Socjolog o wychowaniu dzieci: mogą nie udźwignąć ciężaru ważnych decyzji

Ekspert podkreśla, że kulturowe przyspieszenie procesów psychologicznych nie jest możliwe (fot. Shutterstock/surowa)

Na pozór wydaje się, że zrywamy z tradycją, ale prędzej czy później syn marnotrawny powróci do ojca, bo zatęskni za stabilizacją i jasno określonym porządkiem – powiedziała w wywiadzie dla „Plusa Minusa”, sobotnio-niedzielnego wydania „Rzeczpospolitej”, socjolog prof. Małgorzata Bogunia-Borowska. Ekspertka odniosła się m.in. do różnych modeli wychowywania dzieci.

„Doznajemy zbędnych cierpień”. Pedofile po raz szósty na praskiej paradzie gejów

Szósty raz, według informacji podanych przez samych zainteresowanych, „Czechosłowacka Społeczność Pedofilna” wzięła udział w Prague Pride, praskim...

zobacz więcej

Prof. Bogunia-Borowska pytana, czy uważa model rodzic kumpel i dziecko partner za zły pomysł na wychowanie, odpowiada, że kulturowe przyspieszenie procesów psychologicznych, szczególnie u dzieci, jest niemożliwe ze względu na sprawę dojrzałości emocjonalnej. „I nawet jeśli ubierzemy dziecko wedle mody dla dorosłych, czyniąc je kopią samych siebie, będziemy rozmawiać z nim na istotne tematy, a do tego włączać je w podejmowanie ważnych decyzji rodzinnych, to wcale nie oznacza, że dziecko będzie przygotowane, by udźwignąć ciężar decyzji i uczestniczyć w ważnych dyskusjach” – wyjaśnia.

„Przykładem może być ekologia. Ostatnio modny jest trend, by włączać w tę debatę również dzieci. Znana jest historia Grety Thunberg, dziewczynki, która strajkowała w Szwecji przeciwko zmianom klimatu” – mówi socjolog i zastanawia się, na ile 15-letnia Thunberg sama z siebie przejęła się ekologią, a na ile została włączona w dyskurs ludzi dorosłych.

„Oczywiście można dzieci uczyć, czym jest ekologia, jak dbać o naturę, jak się opiekować zwierzętami i że trzeba selekcjonować odpady oraz mówić, czym jest recykling. Ale jednocześnie trzeba bardzo uważać, żeby dzieci najzwyczajniej nie przestraszyć, nie budować w nich dodatkowego lęku, że natura umiera i że my też zginiemy” – czytamy w „Plusie Minusie”.

„Amerykańska antropolog kulturowa Margaret Mead, opisując kulturę współczesności, nazwała ją wyjątkową w dziejach świata. To dlatego, że pierwszy raz w historii mamy do czynienia z sytuacją, w której dzieci w pewnych zakresach wiedzy wyprzedziły swoich rodziców i dziadków. To zaburzyło linearny rozwój cywilizacji. Do tej pory to dziadkowie, czyli ci najstarsi w społeczeństwie, mieli największy zakres wiedzy i doświadczeń. To oni mogli je przekazywać, przestrzegając i ucząc młodszych. Transmisja wartości odbywała się od najstarszych w społeczeństwie do najmłodszych. Natomiast dziś mamy sytuację, w której te doświadczenia są bardzo różne, czasami nawet skrajne, na dodatek oparte na nieustannym kontakcie z mediami” – dodaje Bogunia-Borowska.

źródło:

Zobacz więcej