Rocznicowy ból Donalda Tuska i szczere łzy

Tusk by nie przeżył, gdyby nie włączył się ze swoją uwagą, przyprawioną szczyptą złośliwości (fot. Sean Gallup/Getty Images)

Wspaniałe, a chwilami wzruszające i poruszające nie tylko serca, ale i rozum polityczny zaproszonych gości z ponad 40 krajów, obchody 80. rocznicy rozpoczęcia II wojny światowej w Warszawie na placu Piłsudskiego. Ważne, budujące dobre relacje między dwoma państwami przemówienia prezydentów Niemiec i Polski, Franka-Waltera Steinmeiera i Andrzeja Dudy. Intrygujące wystąpienie wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych Mike`a Pence'a. Pokazujące wydarzenie z naszym polskim udziałem, mające wpływ na ukształtowanie polityczne obecnej Europy. Zaś poprzez włączenie kwestii naszej wiary katolickiej jako budulca odwagi i stałego umiłowania wolności, delikatne potrącenie o aktualne spory wewnętrzne Polski na tle światopoglądowym. Na placu Piłsudskiego słowa o znaczeniu historycznym padły z ust prezydenta Niemiec: „Jako gość z Niemiec stoję przed państwem bosy. Stoję w tym miejscu pełen pokory i wdzięczności. Proszę o przebaczenie i przyznaję się do odpowiedzialności”.

„Żeby słowa Andrzeja Dudy nie były prorocze tak jak były słowa śp. prezydenta Kaczyńskiego”

– Bardzo trudno podejmować tutaj ocenę, które słowa były dziś najważniejsze i najmocniejsze. Ja bym sobie życzył i Państwu bym życzył, żeby słowa...

zobacz więcej

Święto PiS-owskie

Opozycji wspieranej przez życzliwe jej media oraz „wolnym elektronom”, zwalczającym PiS, jak np. byłym ambasadorom, nie udała się zaplanowana operacja obniżenia rangi zorganizowanych przez obecną władzę obchodów 80. rocznicy napaści Niemiec hitlerowskich na Polskę. Na panewce spalił projekt pokrzyżowania planów uroczystości, mimo niespodziewanej pomocy, jaką otrzymali sabotujący ze strony niszczycielskiego żywiołu sił natury. Uśmiechnął się do ich marzeń huragan Dorian, którego groźba zawisła nad kilkoma stanami Ameryki i stała się przyczyną nieobecności prezydenta Donalda Trumpa w Polsce na tych uroczystościach.

Szybko jednak, praktycznie niemal w tej samej chwili, z Ameryki nadeszła wiadomość, że niesprzyjające, niezależne od ingerencji ludzkiej okoliczności spowodowały nie odwołanie wizyty, a jedynie jej przełożenie na inny bliski, w perspektywie kilku miesięcy, termin. A także, że 1 września w Warszawie na placu Piłsudskiego USA będzie reprezentował wiceprezydent Mike Pence.

A przecież usilne zabiegi o udaremnienie uczestnictwa w uroczystościach w Polsce prezydenta Donalda Trumpa jako najwyższego dostojnika światowego mocarstwa nr 1, miały miejsce w obydwu krajach. Czy były ze sobą zsynchronizowane? Czy były inspirowane przez konkurencyjne mocarstwo? Prosta kalkulacja podpowiada, że ziszczenie się postulatów dwójki autorów amerykańskich o zbojkotowaniu przez Amerykę przyjazdu Donalda Trumpa do Warszawy, największą satysfakcję sprawiłyby putinowskiej Rosji. Obydwie akcje – amerykańska i polska – postawiły sobie za cel storpedowanie uroczystości w Warszawie z udziałem Stanów Zjednoczonych, a Donald Trump ze zrozumiałych względów był adresatem tych wezwań.

Nie wpłynęły też negatywnie wysiłki opozycji i jej medialnych sprzymierzeńców oraz innych satelitów, którzy chcieliby swoimi komentarzami spostponować uroczystości. Opinii nasyconych niechęcią do Polski i do obecnej władzy. Nie interesował ich szczególny moment ani fakt, że Polska stanie się tego dnia centrum uwagi wielu innych krajów europejskich. O sposobie myślenia opozycji świadczy zdanie wypowiedziane spontanicznie, z iście kobiecym temperamentem, przez Joannę Kluzik-Rostkowską w jednym z niedzielnych programów telewizyjnych, kiedy zaczęto mówić o rocznicowych uroczystościach na placu Piłsudskiego: „To PI-owskie święto uratował prezydent Niemiec”.

„80 lat temu Niemcy napadły na Polskę”. Wielki napis na Times Square

„Przypominamy światu, że 80 lat temu Niemcy napadły na Polskę” – taki napis w języku angielskim jest wyświetlany na nowojorskim Times Square co ok....

zobacz więcej

Wybory tam, wybory tu

Jako pierwsi próbę storpedowania rozpoczęli Amerykanie. Melissa Hooper, dyrektorka w Human Rights First oraz Dalibor Rohac, wykładowca-rezydent w American Enterprise Institute, zamieścili obszerny tekst w życzliwym amerykańskiemu establishmentowi, opowiadającemu się przeciwko Trumpowi „The Washington Post”. W artykule, tyleż dziennikarze i eksperci, co politycy naciskali na Donalda Trumpa, żądając od amerykańskiego prezydenta nie tylko radykalnego, ale drastycznego kroku, jakim miałoby być zerwanie w ostatniej chwili jego wizyty w Polsce.

Powodem, od jakiego zaczęli jako argumentem obciążającym Polskę, jest ich zdaniem, kwestia zdeformowanej reformy wymiaru sprawiedliwości. A ściślej, „bezprecedensowe upolitycznienie polskiego sądownictwa” przez obecnie rządzącą w Polsce partię Prawo i Sprawiedliwość.

W drugiej części tekstu autorzy odkryli prawdziwe karty. Mówią wprost, że gra się toczy o poważne sprawy. W obydwu krajach jest okres wyborczy. Prawo i Sprawiedliwość walczy o utrzymanie władzy na cztery kolejne lata. Trump już myśli o kampanii na drugą kadencję prezydentury, Autorzy apelują o zerwanie wizyty, gdyż Donald Trump swoją obecnością w Polsce, daje osłonę dla autorytarnych rządów partii walczącej o przedłużenie swych rządów. Ale i Trump ma ważny interes w Polsce. Zjednuje sobie poparcie być może nawet blisko 10 mln Amerykanów polskiego pochodzenia w przyszłorocznych wyborach.

Trump: Polska to wspaniały kraj i naród. Mam nadzieję, że wkrótce tam przyjadę

– Gratuluję Polsce. To wspaniały kraj i naród. Mamy wielu Polaków w naszym kraju, może nawet 8 milionów. Kochamy naszych polskich przyjaciół. Mam...

zobacz więcej

Sznepf – lider, czyli ambasador honorowy bez honoru

Dosłownie dwa dni później do akcji włącza się strona polska. Dwudziestu kilku byłych ambasadorów wciela się w rolę obrońców demokracji, rozumianej jako rządy, będące wcieleniem III RP, zbudowanej w oparciu o sojusz lewicowych działaczy elit „Solidarności” z lat 80. z „oświeconą”, „rewizjonistyczną” frakcją postkomunistów. Kolejnym rządom III RP przez ponad ćwierćwiecze odpowiadała, nasycona patologiami rachityczna demokracja. Przy zachowaniu pozorów demokracji, sterowano rozgrabianiem majątku narodowego głównie przez dawną nomenklaturę partyjną oraz setki ludzi związanych z tajnymi służbami czasów PRL, funkcjonariuszami tych służb i ich byłymi tajnymi współpracownikami.

Ci fałszywi demokraci, pozbawieni dziś niedawnej władzy, przywilejów i bogatego życia, w otwartym liście również zaapelowali do prezydenta Trumpa o zerwanie wizyty w Polsce. Posługując się kłamstwami i insynuacjami. Piszą o rzekomym „zalewie kłamstwa”, sami dopuszczając się bezwstydnych kłamstw o Polakach spragnionych wolności, o autorytarnych rządach w Polsce. Nie licząc się z interesem Polski, dla własnych prywatnych celów, w którym głównie chodzi o przywrócenie „czasów ich własnej świetności”, wyrosłej niekiedy z korzeni peerelowskich związków z tajnymi służbami, manipulują faktami, tworzą fałszywe oskarżenia. Ich zdaniem w Polsce od kilku lat łamana jest konstytucja, niszczone jest niezawisłe sądownictwo, narasta opresja wobec politycznych oponentów.

Tylko w tym ostatnim zdaniu zawarte są niemal w każdym słowie kłamstwa. Ich sygnatariusze doskonale o tym wiedzą, ale gotowi są szkalować swój kraj. Ich perfidia jest podwójna. Pełnymi garściami czerpią z wolności i demokracji. Wiedzą, że kłamiąc jak z nut, nic im nie grozi. Nie spadnie im włos z głowy. Perfidni są też wobec adresata listu. Od początku jego kadencji nasza opozycja polityczna, w którą wpisują się byli ambasadorzy, była bardzo krytycznie nastawiona wobec jego prezydentury. Dziś, kiedy jest to ambasadorom potrzebne, traktują Donalda Trumpa jako swoistego posłannika, który ma wykonania „historyczne” zadanie. Odmowa przyjazdu do Polski wpłynie na uzdrowienie praworządności i demokracji w naszym kraju.

Przedłużeniem kłamstw i manipulacji opozycji, w którą wpisywał się list ambasadorów, są komentarze po tym, kiedy polskie władze ogłosiły informację o odwołaniu wizyty na warszawskie uroczystości oraz powód odwołania. Mistrzostwo manipulacji zademonstrował Ryszard Sznepf, jeden z sygnatariuszy listu ambasadorów.

„Jest bardzo prawdopodobne, że ludzie Białego Domu doszli do wniosku, że wynik wyborów w Polsce nie jest pewny”. Praktyczny przykład najwyższej sztuki manipulacji, godnej praktyki wysokiej klasy specjalisty najlepszego agenta wpływu obcego wywiadu. Uwaga Sznepfa pomija, a właściwie ignoruje oficjalny amerykański przekaz o powodzie odwołania wizyty. Traktuje ten powód jako z góry fałszywy. To jedna rzecz. Druga, z punktu widzenia politycznej zagrywki, jest swoistym majstersztykiem. Sznepf sieje niepewność w obozie wroga, zapowiadając jego porażkę w wyborach. Przegraną PiS, wynikającą z analizy ekspertów z Białego Domu, a więc właściwie przesądzoną. Jakiż to zastrzyk wiary i energii wlany do obozu sprzymierzonego z autorami listu. A ludzie tego obozu też nie ukrywają radości po obecnym odwołaniu przyjazdu do Polski.

Bartłomiej Sienkiewicz w duchu Sznepfa, ale bez jego finezji mówi: „To ostatnie ostrzeżenie dla PiS”. Jacek Rostowski: „Prysznic zimnej wody i smutna prawda”. Ze smutkiem czytałem mądrość Bogdana Zdrojewskiego: „Czy huragan na Florydzie, czy g… o w Wiśle, czy naszej polityce. Cieszyć się nie ma z czego”. Donald Tusk by nie przeżył, gdyby nie włączył się ze swoją uwagą, przyprawioną szczyptą złośliwości: „Polska nie jest dla Trumpa najwyższym priorytetem”. Połączoną z małpią przewrotnością: „Ubolewam nad stratami wizerunkowymi Polski”. Akurat. Łzy wzruszenia same napływają mi do oczu.

źródło:
Zobacz więcej