Trump marginalizuje Niemcy. Berlin sam jest sobie winien

Donald Trump wielokrotnie krytykował Niemcy (fot. REUTERS/Yves Herman)

Niemcy skarżą się, że Donald Trump ich ignoruje, a zamiast z Berlinem rozmawia z Warszawą. Antyamerykanizm nad Łabą urósł jednak do takich rozmiarów, że mieszkańcy tego kraju bardziej obawiają się USA niż Rosji i Chin. Ich postawa wpływa na rozłamy w Unii Europejskiej, a także utrudnia relacje z Polską.

Amerykańskie media o spotkaniu Duda-Trump: Sukces Polski kosztem Niemiec

Większość czołowych amerykańskich mediów głównego, z reguły niechętnego amerykańskiemu prezydentowi nurtu przedstawia spotkanie w Andrzeja Dudy z...

zobacz więcej

Donald Trump ma fatalne zdanie o Niemczech i uważa, że kraj ten bogaci się kosztem USA – chodzi o nadwyżkę eksportową – a także domaga się od nich wyższych nakładów na obronność, przynajmniej 2 proc. PKB ustalonych wewnątrz NATO – czytamy na stronie dziennika „Deutsche Welle”.

W artykule zwrócono również uwagę na jego chłodne relacje z kanclerz Angelą Merkel i na to, że nigdy nie odwiedził jako prezydent Berlina.

Także podczas obecnej wizyty w Europie, z okazji szczytu państw grupy G7 w Biarritz we Francji, Trump nie uda się do Niemiec. Już niedługo będzie natomiast w Polsce (31 sierpnia – 2 września), co Niemcy, a jakże, zauważają i przestają lekceważyć.

W komentarzu dla „DW” Nile Gardiner z Heritage Foundation w Waszyngtonie ocenia, że Polska stała się w Waszyngtonie wpływowym graczem i ma tam większy wpływ niż Niemcy. „Wręcz określiłbym Polskę jako drugiego po Brytyjczykach, najważniejszego sojusznika USA” – przekonuje ekspert.

Co więcej, „DW” podkreśla, że relacje Waszyngtonu z Warszawą przynoszą konkretne rezultaty i że podparte są interesami, z których korzyści mają obie strony. Chodzi m.in. o kwestie LNG, czy zwiększenie amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce.

Nasz kraj jest chwalony przez Stany Zjednoczone za wypełnianie zobowiązań wobec NATO, czego wciąż nie robią Niemcy, a także za sprzeciw wobec budowy Nord Stream 2, co jest również niekorzystne dla Berlina, który wspólnie z Moskwą buduje ten gazociąg.

W Polsce Trump może czuć się komfortowo, gdyż spotyka się nie tylko z bardzo pozytywnym przyjęciem rządzących, ale również zwykłych obywateli, a w Niemczech czekałyby go wszędzie wrogie mu tłumy, media i duża część klasy politycznej.

Trump o Nord Stream 2: Niemcy stają się zakładnikiem Rosji, jeżeli coś złego się wydarzy

Niemcy stawiają się w bardzo słabej pozycji, nawet 70 proc. energii dostarczanych jest z Rosji; Niemcy stają się zakładnikiem Rosji, jeżeli...

zobacz więcej

Jakie wyjaśnienie obecnej sytuacji – czyli chłodnego podejścia Trumpa do Niemiec – znajduje „DW”? Wiadomo, najwygodniejsze dla swojego czytelnika, takie, by bynajmniej nie poczuł, że może jednak coś jest nie tak po stronie władz w Berlinie, że może jednak Trump ma powody, by być rozczarowany postawą europejskiego sojusznika.

Zamiast tego mamy ciąg oskarżeń wpisujących się nie tylko w dominujący w tym kraju, podobnie jak we Francji, antyamerykanizm, który po dojściu do władzy nowego prezydenta został dodatkowo wzmocniony przez antytrumpizm.

Oprócz bezrefleksyjnego przypisywania amerykańskiemu liderowi wszystkich wad, którymi dzień w dzień opisuje go lewica w USA, z małostkowością, ignorancją, megalomanią na czele, w skrajniejszych wersjach po prostu – faszyzmem, dochodzi zdwojony strach przed Trumpem – niszczycielem światowego porządku tak starannie budowanego i pilnowanego przez europejskie lewicowo-liberalne elity, co miało miejsce choćby w przypadku opuszczenia przez USA porozumienia z Iranem.

Dla większości Niemców jasne jest, że Trump jest przeciwnikiem wizji coraz bardziej lewicowej, socjalistycznej, centralistycznej UE, kierowanej z tylnego siedzenia przez Berlin. Chociaż wciąż pod jego adresem formułowane są zarzuty, że zwyciężył w wyborach prezydenckich dzięki poparciu Władimira Putina, którego ma być marionetką, to jednak jego polityka wobec Moskwy nie spotyka się ze zrozumieniem.

Z sondażu przeprowadzonego przez instytut badania opinii YouGov wynika, że większość Niemców (53 proc.) chce zdjęcia sankcji z Rosji, a popiera je jedynie 23 proc. pytanych. W badaniu przeprowadzonym przez niemiecką agencję DPA tylko 6 proc. ankietowanych zadeklarowało, że ufa Donaldowi Trumpowi, przy czym zaufanie do Władimira Putina wyraziło 27 procent respondentów.

Mosbacher: Chętnie powitalibyśmy w Polsce żołnierzy USA stacjonujących w Niemczech

W przeciwieństwie do Niemiec, Polska wypełnia zobowiązanie do wydatkowania 2 proc. PKB na rzecz NATO. Chętnie byśmy powitali w Polsce amerykańskich...

zobacz więcej

Tymczasem USA nakładają na tej kraj kolejne sankcje i ostro krytykują go na arenie międzynarodowej. Nie podtrzymują też fikcji – takich jak choćby od lat łamany przez Kreml układ INF. Waszyngton rozumie też obawy Europy Środkowo-Wschodniej wywołane agresywna postawą Moskwy i wspierają jej bezpieczeństwo – zarówno militarnie jak i energetycznie. Pomaga też – o wiele skuteczniej niż Berlin czy Paryż – Ukrainie, która wciąż musi mierzyć się z rosyjską agresją.

Niemcy nie rozumieją również, z jakiego powodu USA krytykują budowę Nord Stream 2 i grożą nałożeniem na tej projekt restrykcji, przecież – w co nikogo nie udało im się przekonać – jest to jedynie projekt polityczny, a głosy sprzeciwu pod jego adresem płynące z Polski i innych krajów regionu, wynikają – w ich opinii – jedynie z braku zrozumienia dla potrzeb niemieckiej gospodarki i utrzymującej się w tych państwach rusofobii. Przecież Berlin doskonale dogaduje się z Kremlem, więc w czym problem?

Lista niemiecki zarzutów pod adresem USA jest długa. Gdy jednak ze strony amerykańskiej – ambasadorów tego kraju i w Polsce – pojawiły się głosy, by przenieść żołnierzy USA z tego kraju do Polski, nagle Niemcy uznali, że aż tak im Jankesi nie przeszkadzają i że taki ruch doprowadziłby do jeszcze większych podziałów w UE.

Niechęć większości Niemców i ich klasy politycznej do Trumpa zatruwa i podkopują relacje między Europą a USA. Na szczęście Waszyngton zauważa, że na Starym Kontynencie są też kraje – jak Polska, które wciąż za naturalnego sojusznika postrzegają Stany Zjednoczone a nie Rosję.

To nie Trump dzieli Europę czy UE. To Berlin i Paryż, swoją arogancją i chęcią realizowania za pomocą UE swoich partykularnych celów, wywołują kolejne antagonizmy zarówno we wspólnocie, jak i w relacjach z USA.

Niemcom pozostaje albo przedefiniować swoją politykę wobec Trumpa albo liczyć na jego przeczekanie i zwycięstwo, któregoś z kandydatów Demokratów. Do tego czasu będą pielęgnować swoją niechęć do USA, a przy tym pogłębiać relacje z Rosją. W ten sposób Berlin realizuje politykę Kremla, który od czasów Związku Sowieckiego dąży do tworzenia podziałów w świecie Zachodu i osłabiania wpływów Stanów Zjednoczonych w Europie.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

źródło:
Zobacz więcej