Krzysztof Karnkowski: Wszyscy kradną!

Taśmy pokazały ludziom, że władza nie tylko za ich pieniądze się bawi i robi interesy, ale też zwyczajnie nimi gardzi (fot. (fot. Shutterstock/Anelo) )

Przez chyba cały okres III RP od 1989 roku w społeczeństwie żywe było przekonanie, że każda władza kradnie i że tak właściwie być musi. Szukano więc pocieszeń i uzasadnień, żeby się z władzą, mimo wszystko, męczyć. Na przykład można było wybaczyć wiele, jeśli przy okazji ładnie wyglądała, stwarzała przynajmniej pozory nowoczesności i światowości, a jeśli jeszcze była lubiana za granicą, wtedy dawało nam to pełnię szczęścia, niektórym zaś również dwie kadencje rządów. Jeżeli natomiast propagandzie opozycji udawało się wytworzyć wrażenie, że władza nie spełnia tych warunków dodatkowych, wtedy nawet ewentualne przekonanie o uczciwości rządzących nie wystarczyło. Gdzieś w okolicach 2015 roku mechanizm ten przestał służyć tym, którzy po cichu go lansowali. Dziś zaś zwyczajnie się na nich mści.

Wybory parlamentarne: najciekawsze pojedynki „jedynek”

Znane są już wyborcze „jedynki” Prawa i Sprawiedliwości, Koalicji Obywatelskiej oraz Lewicy. Głównie w miastach wojewódzkich, ale nie tylko,...

zobacz więcej

W końcówce rządów Platformy wszystko posypało się dlatego, że uzasadnionemu przekonaniu o mocno aferalnej naturze ówczesnej władzy nie towarzyszyły już żadne mechanizmy uzasadniające jej dalszego trwania. Donald Tusk umknął za granicę, zaś ani Ewa Kopacz, ani Bronisław Komorowski nie nadawali się na ikony nowoczesności. Do tego na światło dzienne wyszły taśmy, które pokazały ludziom, że władza nie tylko za ich pieniądze się bawi i robi interesy (co jeszcze przeżyliby), ale też zwyczajnie nimi gardzi. Idioci pracujący za mniej niż sześć tysięcy, mieszkańcy Polski wschodniej, z którą wiadomo, co, zamiast abstrakcyjnych milionów usłyszeli o wyobrażalnych dla siebie kwotach, wydawanych na modelowe już ośmiorniczki. I powiedzieli dość, co ułatwiło jeszcze pojawienie się wyboru.

Partia, dotąd medialnie kreowana jako wymierający klub nieobliczalnych szaleńców, najpierw zaproponowała Polakom młodszego i sprawniejszego kandydata na prezydenta, a w chwilę potem wysłuchanie ich problemów i propozycje transferów socjalnych, inaczej rzecz biorąc dopuszczenia ludzi do owoców transformacji i gospodarczego cudu, o którym dotąd jedynie słyszeli lub czytali. I co przestało im już dawno wystarczać.

Cztery lata kadencji Prawa i Sprawiedliwości przyniosły zaś realizację tych obietnic. Oczywiście, przeciwnicy rządu dość mają wymieniania w kółko tych samych sukcesów, które w ich optyce żadnym sukcesem nie są. Program 500+ przyniósł jednak realną zmianę dla wielu polskich rodzin, nie tylko finansową, lecz również godnościową. W kolejnych latach, zwłaszcza zaś w bieżącym roku, poszły za tym inne, być może mniej spektakularne, lecz odczuwalne transfery socjalne i ulgi podatkowe dla młodych i gorzej zarabiających.

Nowy sondaż. Do Sejmu nie wchodzi jedna koalicja

Gdyby wybory do Sejmu odbyły się w sierpniu 38 proc. badanych deklarujących udział w nich poparłoby PiS; 26 proc. – Koalicję Obywatelską, a 10...

zobacz więcej

Po raz pierwszy więc zauważono, że społeczeństwo nie składa się wyłącznie z ambitnych, zaradnych i lepiej ustawionych, lecz również wszystkich tych, którzy z różnych przyczyn – wieku, miejsca zamieszkania, dziedziczonego ubóstwa – upośledzeni są zarówno na rynku pracy, jak i w całości tej społecznej układanki. Opozycja tymczasem nie była w stanie, co więcej nie jest w stanie nawet dziś, w obliczu groźby kolejnej klęski wyborczej, przedstawić spójnej alternatywy dla tej społecznej zmiany. W przekazie koalicjantów wciąż równorzędne są tezy o konieczności zachowania, weryfikacji lub odebrania świadczeń uzyskanych przez ich beneficjentów w ostatnich latach.

Nie może być inaczej w sytuacji, w której bardzo dużą część tożsamości żelaznego elektoratu Platformy, a chyba w jeszcze większym stopniu dawnych wyborców Nowoczesnej, stanowi całkowita pogarda dla środowisk, które skorzystały na zmienia podejścia państwa do wsparcia finansowego. Wszystkie pamiętne już wypowiedzi celebrytów dających przykład swoim fanom, jak nienawidzić należy „hołoty od 500”, wszystkie internetowe wpisy ludzi (w swoim odczuciu) kulturalnych i wykształconych, sprawiają, że ich polityczna reprezentacja nie może powiedzieć jasno, że niczego nikomu nie odbierze. Zmuszona jest do kluczenia, zapowiedzi urealnienia, wprowadzenia rozmaitych obostrzeń, w tym takich, które de facto odbierają sens całemu świadczeniu. I jest to przez beneficjentów doskonale słyszane.

„Akcja insynuacji i oskarżeń sędziów pod adresem innych sędziów”. KRS opublikowała stanowisko

Prezydium Krajowej Rady Sądownictwa wydało oświadczenie, w którym wyraża niepokój wobec doniesień o „inspirowaniu lub nadzorowaniu zorganizowanej...

zobacz więcej

Sympatycy opozycji, dziennikarze i naukowcy, łamią sobie głowy, jak to jest, że choć codziennie będące ich całym i jedynym światem media kipią z oburzenia na kolejną, potężną i oburzającą „aferę PiS”, poparcie społeczne dla partii rządzącej jest właściwie stabilne. Obrażają się przy tym na te same grupy społeczne, które poniżają sami przy niemal każdej okazji i narzekają, że ludzie stali się obojętni na wszelką krytykę władzy, bo „PiS, chociaż kradnie, to się dzieli”. Bardziej wyrobieni i zaprawieni w bojach wyborcy prawicy większość informacji o rządzących traktuje, całkiem zresztą słusznie, jako propagandę mediów będących stroną politycznego sporu.

Bardzo wiele osób uważa zapewne zarzuty za przesadzone, rzekome afery za dęte, a do tego dotyczące spraw zupełnie dla nich abstrakcyjnych i nieistotnych. Jednak można być pewnym, że istnieje również grupa wyborców PiS, która, choć z innym rozłożeniem akcentów, może tłumaczyć sobie polską politykę dokładnie w taki sposób, jaki przypisują im opozycyjni komentatorzy. Ci sami, którzy wspólnie z samymi politykami i twórcami medialnego i politycznego ładu Polski po 1989 roku, obniżali społeczne oczekiwania wobec polityków. Najwyraźniej stworzony przez nich mechanizm gdzieniegdzie działa, tyle, że już nie pod ich kontrolą.

Marek Kuchciński rezygnuje z funkcji Marszałka Sejmu

Informuję, że w dniu jutrzejszym zamierzam złożyć rezygnację z funkcji Marszałka Sejmu – powiedział na konferencji prasowej Marek Kuchciński. Na...

zobacz więcej

Oczywiście, nie to jest jednak najważniejsze. Opozycja, zgodnie z przyjętym przez siebie mianem „totalnej”, przez lata oswoiła ludzi z bezlitosnym i permanentnym atakiem na rząd. Każdy zarzut, jaki pojawia się wobec PiS, czy będzie to sprawa lotów marszałka, czy choćby internetowa nadaktywność urzędnika Ministerstwa Sprawiedliwości, traktowany będzie nie w kategorii wydarzenia, nad którym można ewentualnie się pochylić, by przeanalizować swoje wyborcze decyzje, a jako element cudzej politycznej wojny. Grzegorz Schetyna wraz z sojusznikami przez cztery lata zaszczepili większość Polaków przeciwko wszelkim swoim narracjom, którymi mogliby próbować odsunąć PiS od władzy. Tym bardziej, że w odróżnieniu od partii Jarosława Kaczyńskiego, opozycja nie ma żadnej spójnej kontrpropozycji.

W uproszczony schemat „politycy kradną” (przy czym jako kradzież rozumie się tutaj również niegospodarność czy wykorzystywanie pozycji do własnych celów) wpisuje się natomiast znakomicie, o czym niemal codziennie dowiadujemy się na nowo, słysząc o kolejnych aferach i nadużyciach, czy to z czasów rządzenia ekipy Tuska i Kopacz, czy to z samorządów. I kiedy PiS w sytuacjach, które budzą społeczne wątpliwości, nie ucieka od radykalnych, choćby bolesnych dla siebie rozwiązań, opozycja idzie w zaparte, wszystko tłumacząc zemstą polityczną rządzących.

Najnowszy sondaż zaufania do polityków. Zmiana lidera

Politykiem z największym zaufaniem jest premier Mateusz Morawiecki – wynika z sondażu Ibris dla Onetu. Drugie miejsce przypadło prezydentowi...

zobacz więcej

Co więcej, nie jest w stanie dogadać się między sobą, co widać i po ciągnącej się sprawie przyjęcia zasady jednego kandydata opozycji na jedno miejsce w Senacie, czy to po listach wyborczych do Sejmu. Na tych ostatnich znajdziemy bowiem zarówno osoby znane głównie z psucia debaty publicznej w internecie (Klaudia Jachira, Maria Nurowska), jak i dawnych polityków PiS, którzy z nieufnością traktowani będą zapewne przez obie strony. Na pewno zaś nie zostaną potraktowani poważnie, powagi tej sami się przez lata bardzo skutecznie pozbawiając.

PiS spokojnie zgarnia więc w sondażach 40-45 proc., Grzegorz Schetyna wygrywa zaś jedynie, jeśli zapytać o to, kto powinien odpuścić sobie politykę, a marszałek Kuchciński nawet po dymisji i kilku dniach medialnego ostrzału okazuje się być wciąż bardziej godny zaufania od Donalda Tuska. Łatwiej jednak jest się obrażać, niż próbować zrozumieć, czemu znów nie wychodzi.

źródło:
Zobacz więcej