RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

„Nie rusz Kazika, bo zginiesz”. 31 lat temu odszedł Kazimierz Deyna

Ostatni mecz Deyna rozegrał 31 maja 1987 r. przeciwko Tacoma Stars (fot. PAP/Teodor Walczak)

„Deyna Kazimierz, nie rusz Kazika, bo zginiesz” – przez lata ostrzegali kibice Legii piłkarzy innych drużyn grających na Łazienkowskiej w Warszawie. Ulubieniec legionistów odszedł 1 września 1989 r. Po latach powstał film „Być jak Kazimierz Deyna”, swoisty hołd dla zawodnika.

Legii przeszło koło nosa przynajmniej 20 mln zł

Faza grupowa europejskich pucharów po raz kolejny nie dla polskich drużyn. Ostatnim naszym przedstawicielem była Legia Warszawa, która w czwartek...

zobacz więcej

Dzieciństwo Deyna spędził w Starogardzie Gdańskim. Tam też zaczęła się jego przygoda z futbolem. Na początku przeszedł do ŁKS-u Łódź, a potem była już tylko Legia. I reprezentacja Górskiego.

Mówili na niego „Kaz”, „Generał”, „Kaka”. Pierwsza ksywka to skrót od imienia. Druga wynikała ze służby wojskowej Deyny, który rządził na boisku, był strategiem, „generałem” drużyny.

Dlaczego „Kaka”? Być może chodziło o słynne „rogale”, firmowe strzały Deyny, które w jakiś niewytłumaczalny sposób znajdowały drogę do bramki. Tak jak słynne „kaczki", kamyki rzucane na wodę...

Ale ponoć Deyna, który nienagannie poruszał się po boisku, w „cywilu” miał tzw. kaczy chód...

Deyna trafił na swój czas: z Legią zdobywał mistrzostwa kraju, grywał w pucharach, a z reprezentacją najpierw zdobył złoto olimpijskie, a potem tytuł trzeciej drużyny świata. Ech, czasy...

W Argentynie nie strzelił karnego, który pozwoliłby Polsce grać dalej w finałach mistrzostw. Ponoć Deynę zdeprymował Zbigniew Boniek, który poza ustaloną kolejnością zgłosił się do strzelania jedenastki.

Jak było, tak było, ale potem pół Polski nadal kochało Deynę, a pół – nienawidziło. Piłkarz postanowił spróbować kariery w klubach zagranicznych. Późno? Cóż, wówczas obowiązywał jeszcze przepis, że na grę w zachodnich klubach PZPN dawał zgodę piłkarzom pod trzydziestkę.

A o Deynę po 1974 r. starały się m.in. Saint-Étienne, AC Milan, Inter Mediolan, AS Monaco, Real Madryt i Bayern Monachium.

W końcu w 1978 r. piłkarz dostał zgodę na transfer do angielskiego Manchester City. Anglicy mieli za pozyskanie zawodnika zapłacić sto pięćdziesiąt tysięcy funtów, co wówczas było kwota niebywałą...

Karierę Deyna kończył za oceanem w San Diego Sockers. Źle to się skończyło: rozpad rodziny, nadużywanie alkoholu, menadżer-oszust, który pozbawił piłkarza wszystkich oszczędności...

Ostatni mecz Deyna rozegrał 31 maja 1987 r. przeciwko Tacoma Stars. Zmarł 1 września 1989 r. w San Diego, po wypadku samochodowym na międzystanowej drodze nr 15. Został pochowany na El Camino Memorial Park w San Diego. W 2012 r. jego prochy przywiezione zostały do Polski - został pochowany w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach, a w Warszawie przy stadionie Legii odsłonięto jego pomnik.

źródło:

Zobacz więcej