Aresztowany biznesmen i islamistyczny Robocop. Kto zostanie prezydentem Tunezji?

Tunezja jest jednym z nielicznych krajów arabskich i muzułmańskich, w których panuje demokracja (fot. REUTERS/Anis Mili)

Choć do wyborów prezydenckich w Tunezji zostały niespełna trzy tygodnie (15 września) to trudno przewidzieć, jaki będzie ich wynik. Komisja Wyborcza zarejestrowała 26 kandydatów, spośród których co najmniej siedmiu ma szanse na przejście do drugiej tury. Tunezja jest jednym z nielicznych krajów arabskich i muzułmańskich, w których panuje demokracja.

Stan wyjątkowy w Tunezji znowu przedłużony

Prezydent Tunezji Bedżi Kaid Essebsi ogłosił w piątek przedłużenie o kolejny miesiąc stanu wyjątkowego ustanowionego w kraju w listopadzie 2015...

zobacz więcej

Nieprzewidywalne wybory

W połowie sierpnia komisja wyborcza zarejestrowała 26 kandydatów odrzucając aż 71 zgłoszeń. W poprzednich wyborach w 2014 r. brało udział 22 kandydatów, choć początkowo było ich 27, pięciu jednak wycofało się przed głosowaniem. W 2014 r. liczyło się tylko dwóch polityków, którzy ostatecznie przeszli do drugiej tury. Był to Badżi Kaid as-Sibsi, który ostatecznie wygrał oraz Moncef Marzuki, który był pierwszym prezydentem w latach 2011-2014. W 2011 r. głosowanie odbyło się jednak w parlamencie i Marzuki był jedynym kandydatem.

Spośród pozostałych kandydatów z 2014 r. tylko trzech otrzymało poparcie większe niż śladowe, a i tak różnica między trzecim kandydatem Hammą Hammamim, reprezentującym tunezyjskich socjalistów, a drugim Marzukim wyniosła ponad 25 punktów procentowych. Zarówno Marzuki jak i Hammami startują również i w obecnych wyborach i choć zaliczani są do czołówki kandydatów to jednak faworytami nie są. As-Sibsi natomiast zmarł miesiąc temu w wieku 92 lat.

W tym roku znacznie trudniej przewidzieć wyniki, a lista kandydatów zdominowana jest przez osoby niezależne, czasem dość enigmatycznych kandydatów. W dodatku parlament tunezyjski w ostatniej chwili próbował wprowadzić nowe prawo wyborcze, ograniczające bierne prawo wyborcze i eliminujące kilku czołowych kandydatów, w tym uznawanego za faworyta Nabila Karouiego oraz Abir Mussi, b. zastępczynię sekretarza generalnego rządzącej do 2011 r. Zgromadzenia Demokratyczno–Konstytucyjnego (zakazanego po obaleniu dyktatury Ben Alego). W przeciwieństwie do poprzednich wyborów swojego kandydata postanowiła wystawić też islamistyczna partia Ennahda, powiązana z Bractwem Muzułmańskim.

Faworyt za kratkami


Jeśli wierzyć przeprowadzonym jeszcze w lipcu sondażom, to do drugiej tury powinien przejść Karoui oraz niezależny kandydat Kais Saied. Tyle, że do tunezyjskich badań opinii publicznej trzeba podchodzić z dużą ostrożnością. Ponadto były one przeprowadzone, gdy pełna lista zarejestrowanych kandydatów była jeszcze niepewna.

Obecnie obserwatorzy za czołowych kandydatów, poza dwoma wyżej wymienionymi, uznają aktualnego premiera Jusufa asz-Szahida, kandydata islamistycznej Ennahdy Abdelfataha Muru, reprezentującą obalony w 2011 r. reżim Abir Mussi obecnego ministra obrony Abdelkarima Zbidiego i b. prezydenta Moncefa Marzukiego.

Lekarze odratowali tunezyjskiego prezydenta

Prezydent Tunezji Bedżi Kaid Essebsi opuścił szpital, do którego trafił w czwartek w stanie krytycznym. 92-letni Essebsi jest, po brytyjskiej...

zobacz więcej

Nabil Karoui, który według ostatniego, przeprowadzonego na początku lipca, sondażu mógł liczyć na pierwsze miejsce i 23 proc. poparcia, został 23 sierpnia, kilka dni po rejestracji kandydatur, aresztowany i prawdopodobnie kampanię wyborczą prowadzić. Ten 56-letni biznesmen jest właścicielem jednej z głównych tunezyjskich telewizji prywatnych Nessma oraz organizacji charytatywnej Chalil Tunes i czasem nazywany jest „arabskim Berlusconim”. Za kratki trafił pod zarzutem prania brudnych pieniędzy oraz oszustw podatkowych. Jego kandydatura jednak nie zostanie skreślona z list wyborczych, a sam Karoui oskarża władze o to, że prześladują go z przyczyn politycznych.

Karoui nie jest też osobą całkiem nową w tunezyjskiej polityce, choć uważany jest za jednego z kandydatów anty-establishmentowych. W 2011 r. jego media jako pierwsze zaczęły podawać informacje o protestach przeciwko reżimowi Ben Alego. Później był blisko związany z as-Sibsim i współzakładał partię Nida Tunes, która w 2014 r. wygrała wybory. Wszedł jednak w konflikt z liderami tej partii i odszedł z niej w 2017 r., a niedawno założył własną o nazwie Kalb Tunes (Serce Tunezji).

Karoui uważany jest za zdecydowanego przeciwnika islamizacji Tunezji. Jeszcze w końcu 2011 r. jego telewizja nadała film „Persepolis”, pokazujący islamizację Iranu po rewolucji w 1979 r., co wywołało ostrą reakcję islamistów, którzy wkrótce potem przejęli władzę. Ponadto odwołuje się on do elektoratu zawiedzionego złą sytuacją ekonomiczną w Tunezji i zapowiada „liberalizację gospodarczą”. Do najbardziej wykluczonego ekonomicznie elektoratu dociera natomiast za pośrednictwem swojej organizacji charytatywnej, rozdając pomoc i codziennie relacjonując to w swojej telewizji.

Kryptoislamista planujący likwidację parlamentu

Jeśli wierzyć sondażom z lipca, to jego kontrkandydatem w drugiej turze będzie enigmatyczny profesor prawa konstytucyjnego Kais Saied (zwany w Tunezji Robocopem), który m.in. zamierza zlikwidować parlament, gdyż chce daleko idącej decentralizacji Tunezji i przeniesienia kompetencji centrum do regionów. Zapowiedział również, że nie wprowadzi się do Pałacu Prezydenckiego, jego żona nie będzie pierwszą damą, a on w ogóle nie zamierza na siebie głosować.

Krytycy Saieda uważają jednak, że za wizerunkiem antysystemowca i człowieka pragnącego walczyć z korupcją, kryje się bardzo niebezpieczna, skrajnie islamistyczna agenda, a jego kandydatura jest wspierana przez ekstremistyczne ugrupowania salafickie takie jak podejrzewana o terroryzm Hizb at-Tahrir. Potwierdzeniem tego ma być stosunek Saieda do Koranu jako najwyższego źródła prawa nie podlegającego interpretacji. Na tej podstawie Saied chce znieść równouprawnienie kobiet i mężczyzn w prawie spadkowym.

Strzelali do turystów z broni maszynowej. Wyroki po krwawych zamachach

Sąd w Tunezji wymierzył kary dożywotniego więzienia za zorganizowanie w 2015 roku zamachów w tym kraju. W ataku na muzeum Bardo w Tunisie oraz na...

zobacz więcej

Saied nie będzie jednak jedynym kandydatem starającym się o głosy islamistycznego elektoratu w Tunezji. Swojego kandydata w ostatniej chwili postanowiła wystawić też główna islamistyczna partia Ennahda. Ani w 2011 r. ani też w 2014 r. tego nie zrobiła z ostrożności. Warto pamiętać, że jej bliźniacza partia w Egipcie sięgnęła po najwyższy urząd w państwie i zakończyło się to dla niej całkowitą klęską.

Po początkowym sukcesie i próbie konsolidacji władzy została ona jej pozbawiona w wyniku przewrotu, a b. prezydent Muhammad Mursi zmarł w więzieniu. Ennahda dotąd koncentrowała się na wyborach parlamentarnych i udziale w rządzie. W 2011 r. wygrała wybory parlamentarne zdobywając 37 proc. głosów i ponad 41 proc. mandatów, całkowicie deklasując rywali i przejmując rządy. Postępująca islamizacja Tunezji i swoboda działania ekstremistów muzułmańskich doprowadziła jednak do masowych protestów.

Ennahda była jednak ostrożniejsza od egipskiego Bractwa Muzułmańskiego i na początku 2014 r. zrobiła krok w tył, godząc się na rząd techniczny do nowych wyborów, które przegrała z nowoutworzoną Nidą Tunes stosunkiem 37 proc. do 27 proc. Pozostałe partie, głównie lewicowe, nie liczyły się, a po wyborach Nida dopuściła Ennahdę do rządu oddając jedną tekę w nowym gabinecie.

Decyzja Ennahdy o wystawieniu kandydata w wyborach prezydenckich wywołała duże kontrowersje również wewnątrz tej partii. Kandydatem nie został jednak 78-letni lider tej partii Raszid Ghannuszi, lecz 7 lat młodszy jego zastępca Abdelfateh Muru, który jest również duchownym muzułmańskim oraz pełni obecnie funkcję przewodniczącego parlamentu. Zdaniem wielu obserwatorów wątpliwe jest jednak by Muru zdołał wygrać, a jeśli nie dostanie się nawet do drugiej tury, to może to negatywnie wpłynąć na wynik Ennahdy w październikowych wyborach parlamentarnych i pogrzebać jej szanse na udział w kolejnym rządzie.

Kandydaci podzielonego obozu władzy i ancien regime’u

Trudno też ocenić szanse premiera Asz-Szahida i ministra obrony Abdelkarima Zbidiego. Asz-Szahid po konflikcie wewnątrz Nidy Tunes odszedł z niej i założył własne ugrupowanie o nazwie Tahya Tunes. Nida natomiast wystawiła w wyborach Zbidiego, który był blisko związany ze zmarłym prezydentem As-Sibsim. Zarówno Szahid jak i Zbidi walczyć będą o ten sam liberalny, antyislamistyczny elektorat, który 5 lat temu zdecydował o zwycięstwie Nidy i As-Sibsiego. Tyle, że podziały wewnątrz partii i rozczarowanie Tunezyjczyków sytuacją ekonomiczną powodują, że ten elektorat się skurczył, a dodatkową konkurencją jest Karoui. I dlatego właśnie obóz rządzący tak usilnie starał się uniemożliwić jego start, a teraz chce przynajmniej go utrudnić.

Wśród pozostałych kandydatów na uwagę zasługuje jedna z dwóch kobiet startujących w tych wyborach: Abir Mussi. Jako była wysoko postawiona członkini aparatu obalonego w 2011 r. reżimu Ben Alego stoi ona obecnie na czele Wolnej Partii Desturian, która jest kontynuatorką zakazanego Zgromadzenia Demokratyczno–Konstytucyjnego. W poprzednich wyborach zarówno prezydenckich jak i parlamentarnych poparcie dla tego ugrupowania nie przekroczyło 1,5 proc., ale w lipcowych sondażach Abir Mussi była zwykle trzecia.

„Życie uratowała nam książka”. Polskie małżeństwo opowiada o dramacie w Tunisie

– Wychodziliśmy z muzeum, kończyła się wycieczka i wracaliśmy do autokaru. Postanowiłem jeszcze wejść do księgarni i kupić książkę – powiedział na...

zobacz więcej

W tunezyjskich wyborach startuje też dwóch kandydatów tunezyjskiej lewicy co zmniejsza i tak niewielkie szanse tego nurtu na wejście do drugiej tury. Ciekawostką jest to, że start planował też tunezyjski aktywista LGBT Munir Baatur, ale jego kandydatura nie została zarejestrowana. Zarejestrowany został natomiast biznesmen Slim Riahi, ścigany w Tunezji listem gończym pod zarzutem korupcji. Riahi prowadzi swoją kampanię będąc poza Tunezją, ale wystawił też listę w wyborach parlamentarnych.

Niepewna przyszłość


Choć kompetencje prezydenta Tunezji są ograniczone, to jego rola wykracza poza rolę ceremonialną. Poza tym trzy tygodnie po pierwszej turze wyborów prezydenckich odbędą się wybory parlamentarne. Nie wiadomo, czy druga tura wyborów prezydenckich odbędzie się razem z parlamentarnymi czy później, gdyż zgodnie z konstytucją powinna mieć miejsce dwa tygodnie po ogłoszeniu wyników pierwszej tury. Nie ulega jednak wątpliwości, że wyniki wyborów prezydenckich wpłyną na wybory parlamentarne.

Tunezja co roku przyciąga turystów z całego świata, w tym z Polski. Jednak to również kraj, którego społeczeństwo jest bardzo spolaryzowane. Turyści zwykle widzą tą nowoczesną, niemal europejską twarz Tunezji. Ale to z tego kraju wjechała największa ilość zagranicznych ochotników tzw. Państwa Islamskiego. Jakakolwiek destabilizacja polityczna grozi więc chaosem w kraju, zintensyfikowaniem aktywności terrorystycznej i zniweczeniem tego, co ten kraj osiągnął po Arabskiej Wiośnie. Jednak fakt, że spośród głównych kandydatów jeden siedzi w areszcie, inny chce likwidować parlament, kolejny reprezentuje islamistów, a jeszcze inna reprezentuje stary reżim (poza tym islamiści zapewne nie ucieszyliby się gdyby wygrała kobieta), powoduje, że z wyborami tymi wiąże się wiele obaw.

źródło:
Zobacz więcej