Inwigilowała ks. Blachnickiego, zmieniła nazwisko po dekonspiracji męża. Przeszłość Jolanty Lange

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski (L) oraz przedstawicielka Stowarzyszenia Prohumanum Jolanta Lange (2L) przed konferencją prasową nt. V Warszawskich Dni Różnorodności (fot. arch. PAP/Radek Pietruszka)

Andrzej Gontarczyk karierę w Służbie Bezpieczeństwa jako tajny współpracownik rozpoczął w 1974 r. Jego żona Jolanta, dziś nosząca nazwisko Lange, trzy lata później. Ponieważ mieli rodzinę w RFN i nosili się z zamiarem wyjechania tam, SB wykorzystała to przygotowując ich do działania – mówił w radiowej „Jedynce” ekspert ds. służb specjalnych Piotr Woyciechowski. W audycji dyskutowano o Jolancie Lange, prezes Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego Pro Humanum, która kiedyś jako TW inwigilowała ks. Franciszka Blachnickiego, założyciela ruchu Światło-Życie.

Jako TW SB inwigilowała księdza. Teraz zajmuje się walką z dyskryminacją

– Nie oceniaj, poznaj: to istota różnorodności, to postawa otwartości na innych, to wrażliwość i umiejętność takiego działania, które daje swobodę...

zobacz więcej

W ramach Warszawskich Dni Różnorodności prezentowano, jak informuje ratusz, „doskonałe dokumenty dotykające różnych przesłanek dyskryminacji”, takie jak „»L.Poetki« (o poetkach lesbijkach, dla których tożsamość psychoseksualna jest inspiracją twórczości)”, występy „chóru LGBT+” i promowano spotkania z „freegenderowym mężczyzną”.

Podczas wydarzenia głos zabrała Jolanta Lange, prezes Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego Pro Humanum, która poparła tzw. kartę różnorodności.

– Nie oceniaj, poznaj: to istota różnorodności, to postawa otwartości na innych, to wrażliwość i umiejętność takiego działania, które daje swobodę każdemu, tak abyśmy czuli, że jesteśmy razem, a to co nas różni jest naszym bogactwem – mówiła podczas Warszawskich Dni Różnorodności Lange.

Jak się okazało, Jolanta Lange we współpracy ze służbami specjalnymi PRL – jako Jolanta Gontarczyk – inwigilowała wraz ze swoim mężem w RFN założyciela ruchu oazowego ks. Blachnickiego.

Misja w Carlsbergu

Jak przypomina rozgłośnia, małżeństwo Gontarczyków w 1984 r. przybyło do miejscowości Carlsberg, gdzie mieszkał duchowny, i angażując się w działalność ośrodka i zarazem zdobywając zaufanie księdza, śledziło go. „Kapłan przez dłuższy czas otrzymywał sygnały o agenturalnej działalności Gontarczyków i w 1987 r., gdy powiedział dwóm współpracownikom o swoich podejrzeniach, zmarł krótko po tym, jak z nimi rozmawiał” – wskazano.

W latach 2005-2006 IPN prowadził śledztwo w sprawie zabójstwa ks. Blachnickiego, które zostało umorzone. Prokurator Instytutu Ewa Koj potwierdziła agenturalną działalność Gontarczyków na szkodę zarówno ośrodka w Carlsbergu, jak i zachodnioniemieckiej Polonii. Nie wykluczyła, że „ostra wymiana zdań” między księdzem a małżeństwem miała „działanie stresogenne”. Nie znalazła jednak podstaw do stwierdzenia, że ks. Blachnicki został otruty przez Gontarczyków.

Ks. Józef Tischner konsultantem służb PRL. IPN opublikował dokumenty

Ks. Józef Tischner w 1983 r. został zarejestrowany przez Departament IV MSW – wchodzący w skład Służby Bezpieczeństwa i zajmujący się walką z...

zobacz więcej

W Polskim Radiu odbyła się debata o przeszłości małżeństwa Gontarczyków. Piotr Woyciechowski stwierdził, że „Andrzej swoją karierę w SB jako tajny współpracownik rozpoczął w 1974 r. w Łodzi”.

„Wyszkolony i niebezpieczny”

– Najpierw zajmował się dość skomplikowanymi kombinacjami operacyjnymi, zmierzającymi do zwalczania ambasad niemieckich na terenie w Polsce. Był bardzo dobrze wyszkolony, świadomy, niebezpieczny, w pełni sterowalny, chętnie podejmujący działalność z pełną inicjatywą. Współpraca Jolanty Gontarczyk zaczęła się trzy lata później, a do werbunku osobiście doprowadził jej mąż, który bał się, że jeśli do tego nie dojdzie, to zostanie przez nią nieświadomie zdekonspirowany – mówił ekspert.

Jak zaznaczał, mimo to „pani Jolanta kontynuuje tę działalność”. – Tylko już nie w wymiarze agenturalnym, a jawnym przeciwko Kościołowi katolickiemu i chrześcijaństwu. To jest główny cel – mówił.

Woyciechowski wskazał, jak doszło do zmiany nazwiska Jolanty Gontarczyk na Lange. – Jej ojciec i babka wywodzili się z tego rodu. Byli folksdojczami. Ojciec pani Jolanty na początku lat 40. był tajnym współpracownikiem, zanim wyjechał do Niemiec. Mając więc w RFN rodzinę, małżeństwo Gontarczyków nosiło się z zamiarem wyjechania tam z Polski. SB to wykorzystała, szkoląc i przygotowując ich do zadania – stwierdził.

„Nie byli szeregowymi tajniakami”

Z kolei publicysta Rafał Otoka-Frąckiewicz, mówił, że „Gontarczykowie zostali wysłani do Niemiec nie tylko po to, by inwigilować ks. Franciszka Blachnickiego”. – To miał być element żabiego skoku. Najpierw wkupujemy się w łaski bardzo szanowanego księdza, później umieszczamy tych ludzi w zachodnioeuropejskiej chadecji, a w finale być może nawet w londyńskim rządzie. To nie zostało potwierdzone, ale w tym kierunku zmierzało. Zresztą po zdemaskowaniu i powrocie do Polski Gontarczykowie nie byli szeregowymi tajniakami, ale nad ich losem pochylili się panowie Kiszczak i Urban – powiedział.

źródło:
Zobacz więcej