wyborami. Z analizy wyszło, że Platforma najlepiej zrobi, chowając Grzegorza Schetynę przed szeroką publicznością, gdyż „wzbudza ogromną nieufność wśród własnego elektoratu”.

Szczerze mówiąc, zupełnie nie rozumiem, po co w tej sprawie PO zamawiało jakąkolwiek analizę – wystarczyło nieco uważniej poczytać media społecznościowe, albo pogadać z liderami tak zwanego Komitetu Obrony Demokracji. Pan Schetyna ponoć strasznie się wnioskami wprost z Izraela zirytował. Odnotujmy dla porządku, że lider PO całej tej hecy zaprzecza. To jego dobre prawo.

Wstrzymajmy tę karuzelę śmiechu. Sprawa jest przecież ważna: nie tylko dla samej Platformy Obywatelskiej. Po pierwsze widać, że niegdyś rządząca formacja od czasu wyjazdu Donalda Tuska na prominentną unijną placówkę nie może złapać wiatru w żagle. Po drugie: Grzegorz Schetyna dobrze rozgrywa wewnątrz- i okołopartyjne gry, ale ani on sam, ani nikt w jego otoczeniu nie jest w stanie stworzyć wiarygodnej politycznej oferty dla wyborców. Na półtora miesiąca przed wyborami jedynym programem politycznym Platformy jest bycie antypisem. I to nie we wszystkim, bo widać wyraźnie, że pomimo mocno lumpenliberalnego charakteru tej partii, nikt tam nie ośmieli się wprost zaatakować oferty prorodzinnej i prospołecznej Prawa i Sprawiedliwości.

Schetyna pytany o doradców z Izraela: Mogę się tylko z politowaniem uśmiechnąć

Mam nadzieję, że w kampanii będzie działał wyborczy tryb sądowy, dzięki któremu będzie można te kłamstwa sprostować – powiedział w radiowej...

zobacz więcej

I po trzecie: problemem PO jest brak dobrych aktorów drugoplanowanych. To znaczy takich polityków, którzy nie grają pierwszych skrzypiec, ale potrafią dobrze wzmacniać i uwiarygodniać przekaz partii. W przypadku PO nie brak oczywiście starych, kutych na cztery łapy lisów, ani partyjnych tłustych kotów. Tylko że większość z nich ogółowi wyborców kojarzy się tak sobie. Po części wynika to z konfuzji, jaka zapanowała w ostatnich latach w Platformie: część jej polityków dowiedziała się, że czas skręcić ostro w lewo. I podejrzewam, że nie bardzo potrafią się w tym jednak wszyscy odnaleźć.

Ciekawym przykładem jest w tej kwestii dawny polityk PiS, Kazimierz Ujazdowski, polityk z doświadczeniem i wyrazistą tożsamością (owszem, ostatnio jakby „rozemgloną”). On świetnie nadawałby się właśnie na takiego aktora drugoplanowego, wzmacniającego przekaz partyjnej wierchuszki, poprawiającego jej wizerunek „z drugiego szeregu”. Kłopot w tym, że dla części obecnych wyborców i sojuszników PO jest po prostu niewiarygodny: zbyt konserwatywny jak na potrzeby partii, która wykonuje dziś najróżniejsze światopoglądowe wygibasy, byle tylko na nowo umościć się w jakimś segmencie sceny politycznej, którą mebluje de facto PiS.

Był oczywiście taki moment, gdy wydawało się, że Platformie pójdzie już lepiej. Z pewnością pamiętają państwo ze zdjęć i medialnych doniesień wielce z siebie zadowoloną elitę opozycji na Uniwersytecie Warszawskim w dzień słynnej przemowy Leszka Jażdżewskiego. Jasne, Tusk później też coś tam mówił.

Te uśmiechy radości, ta wyraźnie widoczna na wielu twarzach euforia, te pewne siebie zadowolone miny, gorące oklaski, których później niektórzy mocno się wstydzili. Wystarczyło tego może na pół dnia – a później przyszła ostra krytyka także ze strony swoich. I spostrzeżenie części opozycji, że antyklerykalny czy wprost antykatolicki program Jażdżewskiego nie jest jednak programem narodu. A Tusk po prostu dał się wystrychnąć na dudka swojemu przedmówcy, który ukradł mu szoł.

Nieco później, po wyborach do europarlamentu, było już jasne, że strategia skrętu ostro w lewo wprowadza zamęt w szeregi platformerskiego aktywu i elektoratu. A Donald Tusk tego wszystkiego nie jest już w stanie ogarnąć – najprawdopodobniej nie radzi już sobie z Platformą ani na poziomie rozgrywek politycznych, ani na płaszczyźnie światopoglądowej.

Być może jest tak, że kryzysu przywództwa w Platformie w ogóle nie dało się uniknąć. Ta partia przechodzi głęboką wewnętrzną metamorfozę, na którą nie pomoże marketing polityczny. Przecież PO nie szczędzi środków na pijar, ma także duże wsparcie części mediów. Ale to PiS i tak wygrywa, bo prowadzi realną, skuteczną i wciąż jednak pozytywnie odbieraną przez większość społeczeństwa politykę. Na to PO nie pomogą nawet firmy doradcze.

źródło:
Zobacz więcej