Cios w seksbiznes. Willa rozkoszy już nie będzie przynosiła krociowych zysków

Jacuzzi, sauna, eleganckie pokoje z łazienkami, dobry wyposażony bar i ładne, młode kobiety gotowe na niemal wszystko – takie atrakcje oferowała agencja towarzyska w podwarszawskich Łomiankach. Prowadzące przybytek małżeństwo miało na niej zarabiać nawet kilkaset tysięcy złotych miesięcznie. Eldorado się skończyło, gdy do lokalu wpadli policjanci CBŚP i pogranicznicy; zatrzymali sześć osób.

Bossowie gangu sutenerów muszą oddać 10 milionów złotych zarobionych na prostytucji

Po 5 mln zł muszą oddać Robert i Grażyna Ch., którzy przez osiem lat kierowali kilkunastoma agencjami towarzyskimi w Krakowie i Zakopanem....

zobacz więcej

Spełniamy marzenia – takim hasłem reklamowała się w sieci agencja z Łomianek. Kilkusetmetrowa willa oferowała, jak twierdzili właściciele, „nietuzinkowe wnętrza, klimatyzowany bar z najlepszymi alkoholami świata, 30 komfortowych pokoi, jacuzzi i saunę fińską”, a dla spragnionych mocniejszych wrażeń – „pokój sado-maso”. Na klientów czekało „30 zniewalająco pięknych i zmysłowych kociaków, które zadowolą nawet najbardziej wymagającego Klienta”.

Dodatkowe atrakcje, które oferowano w willi to m.in. „live sex show, lesbian show lub zniewalający masaż erotyczny”. Lokal działał bez większych problemów od wielu lat. Wiedziała o nim większość miejscowych, a także policjanci. Brakowało tylko świadków, którzy potwierdziliby, że właściciele czerpią korzyść z nierządu.

Okres prosperity zakończyli stołeczni antyterroryści, którzy przed kilkoma dniami wpadli do lokalu i błyskawicznie obezwładnili sześć osób odpowiadających za funkcjonowanie przybytku rozkoszy. Po antyterrorystach wkroczyli funkcjonariusze warszawskiego zarządu CBŚP, którzy od jakiegoś czasu we współpracy z Prokuraturą Okręgową w Warszawie rozpracowywali agencję i kontrolującą ją grupę sutenerów. Wspomagali ich koledzy z Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej.

Policjanci CBŚP „odwiedzili” największą stołeczną agencję towarzyską

„Czekolinda” szefowała luksusowemu przybytkowi rozkoszy.

zobacz więcej

Śledczy ustalili, że agencję kontrolowała szajka, na czele której stało małżeństwo: Olena i Piotr J. oraz ich znajomy – Wiesław G. Ich rola ograniczała się do zarządzania interesem i rozliczania podwładnych oraz prostytutek z utargu.

Godzina z wybranym „kociakiem” kosztowała od 300 zł wzwyż. Dodatkowo płatne były wspomniane wcześniej atrakcje, takie jak np. jacuzzi czy pokój sado-maso.

Nie było niczym niezwykłym, gdy klienci płacili nawet po kilkanaście tysięcy złotych za nocną zabawę. Stąd też zyski właścicieli sięgały kilkuset tysięcy złotych miesięcznie. Podczas przeszukania przybytku znaleziono biżuterię i ok. 70 tys. zł w gotówce.

W agencji zatrudnione były Polki, Ukrainki, Białorusinki i Rosjanki. Jak ustalono, żadna z kobiet nie była zmuszana do prostytucji. Werbowano je najczęściej przez ogłoszenia na popularnych serwisach erotycznych.

Olena i Piotr J. oraz Wiesław G. usłyszeli w prokuraturze zarzuty kierowania zorganizowaną grupą przestępczą i czerpania korzyści z nierządu, z czego uczynili sobie stałe źródło dochodu. Cała trójka trafiła do aresztu. Prokuratura i policjanci CBŚP zapowiadają kolejne zatrzymania.

źródło:
Zobacz więcej