„Gdyby Donald wyciął Kamińskiego, to nie byłoby tych afer". Kamiński – wróg PO nr 1

Nowo powołany minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Kamiński podczas uroczystości mianowania w Pałacu Prezydenckim w Warszawie (fot. PAP/Radek Pietruszka)

Nienawidzą go Donald Tusk, Roman Giertych, Radosław Sikorski, Sławomir Nitras i wielu innych polityków Platformy Obywatelskiej. Przede wszystkim ci, których niezgodne z prawem działania – dzięki pracy Centralnego Biura Antykorupcyjnego – wyszły na jaw. Kim jest Mariusz Kamiński, o którym Jan Kulczyk mówił w Amber Room, że gdyby go wcześniej „Donald wyciął”, to „nie byłoby tych następnych afer”?

Nowy szef MSWiA „to właściwa osoba na właściwym miejscu”

zobacz więcej

Mariusz Kamiński został w środę ministrem spraw wewnętrznych i administracji. Wcześniej był m.in. ministrem koordynatorem służb specjalnych, pełnomocnikiem rządu ds. utworzenia Centralnego Biura Antykorupcyjnego, a następnie jego szefem. Jego nominacja nie bez przyczyny postrzegana jest jako wzmocnienie rządu.

Antykomunista

Kamiński ma na koncie spory dorobek polityczny. W PRL był działaczem opozycji. W 1981 r. jako szesnastolatek trafił do poprawczaka za zbezczeszczenie Pomnika Wdzięczności Armii Czerwonej. W 1983 r. aresztowano go podczas demonstracji opozycji za stawianie czynnego oporu milicji i relegowano z liceum. Na studiach na Uniwersytecie Warszawskim działał w podziemnym Niezależnym Zrzeszeniu Studentów - był członkiem zarządu. W 1989 r. brał udział w podstoliku Okrągłego Stołu jako przedstawiciel niezależnych organizacji studenckich. Za działalność w NZS został w 2010 r. odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

W 1993 r. Kamiński założył antykomunistyczną Ligę Republikańską – miała to być reakcja na powrót postkomunistów do władzy. Był posłem AWS i PiS. W latach 2001-2002 był wiceszefem Przymierza Prawicy, ugrupowania współtworzonego m.in. przez polityków Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego, którzy nie zgadzali się na porozumienie z Platformą Obywatelską (w 2002 r. Porozumienie zjednoczyło się z PiS).

Na początku sierpnia 2006 roku, po powołaniu CBA Kamiński – który wcześniej był pełnomocnikiem ds. organizacji biura – objął stanowisko szefa instytucji. Jednocześnie zrezygnował z członkostwa w PiS, bo ustawa o CBA nakazuje apolityczność. Wyrok w ramach zemsty?

Po przejęciu władzy w 2007 r. premier Donald Tusk pozostawił Kamińskiego na stanowisku szefa CBA. W październiku 2009 r., po prowadzonym przez CBA śledztwie w sprawie lobbingu przy ustawie o grach hazardowych (sprawa dotyczyła polityków PO) go odwołał. Według Tuska, Kamiński wówczas „wykorzystał CBA przeciw konkurentom politycznym”.

„GPC”: Fałszywi pracownicy służb polowali na Kamińskiego

Od kilku miesięcy trwała operacja mająca doprowadzić do odwołania ze stanowiska ministra koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego....

zobacz więcej

W marcu 2015 r., w trakcie kampanii prezydenckiej, Kamiński został skazany na 3 lata więzienia i 10-letni zakaz zajmowania stanowisk publicznych za przekroczenie uprawnień w związku z akcją CBA dotyczącą tzw. afery gruntowej. Sąd uznał m.in., że Kamiński przekroczył uprawnienia i prowadził nielegalne działania operacyjne CBA. Kontrowersyjny wyrok wielu uznało za podyktowany względami politycznymi.

„Dzisiejszy wyrok godzi w elementarne poczucie sprawiedliwości. Jest kuriozalny, rażąco niesprawiedliwy i niezrozumiały. Przypomnę, że inny skład tego samego sądu rejonowego umorzył to postępowanie z powodu braku cech przestępstwa” – pisał w przekazanym mediom oświadczeniu Kamiński. Polityk nie pojawił się w sądzie na odczytywaniu wyroku.

Kamiński dowodził, że działania podjęte w sprawie „afery gruntowej” przez CBA były legalne, natomiast wyrok skazujący go i jego współpracowników prowadzi do wniosku, że CBA nie powinno w ogóle zajmować się tą sprawą. „A przecież w wyniku tych działań sprawcy przestępstwa zostali ujęci i osądzeni. Oba wyroki są ze sobą sprzeczne” — pisał. Według Kamińskiego, wyrok stanowił zemstę ekipy rządzącej za ujawnienie przez niego „afery hazardowej”.

16 listopada 2015 roku prezydent Andrzej Duda ułaskawił Kamińskiego i byłych funkcjonariuszy CBA skazanych za działania w sprawie afery.

W składzie sędziowskim, który skazywał Kamińskiego, orzekał sędzia Wojciech Łączewski. Sama jego postać również budzi kontrowersje. „Na sali w sądzie korzysta z tabletu, ma profil na Twitterze” – pisała o Łączewskim w marcu 2015 r. „Gazeta Wyborcza” i to właśnie na Twitterze sędzia miał ustalać sposób na zmianę władzy w Polsce z kimś, kogo brał za Tomasza Lisa.

Degrengolada sędziowska [OPINIA]

Środowisko sędziowskie toczy gangrena. To wiadomo od kilku dziesiątków lat. Dzisiejszym widomym tego znakiem jest jedna z najbardziej...

zobacz więcej

Pod koniec stycznia 2016 r. portal Kulisy 24.com napisał, że znany sędzia nawiązał za pośrednictwem Twittera prywatną korespondencję z osobą, którą uważał za Lisa. W kolejnych wiadomościach przedstawił się jako Wojciech Łączewski. „Chłopcy w krótkich spodenkach chcą sobie wziąć kałasznikowy i bawić się nimi po pijanemu” – ostrzegał przed nowym rządem i namawiał rzekomego Lisa na spotkanie. W rzeczywistości wysyłał wiadomości do autorów dziennikarskiej prowokacji.

By upewnić się, że mają do czynienia z Łączewskim, dziennikarze, poprosili go o wysłanie zdjęcia. Kiedy ich rozmówca to uczynił, autorzy prowokacji zaproponowali mu spotkanie. Łączewski zgodził się i pojawił w umówionym miejscu.

W lutym 2016 r. sędzia Łączewski złożył w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie ustne zawiadomienie, że nieznana mu osoba włamała się na jego konta prowadzone pod fikcyjnymi nazwiskami na Twitterze i w jego imieniu prowadziła korespondencję. Z ustaleń śledztwa wynikało, że do włamania nie doszło. W związku z tym, do krakowskiego Sądu Dyscyplinarnego wpłynął wniosek o uchylenie sędziemu immunitetu, który jednak umorzono.

„Gdyby Donald wyciął Kamińskiego, to nie byłoby tych afer"

O działaniach Kamińskiego w sprawie ujawnienia afer z lat rządów PO słychać m.in. w nagraniach rozmów istotnych wówczas postaci ze świata polityki i biznesu. W programie „Strefa starcia” w TVP Info ujawnione zostało nagranie ze spotkania ówczesnego szefa NIK Krzysztofa Kwiatkowskiego i miliardera Jana Kulczyka.

„Ministerstwo finansów jak dziecko we mgle”. TVP Info ujawnia nagranie rozmowy Kulczyka z Kwiatkowskim

– Moim zdaniem kilka przyczyn się na to nałożyło. Jest intensyfikacja tych kołowrotków VAT-owskich i oni trochę to przespali. Według naszych analiz...

zobacz więcej

W prywatnej rozmowie Kulczyk, biznesmen związany z władzą PO-PSL, który za rządów Donalda Tuska osiągał ogromne zyski, wyjaśniał Kwiatkowskiemu źródło ujawnienia afer PO. Rozmowa miała miejsce 10 czerwca 2014 roku, w Pałacyku Sobańskich w restauracji Amber Room, w dniu, w którym Sejm odrzucił wniosek prokuratury o odebranie immunitetu Mariuszowi Kamińskiemu.

Jan Kulczyk: Pewne rzeczy szkoda, że idą tak wolno, wiesz, bo jak ktoś ma miękkie serce, to powinien mieć przynajmniej twardą dupę, tak. Jak tak sobie myślę, to co się wydarzyło, co oni nabroili, Kamiński [Mariusz] wiesz, tymi swoimi działaniami. Dzisiaj sejm ich uniewinnił.

Krzysztof Kwiatkowski: Słyszałem, że tak.

Jan Kulczyk: Tak.

Krzysztof Kwiatkowski: Ale tam też awantura była nieziemska. No przynajmniej tego prosty człowiek nie ogląda. Przy tym wszystkim.

Jan Kulczyk: Tak, tak. [...] Ale tutaj trochę niepotrzebnie Donald chciał być ponad tym wszystkim i nie wyciął Kamińskiego. Przecież nie byłoby tych następnych afer.

źródło:
Zobacz więcej