Samuel Pereira: Zatrzymać to szaleństwo

„Za chwilę dziennikarz nie będzie mógł nawet przyjrzeć się otrzymanej informacji, bo okaże się, że źródło zrobiło coś nieetycznego” (fot. arch. PAP/Leszek Szymański)

Od zacietrzewionych polityków nie można wiele wymagać. Szczególnie w kampanii wyborczej. Jak jednak nazwać dziennikarzy, którzy wiedząc, że informatorów ma się przeróżnych (wśród nich osoby prywatne, urzędnicy, politycy różnych opcji, a nawet przestępcy) – teraz czynią zarzut kolegom z branży za to, że kiedyś kontaktowali się z osobą, która dziś okazuje się niewiarygodna? Nie od dziś wiadomo, że kluczem do oceny danego newsa jest rzetelna praca i sprawdzenie go przed publikacją, a nie stopień świętości źródła.

Samuel Pereira o pozwie RASP: Odbieram to jako próbę ograniczenia mi prawa do wypowiedzi

Niemiecko-szwajcarski koncern Ringier Axel Springer wytacza działa. Wydawnictwo wysłało pozew cywilny do Samuela Pereiry, szefa portalu tvp.info za...

zobacz więcej

„Panie Romanie, dziękuję za ciekawą informację, ale ja nawet nie mam ochoty jej zbadać, bo nie mam pewności czy kiedyś się nie okaże pan nieuczciwy”. Czy w ten sposób dziennikarze powinni reagować otrzymując ciekawe przecieki, dokumenty, newsy? A może mają się jedynie skupić na oficjalnych przekazach dnia polityków i sędziów, bez dochodzenia do sedna danego tematu, czy wydarzenia?

Według Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy (Fédération Internationale des Journalistes) są trzy zasady określające wzór postępowania dziennikarza względem źródła:

1. Dziennikarz może przekazywać tylko te informacje, których źródło jest mu znane. Nie wolno mu zatajać istotnej informacji lub preparować dokumentów.

2. Do gromadzenia informacji, zdjęć i dokumentów dziennikarz powinien stosować wyłącznie uczciwe metody.

3. Dziennikarz powinien strzec tajemnicy źródła danej informacji.

Standardowo w sytuacji, w której ktoś anonimowo przekazuje dziennikarzowi jakąś ciekawą informację, ten najpierw w ramach swoich umiejętności i doświadczenia ocenia potencjalną wiarygodność i logiczną konstrukcję danego „newsa”, jeśli jest to informacja, która wydaje mu się ciekawa, zadaje pytania pozwalające ustalić szczegółowo dany fakt, głównie krytyczne wobec źródła, żeby zweryfikować jego prawdopodobieństwo.

Następnie weryfikuje pozyskane informacje w innych źródłach, a gdy sprawa dotyczy kogoś, do kogo dziennikarz może się zwrócić – robi to. Im więcej faktów podpartych na innych, nie anonimowych źródłach, dokumentach, zdjęciach, czy nagraniach wideo albo audio, tym lepiej. Do ostatecznej publikacji dochodzi po dogłębnym zbadaniu tematu, ustaleniu faktów, dat i np. związku przyczynowo skutkowego opisywanych zjawisk.

Przy wielu mocnych, ciekawych newsach pierwszym ogniwem jest osoba anonimowa, to może być telefon, mail, kartka pod wycieraczką. Samo pochylenie się nad taką informacją i rozmowa z nieznanym sobie źródłem nie jest ani przestępstwem, ani czymś dziennikarsko nieetycznym. To od pracy dziennikarza, jego wiedzy, doświadczenia i rzetelności zależy, czy po zweryfikowaniu i zgłębieniu otrzymanego „tematu” dojdzie ostatecznie do publikacji i w jakim kształcie.

O karierach i autorytetach, co skończyć się nie mogą

Polska po 1989 roku dorobiła się swoistej kasty nietykalnych. Ludzi, którzy pomimo wielu wpadek, kompromitacji, czasem wręcz problemów z prawem,...

zobacz więcej

To wszystko są oczywistości dla dziennikarzy, a przynajmniej być powinny. Można jednak odnieść wrażenie, że nie dla wszystkich. W ostatnich dniach, gdy wyszła na jaw nieetyczna działalność jednej z użytkowniczek Twittera, część mediów, w tym (o zgrozo!) branżowych postanowiło sam fakt kontaktu z nią użyć do ataku na kolegów dziennikarzy.

Tego typu ataki tłumaczyć można tylko na dwa sposoby: brakiem doświadczenia i wiedzy na temat postępowania względem źródłem, czy pracy nad informacją albo złą wolą motywowaną sympatiami politycznymi.

Czas najwyższy powstrzymać to szaleństwo, bo za chwilę okaże się, że dziennikarz nie może nawet przyjrzeć się otrzymanej informacji, a tym bardziej (nawet po dogłębnej weryfikacji w innych źródłach) ją opublikować, bo za dwa lata się okaże, że źródło zrobiło coś nieetycznego.

A politycy Platformy Obywatelskiej niech na chwilę opanują swoje kampanijne emocje i zastanowią się, jakim absurdem jest atakowanie dziennikarzy za korzystanie z nieoficjalnych i anonimowych źródeł informacji. Szczególnie gdy oni sami wielokrotnie używali medialnych doniesień – opartych na takich źródłach, tyle że niezweryfikowanych – w swojej nieustającej fakenewsowej walce z Prawem i Sprawiedliwością.

źródło:
Zobacz więcej