Układ z „Rympałkiem” pogrążył bossa grupy nowodworskiej

Marek Cz. pseudonim Rympałek (fot. arch. PAP/Paweł Supernak)

Na osiem lat więzienia skazał stołeczny sąd okręgowy Jarosława P. ps. Biały, byłego szefa grupy nowodworskiej. Boss był oskarżony o kierowanie gangiem oraz sprzedaż trzech pistoletów maszynowych sojusznikom z bandy „Rympałka”. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że części zarzucanych przestępstw dopuścił się, siedząc w areszcie na warszawskiej Białołęce.

Sąd uznał, że dożywocie byłoby zbyt surową karą dla „Rympałka”

Marek Cz. ps. „Rympałek”, osławiony boss warszawskiego półświatka i dwaj jego tzw. usypiacze: Marek R. ps. „Broda” i Jerzy B. ps. „Jurek” są już...

zobacz więcej

Jarosław P. został skazany przez Sąd Okręgowy w Warszawie na karę 8 lat więzienia. Gangstera uznano za winnego „założenia i kierowania zorganizowaną grupą przestępczą o charakterze zbrojnym, tzw. grupą nowodworską”. Banda działała od lata 2007 roku do końca listopada 2010 r. „Biały”, który twierdzi, że nigdy nie miał takiego pseudonimu, został skazany także za handel narkotykami oraz bronią.

Gangster może mówić o prawdziwym pechu, bo organa ścigania zainteresowały się nim niejako przypadkowo. Śledczy rozpracowywali bowiem gang Marka Cz. ps. Rympałek. Zastępca tego ostatniego – Jacek S. ps. Falconetti zdecydował się na współpracę z prokuraturą i opowiedział wszystkich interesach Marka Cz. A także o interesach kooperantów i klientów bandy „Rympałka”. Takich jak np. Jarosław P. ps. Biały.

Nowi sojusznicy i sahary

Losy „Białego” i „Rympałka splotły się w 2008 roku, w areszcie na warszawskiej Białołęce. Obaj gangsterzy odsiadywali tam swoje wyroki. Nowodworscy bandyci mieli wówczas poważny problem z gangiem „Szkatuły”, przeganiającym ich z trasy gdańskiej, gdzie żerowali na przydrożnych „tirówkach”. „Biały” uznał, że w aliansie z osławionym bossem stołecznego półświatka da odpór konkurentom. „Rympałek” zgodził się na taką koalicję i od tej pory nowodworscy gangsterzy” mogli się powoływać na współpracę z ekipą Marka Cz.

Na efekty aliansu nie trzeba było długo czekać. Latem 2008 r. „Biały” zorganizował sprzedaż ludziom „Rympałka” trzech pistoletów maszynowych, zwanych przez przestępców saharami. Wiadomo, że „Rympałek” zadzwonił z celi do jednego ze swoich ludzi i kazał mu przekazać Michałowi C., że ma się pojawić na widzeniu w areszcie. Formalnie C. miał spotkanie ze swoim kolegą - Michałem P. Jednak, dziwnym trafem, przy stoliku obok, „Rympałek” rozmawiał z rodzicami. Gdy na sali widzeń zrobiło się nagle zamieszanie, boss powiedział C., że „są trzy sahary za 15.000 tysięcy”. Podwładny wiedział już, co ma robić.

Odbiór broni nastąpił w ciągu kilku do kilkunastu dni po tym widzeniu. Okazało się, że sahary to czechosłowackie pistolety maszynowe. Broń była sprawna. Ostatecznie trafiła do magazynu gangu „rympałkowego”, w mieszkaniu przy ul. Waszyngtona, gdzie w marcu 2010 r. znaleźli ją policjanci. Okazało się, że gangsterzy trzymali arsenał w lokalu wynajętym od jednego z dziennikarzy motoryzacyjnych, który nie miał pojęcia, kim są najemcy.

25 lat dla „Rympałka” to za mało. Prokuratura chce dożywocia

Prokuratura zdecydowała się na złożenie apelacji od wyroku z ubiegłego roku, skazującego osławionego warszawskiego gangstera – Marka Cz. ps....

zobacz więcej

Tydzień z „Rympałkiem”

W czasie śledztwa prowadzonego przez Mazowiecki Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej i podczas procesu, Jarosław P. konsekwentnie nie przyznawał się do zarzutów. Potwierdził, że kiedy w maju 2008 r. trafił do aresztu na Białołęce, poznał tam Marka Cz. – Byliśmy w jednej celi przez około tygodnia. To była pięcio- lub sześcioosobowa cela. Przez ten tydzień to tak nie zdążyli się wszyscy poznać. Nie współdziałałem z Markiem Cz., (...), w sprawie handlu bronią. Nie wiem w ogóle o co chodzi – mówił Jarosław P.

Dla „Białego” dowodem na to, że padł ofiarą pomówienia w sprawie pistoletów maszynowych jest fakt, że w czasie, gdy siedział w jednej celi z „Rympałkiem”, służba więzienna nie znalazła tam żadnego telefonu. – Cela była codziennie przeszukiwana. Wywracana do góry kołami – wyjaśniał.

Sąd nie dał wiary słowom Jarosława P. i uznał, że bardziej wiarygodni są skruszeni bandyci, którzy opowiadali o działaniach „Białego”. Poradnik dobrego bandyty

Jarosław P. to jedna z barwniejszych postaci podwarszawskiego półświatka. Zasłynął tym, że chciał doszkalać swoich podwładnych w bandyckim rzemiośle. Jednym z jego pomysłów na bezpieczne działanie było porwanie prokuratora i uzależnienie go od narkotyków lub nagranie na wideo jak otumaniony uprawia seks z prostytutką. „Biały” zalecał zbieranie kompromitujących materiałów na osoby robiące interesy z jego gangiem. Uważał, że należy zrobić zdjęcia wszystkim wrogom ekipy i założyć każdemu z oponentów swoiste teczki osobowe.

Jakby tego było mało, w swoich notatkach boss napisał, że wstrzyknięcie ofierze pewnej substancji chemicznej, może doprowadzić do wylewu i zgonu, który będzie wyglądał jak naturalny. Planował wykorzystywanie amytalu sodu i skopolaminy do otumaniania porwanych czy przesłuchiwania ludzi podejrzewanych o zdradę.

„Biały” w czasie jednej z odsiadek około 2000 roku odgrażał się w grypsie: „Rzucać kamieniami we lwa, który siedzi w klatce, to potrafi każdy. Zobaczymy co będzie, gdy lew wyjdzie na wybieg”. W innym żalił się: „tyle fałszu i obłudy wyszło na jaw podczas naszej odsiadki, że nigdy wcześniej bym nie pomyślał, jakimi ludźmi się otaczaliśmy”. „Na Białołęce jest więcej przekupnych klawiszy niż gdzie indziej. Skąd swojego czasu na Białołęce te wszystkie telefony komórkowe. I to po kilkadziesiąt na pawilonie?” – pisał boss do jednego z gangsterów.

źródło:
Zobacz więcej