90 lat temu urodziła się Anna Walentynowicz. Archiwalne wideo z 80 urodzin

90 lat temu, 15 sierpnia 1929 r., urodziła się Anna Walentynowicz - jedna z kluczowych i symbolicznych postaci rodzącej się na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych „Solidarności”. To z jej powodu wybuchł słynny strajk w Stoczni Gdańskiej.

Poczta Polska wprowadziła do obiegu znaczki z wizerunkiem Anny Walentynowicz

Anna Walentynowicz była wierna ideałom Sierpnia – powiedział prezes IPN Jarosław Szarek w Gdańsku w historycznej Sali BHP Stoczni Gdańskiej,...

zobacz więcej

Anna Walentynowicz urodziła się 15 sierpnia 1929 r. w wiosce Sienne (dziś Sadowe) na Wołyniu. Wychowywała się w ubogiej, wielodzietnej rodzinie – z obu małżeństw obojga rodziców narodziło się dziesięcioro dzieci. Jej matka już wcześniej była wdową, gdy zaś zmarła w 1937 r., ojciec ożenił się po raz drugi.

Mimo trudnych warunków materialnych Annie Walentynowicz udało się ukończyć cztery klasy szkoły powszechnej. Edukację musiała jednak przerwać z przyczyn niezależnych od siebie: w czasie wojny szkoła w Siennem została zamknięta, a ponadto po stracie rodziców dziesięcioletnia wówczas dziewczyna została przygarnięta przez polską rodzinę ziemiańską, dzięki czemu co prawda przeżyła wojnę, ale o dalszej nauce nie mogło być już mowy.

Według niektórych źródeł rodzice Anny nie zmarli, lecz oddali córkę do pracy. Nie znamy szczegółów tego etapu jej życia, ale, jak wynika z jej własnych wspomnień, nie był on sielski. Razem z opiekunami przeprowadziła się pod Warszawę, a po wojnie, gdy miała 16 lat, do Gdańska.

Wówczas opuściła opiekunów i podjęła pracę w fabryce margaryny. Dla młodej sieroty o dość smutnej przeszłości nowa rzeczywistość powojennej Polski zapowiadała się całkiem barwnie, i przyjęła ją entuzjastycznie.

– Anna Walentynowicz poczuła się obywatelką ludowej ojczyzny. Pracowała ze wszystkich sił, aby odwdzięczyć się za szczęśliwą odmianę losu. Została przodownicą pracy, dostała mieszkanie, pojechała na festiwal młodzieży do Berlina – pisała Joanna Gwiazda.

Pracując w „Amadzie” Walentynowicz ukończyła kurs spawacza i jesienią 1950 r., podjęła pracę w Stoczni Gdańskiej. Była doskonałym pracownikiem. Potrafiła podobno wykonać nawet 270 proc. normy. Być może właśnie to uchroniło ją przed zwolnieniem, dość szybko bowiem dojrzała zgrzyty między oficjalną propagandą socjalistycznego raju a twardą rzeczywistością.

„W czasie mojej pracy w stoczni widziałam wywieszone wszędzie hasła i plakaty. Głównym ich tematem była troska o rodzinę. Wiedziałam, że to był blef. Haseł tych nikt nigdy nie wprowadził w życie, a ja chciałam to zrobić. Na każdej naradzie, a co miesiąc odbywała się narada produkcyjna, omawiane były plany miesięczne w ramach planów pięcioletnich, które musieliśmy realizować. Tam zaczęłam domagać się szacunku dla człowieka i należytej zapłaty za ciężką pracę. Występowałam zgodnie z wywieszonymi wszędzie hasłami. Okazało się, że jestem niewygodna” – pisala. Stała się jeszcze bardziej niewygodna gdy wykryła dwie afery: okazało się, że dyrektor na koszt stoczni postawił sobie willę w Sopocie, prawdopodobnie do samej budowy wykorzystywał też pracowników. Z kolei przewodniczący rady zakładowej defraudował pieniądze pochodzące z funduszu zakładowego przeznaczone na zapomogi dla pracowników chorych, biednych i potrzebujących. To wystarczyło, by Walentynowicz była jednocześnie uwielbiana przez pracowników i znienawidzona przez kierownictwo stoczni.

Nienagannej pracownicy, której Rada Państwa czterokrotnie przyznała Krzyz Zasługi, nie można było zwolnić, ale w 1968 r. przeniesiono ją na inny wydział. Przełomem był grudzień 1970 r., gdy Anna Walentynowicz wzięła udział w protestach robotniczych, przygotowywała posiłki dla strajkujących.

Po tych wydarzeniach podobnie jak spora część społeczeństwa Walentynowicz całkowicie zmieniła swoje nastawienie do komunistycznych władz i całego systemu. Po nieudanych i cokolwiek naiwnych próbach jego ulepszenia teraz nadszedł czas jego rozmontowywania. Dla Walentynowicz zbiegło się to z osobistą tragedią - śmiercią męża, Kazimierza Walentynowicza; a także z fatalną diagnozą, jaką sama usłyszała na oddziale onkologicznym.

– Chciałam pomagać innym ludziom. Tym bardziej że wiedziałam, iż żyję na kredyt Pana Boga, bo po kuracji onkologicznej lekarze dawali mi najwyżej pięć lat życia. Chciałam te pięć lat wykorzystać. Coś zrobić, coś po sobie zostawić, jakieś chociaż dobre wspomnienie. Dlatego bez reszty się poświęciłam – opowiadała.

Kiedy w kwietniu 1978 r. powstały Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża, praktycznie natychmiast Walentynowicz nawiązała z ich członkami kontakt i stała się jedną z aktywniejszych ich działaczek. Wtedy po raz pierwszy została aresztowana na 48 godzin. rozpoczęły się represje: nagany, potrącenia pensji, przeniesienia.

Postanowiła jednak działać legalnie. Od każdej z podobnych decyzji składała odwołania - zazwyczaj zresztą wygrywając. Po niespełna dwóch latach takiej aktywności stała się zarówno dla dyrekcji Stoczni Gdańskiej, jak i całego systemu na tyle uciążliwa, że zdecydowano się zwolnić ją z pracy. Co gorsza, nastąpiło to dosłownie kilka miesięcy przed osiągnięciem przez nią wieku emerytalnego.

Konsekwencje były zaskakujące. Zwolnienie Walentynowicz nastąpiło 7 sierpnia 1980 r., a już tydzień później członkowie WZZ rozdawali ulotki z apelem o przywrócenie jej do pracy. „Wybuchł strajk, a jego pierwszym postulatem był powrót do pracy suwnicowej. Jeszcze tego samego dnia strajkujący wymusili na dyrekcji Stoczni, by wysłano samochód po Walentynowicz i przywieziono ją do zakładu. Stała się zatem »matką« strajku, który miał przejść do historii Polski i świata – pisali Sławomir Cenckiewicz i Adam Chmielecki.

Dwa dni później, w nocy z 16 na 17 sierpnia, powstał Międzyzakładowy Komitet Strajkowy, który ogłosił historyczną dziś listę 21 postulatów. Kolejny tydzień później, 31 08, podpisano tzw. Porozumienia Sierpniowe - w czym uczestniczyła również Walentynowicz. Podobnie jak w wyewoluowanym z MKS Niezależnym Samorządnym Związku Zawodowym "Solidarność".

Później była stopniowo marginalizowana, ludzie Wałęsy usunęli ją z MKZ. Mimo to po wprowadzeniu stanu wojennego i ona znalazła się na liście działaczy przeznaczonych do internowania. Aresztowano ją 18 grudnia 1981 r., po czym zamknięto najpierw w Bydgoszczy, a następnie w Gołdapi. Siedziała tam do lipca 1982 r., a zaledwie miesiąc po zwolnieniu aresztowano ją ponownie. 30 marca 1983 r. usłyszała wyrok: rok i trzy miesiące w zawieszeniu.

Angażowała się w upamiętnienie ofiar kopalni „Wujek” – za co znów trafiła do aresztu – a potem brała udział w głodówce w Bieżanowie, mającej na celu uczczenie pamięci zamordowanego ks. Jerzego Popiełuszki, z którym była zaprzyjaźniona.

W życiu politycznym nie funkcjonowała zupełnie: ani bezpośrednio przed rokiem 1989, ani wiele lat po upadku komunizmu. Na początku lat dziewięćdziesiątych powróciła na krótko do pracy w stoczni, ale tylko po to, by powiększyć bardzo dotąd skromną emeryturę. Później zaś jej aktywność ograniczała się w zasadzie do organizowania seminariów pod hasłem „W trosce o Dom Ojczysty”.

Pamięć o dokonaniach Anny Walentynowicz zaczęła powracać dopiero mniej więcej po roku 2005. Dopiero wtedy uhonorowano ją najwyższymi odznaczeniami państwowymi, w tym Orderem Orła Białego (2006) i przyznawaną przez Rzecznika Praw Obywatelskich Nagrodą im. Pawła Włodkowica (2009) – „za odwagę w występowaniu w obronie podstawowych wartości i prawd nawet wbrew zdaniu i poglądom większości”.

Anna Walentynowicz zginęła tragicznie 10 kwietnia 2010 r. w katastrofie smoleńskiej.

źródło:

Zobacz więcej