Podpalaczem... naczelnik OSP?

Od tygodni w okolicach Nowej Wsi Lubińskiej w woj. dolnośląskim, niemal noc w noc płonęły lasy. Jak się okazuje – nieprzypadkowo. Teraz spłonąć wstydem może także miejscowy naczelnik OSP, który okazał się podpalaczem.

Trzy pożary w styczniu i w lutym, w marcu dziesięć – to bilans podpaleń w okolicach Nowej Wsi Lubińskiej. Kwietniowe dane nie są jeszcze pełne, ale miejscowi strażacy wyjeżdżali do pożarów równie często.

W tym roku odnotowaliśmy około kilkunastu pożarów, ogólnie spaliło się piętnaście hektarów lasu – opowiada Paweł Jakubczyk, zastępca nadleśniczego w Lubinie.

Strażacy gasili często, ale też nadzwyczaj szybko i sprawnie. Leśnicy koniecznie chcieli jednak znaleźć podpalacza. W końcu udało się przyłapać go na gorącym uczynku, a prokuratura postawiła zarzuty

Mężczyzna ten został zauważony, jak wjechał samochodem do lasu, pojechał w określone miejsce, potem wyjechał, a zaraz po tym jak opuścił las, zaczął w tym miejscu unosić się dym. Później okazało się, że nastąpiło tam podpalenie – relacjonuje Liliana Łukasiewicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Legnicy.

Domniemany podpalacz to Jan I., który jest... naczelnikiem miejscowej Ochotniczej Straży Pożarnej.

Podejrzany, który nie przyznaje się do winy, odmówił składania wyjaśnień w prokuraturze.

Prokuratura ma kilka hipotez. Niektórzy twierdzą, że zrobił to z miłości do pieniędzy, bo za godzinę akcji gaśniczej strażak otrzymuje od lokalnych władz finansową premię, w wysokości ok. 18 zł.

Tymczasem koledzy z OSP bronią naczelnika – Dba o swoją jednostkę, dba o swoich ludzi więc moja ocena jest jak najbardziej pozytywna – mówi jeden z nich.

Strażak z zarzutami nadal będzie gasił pożary, przynajmniej do czasu ewentualnego wyroku sądowego.

źródło:
Zobacz więcej