Listy znane i wyczekiwane

Komitet wyborczy lewicy jest co prawda nowy, ale i tak nazywa się SLD – zauważa Krzysztof Karnkowski (fot. PAP/Marcin Obara)

Tworzenie najpierw koalicji, później zaś list wyborczych w warunkach bardzo płynnych składów i zmieniających się nazw bloków, jest samo w sobie niemal tak samo emocjonujące, jak wieczór wyborczy i spływające ostateczne wyniki. I chociaż od kilku tygodni można było odnieść wrażenie, że akcja stoi w miejscu, a politycy co chwila ogłaszają, że już za chwilę, już jutro, już za godzinę będzie miał miejsce zwrot, po czym nic się nie dzieje, trochę się jednak wydarzyło.

Kierunek Czarzastego, loty Tuska, wojna Wałęsy

To nie był dobry tydzień dla Razem i Wiosny, które muszą iść na wybory jako SLD. Kiepsko ma się również PSL i jego nowy antysystemowy sojusznik...

zobacz więcej

Najpierw PSL, a później SLD rozeszły się z KO, postkomunistyczna lewica połączyła siły z młodymi rewolucjonistami, a najwięksi beneficjenci systemu z PSL z antysystemowcami z Kukiz’15 – by ostatecznie wszystko było właściwie po staremu. W wyborach wystartują PiS i PO (jako Koalicja Obywatelska), uzupełnione o SLD i PSL. A że składy poszczególnych graczy będą wzmocnione (lub osłabione, tego dowiemy się dopiero w dniu wyborów) mniej lub bardziej egzotycznymi transferami, to zupełnie inna historia. Na wyborczej karcie najważniejsze są szyldy.

Elżbieta Zielińska, posłanka UPR, a jeszcze niedawno jedna z bardziej rozpoznawalnych medialnie przedstawicielek Kukiz’15 odejście z ugrupowania uzasadniła brakiem konsultacji i podjętą właściwie jednoosobowo decyzją o pójściu razem z PSL. Tymczasem – choć obu klubom w wielu sprawach było do siebie blisko, oba też próbowały funkcjonować w formule opozycji merytorycznej (w odróżnieniu od totalnych w swej negacji rządów PiS Nowoczesnej i Platformy) – trudno wyobrazić sobie w takiej koalicji, potwierdzonej dodatkowo wspólnym klubem parlamentarnym po wyborach, realizację postulatów antysystemowych.

Wydaje się, że decyzja o porozumieniu zawarta została dość gwałtownie, bardziej z desperacji, niż kalkulacji, zaś Paweł Kukiz nie przewidział aż tak dużych jej kosztów. Świadczą o tym jego bardzo nerwowe reakcje na głosy sprzeciwu dawnych kolegów i sympatyków, lecz również skala wewnętrznego oporu, sprawiająca, że gra okazała się nie być warta świeczki. Oczywiście zakładając, że Kukizowi nadal chodzi o cos więcej, niż wejście do parlamentu kolejnej kadencji, które wydaje się prawdopodobne. Może się jednak okazać, że po wyborach PSL nawiąże współpracę z SLD i/lub Platformą, Kukiz zostanie zaś samotnym posłem niezależnym, bez kolegów i struktur.

„W Polsce nie ma już na opozycji antysystemowych ugrupowań”

Widzimy pewnego rodzaju kapitulację ugrupowań, które pozycjonowały się jako ugrupowania antysystemowe; ten eksperyment okazał się w Polsce...

zobacz więcej

Otwarte pozostaje pytanie o jeszcze bliższą przyszłość. Wciąż trwają rozmowy na temat wzajemnego wsparcia kandydatów opozycji w wyborach do Senatu. Tym razem zamiast jednego lub kilku szyldów, rozwiązaniem miałoby być prawdopodobnie niewystawianie konkurencji dla kandydata jednego z ugrupowań w danym okręgu. Wydaje się niemal pewne, że taką współpracę nawiążą Koalicja Obywatelska i Sojusz Lewicy Demokratycznej, w rozmowach – ponoć obiecujących – bierze jednak udział również PSL. Co więcej – ważni politycy stronnictwa, tacy, jak Piotr Zgorzelski, wypowiadają się o tym pomyśle bardzo ciepło. Co prawda, dopytywany o sprawę w radiowej Trójce Zgorzelski kluczy, mówiąc, że nie oznacza to pójścia razem, a jedynie niewystawienie konkurenta w imię wzajemnego szacunku, finał jest przecież ten sam.

Co więc w tej sytuacji ze współpracą Pawła Kukiza z ludowcami w wyborach nie do sejmu, a senatu? Czy Kukiz będzie apelować do swoich wyborców, by w poszczególnych okręgach głosowali na polityków PO czy lewicy?

Pytanie jest o tyle zasadne, że lewica – deklarując możliwość rezygnacji z ubiegania się o część mandatów, przedstawiła już część swoich propozycji – takich jak Wanda Nowicka, Jerzy Jaskiernia czy Jerzy Wenderlich. Co ciekawe, ten ostatni nie tak dawno wymieniany był jako kandydat Koalicji Obywatelskiej. Politycy KO wysyłają sygnały, że kandydatury ludzi lewicy są dla nich do zaakceptowania, choć nie podoba im się forma jednostronnego ogłoszenia nazwisk. Jeśli tak samo zachowają się ludowcy, Kukizowi dojdzie do długiej listy jeszcze jeden problem.

„Jedynka” Koalicji Obywatelskiej w Rzeszowie: Nie czuję i nie rozumiem Polski wschodniej

„Nie czuję i nie rozumiem Polski wschodniej. Nie potrafię nadawać na tych samych falach” – mówił w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Paweł Poncyljusz,...

zobacz więcej

Elżbieta Zielińska w rozmowie z Polskim Radiem potwierdziła również, że gdyby rozmowy z PSL zaczęły się wcześniej, wszystko mogło wyglądać inaczej. Możliwa była szeroka, centroprawicowa koalicja ludowców, Kukiza i środowisk Marka Jurka, być może również innych polityków, takich, jak Marek Jakubiak.

Tymczasem Koalicja Polska najpierw w wypowiedziach samych polityków PSL stała się formacją centrową, by skończyć jako lista tej partii, na której wzięto kilkunastu zwolenników Kukiza, przy okazji niszcząc jego ruch i pozycje społeczne. Zamiast szerokiej koalicji mamy więc de facto wrogie przejęcie. Czy tak samo skończy się obecne rozdanie po lewej stronie sceny politycznej?

Jeśli – podobnie jak ja – maja Państwo tendencję do zapamiętywania nieistotnych drobiazgów, zapewne pamiętacie też, że Razem i Wiosna powstały jako kontrpropozycja wobec SLD dla lewicowych wyborców. Przy czym obie te partie były – z różnych powodów i w różnym stopniu – bardzo krytyczne wobec Platformy.

Kiedy doszło do porozumienia lewicy, kluczową sprawą była nazwa nowego tworu, która mogła pozwolić zachować młodszym kolegom twarz w sojuszu z Sojuszem, dotąd przecież zwalczanym. Tymczasem po kilku manewrach, według części głosów podjętych przez starych wyjadaczy z SLD ze świadomością, że są skazane na porażkę, sprawa kończy się jak z PSL i Kukizem. Komitet wyborczy jest co prawda nowy, ale i tak nazywa się Sojusz Lewicy Demokratycznej, równie dobrze więc Czarzasty mógłby ogłosić, że po prostu bierze na listy ludzi Zandberga i Biedronia. Jednak od Kukizowców na liście PSL i Razem z Wiosną na liście SLD lepsi są politycy PiS na listach Koalicji Obywatelskiej.

Nie tak dawno ogłoszono, że w KO odnalazł swoje miejsce Paweł Kowal, teraz okazuje się, że dołączy do niego Paweł Poncyliusz, startujący z Rzeszowa. Wydaje się więc, że PJN znów jest już praktycznie w komplecie, choć do kolegów nie dołączy raczej znów związany z prawicą Adam Bielan.

I znów PiS jest o kilka długości do przodu. Podczas gdy w Koalicji Obywatelskiej listy do Sejmu zmieniane były ręcznie, kiedy tylko ktoś zaczyna na zewnątrz wynosić swoje fochy, a jak wygląda sprawa Senatu, nie wie chyba nikt, Prawo i Sprawiedliwość zapowiedziało ogłoszenie kompletnych list na piątek i faktycznie, kilka minut po południu poznaliśmy nazwiska wszystkich kandydatów tej partii.

Tusk – premier, który haratał w gałę dla Polski

Platforma Obywatelska w sprawie lotów o statusie HEAD polityków PiS straciła najlepszą okazję, by milczeć. Dziś jest już jasne, że wyborcy nie...

zobacz więcej

Opozycja, kilka dni temu, również podawała jako termin koniec tygodnia, PSL i lewica zapowiedziały już, że zajmą naszą uwagę w weekend. Czy faktycznie wszystko mają już spięte? Politycy lubią ostatnio zaskakiwać nas decyzjami, które dopiero później okazują się nieprzemyślane, niczym innym nie było zarówno ogłoszenie jedynek przez Schetynę, jak i zawiązania koalicji lewicy czy PSL i Kukiza.

Ujawnienie list do Sejmu i (poszerzonej lub nie) do Senatu będzie niemal na pewno początkiem kolejnego stadium chaosu, wzajemnych pretensji i podkładania sobie nóg, tym razem już w trakcie kampanii. Tym bardziej, że wszystko wydaje się wracać w stare koleiny sprzed wygranych dla PiS wyborów do Parlamentu Europejskiego. Coraz ostrzejsza dyskusja na tematy światopoglądowe, w której od słów przechodzi się do czegoś, co naprawdę trudno nazwać artystycznym performancem, a politycy opozycji w stylu, który przyniósł ich środowisku utratę rządu dusz, krytykują udaną katowicką defiladę, sięgając dodatkowo po broń, lubiącą wybuchać w rękach z niej korzystających – fake newsy.

Dodatkowo kwestia lotów najważniejszych osób w państwie finalnie została rozegrana w starym dobrym stylu, rządzący pokazali, że po prostu skorzystali (czy powinni, inna sprawa) z mechanizmów, wypracowanych przez poprzedników i postanowili zabawki odebrać wszystkim, przy okazji pokazując, co działo się z nimi wcześniej.

Co więcej, zawirowanie na szczytach władzy wykorzystano do wzmocnienia pozycji popularnego wśród wyborców prawicy Mariusza Kamińskiego, co jest mocnym sygnałem i dla własnego twardego elektoratu, lecz również dla opozycji. Niektórzy mogą mieć kłopoty ze spokojnym snem, nie tylko z obawy o wynik wyborów. Z drugiej strony jednak rządzący muszą pamiętać, że bomby odpalane zbyt późno nie zawsze uderzają tam, gdzie miały uderzyć, czego najlepszym i mam nadzieje wciąż pamiętanym przykładem jest sprawa Beaty Sawickiej.

źródło:
Zobacz więcej