Tusk – premier, który haratał w gałę dla Polski

Donald Tusk jako premier w ciągu blisko siedmiu lat urzędowania odbył niemal trzysta lotów do Gdańska (fot. arch.PAP/Paweł Supernak)

Platforma Obywatelska w sprawie lotów o statusie HEAD polityków PiS straciła najlepszą okazję, by milczeć. Dziś jest już jasne, że wyborcy nie nabrali się na zgrywanie oburzonych tą praktyką przez partyjnych kolegów i koleżanki Donalda Tuska.

Długa lista lotów Donalda Tuska. PiS ujawnia dokument

Apelujemy o podstawową, elementarną uczciwość i sprawiedliwość w traktowaniu wysokich urzędników państwowych i o przykładanie takiej samej miary do...

zobacz więcej

Rozbawiła mnie podana niedawno przez media informacja, że jedna z podróży Donalda Tuska została opisana w rządowej dokumentacji jako „wykonywanie zadań państwa”. Kłopot w tym, że pan premier leciał wtedy na mecz charytatywny organizowany przez TVN.

Być może wszyscy zainteresowani szczerze wierzyli, że Tusk „harata w gałę” dla Polski. I że to, co dobre dla jego partii i liberalnych mediów, jest tożsame z „wykonywaniem zadań państwa”. Bądź co bądź na tym polegał najważniejszy dogmat elit III RP: co dobre dla nich, dobre dla kraju. I stąd też dzisiejsza frustracja i złość pokonanych, że jednak społeczeństwo ośmieliło się z tym nie zgadzać. A wiele wskazuje na to, że większość Polaków nadal się z tym nie zgadza.

Sprawa lotów polityków Prawa i Sprawiedliwości miała solidnie zaszkodzić rządzącej partii. Były o tym przekonane niemal wszystkie media i publicyści różnych opcji. Tak się jednak nie stało – jeśli wierzyć sondażom przeprowadzonym już po tej historii. Zapewne duży wpływ miało na to ustąpienie marszałka Kuchcińskiego.

Odejście tak znacznego polityka pokazało opinii publicznej, że rządząca obecna partia jest w stanie zareagować stanowczo, gdy sprawa okazuje się nadto kontrowersyjna. I patrząc na politykę jako realną grę sił – to po prostu twarde, ale opłacalne zachowanie – intencje polityków są mniej istotne niż realnie podejmowane przez nich kroki.

Ale bodaj najważniejszym czynnikiem, który sprawił, że tę bombę udało się rozbroić bez sondażowego kolapsu, był fakt, że chyba nikt nie traktował serio jeremiad polityków Platformy Obywatelskiej. Przed kamerami mediów, które mają odwagę zadawać liberałom niewygodne pytania, politycy PO w tej sprawie wili się jak piskorze.

Oczywiście, nie ma wątpliwości, od czterech lat rządzi PiS. Tylko że przez osiem lat rządów Platformy właściwie żadne media nie robiły najmniejszej afery z lotów Donalda Tuska, Bogdana Borusewicza i innych polityków PO. No ale wszystko jest przecież jasne – wszak premier Tusk nawet gdy haratał w gałę na meczu charytatywnym TVN, to „wykonywał zadania państwa”.

Nie mam większych wątpliwości, że politycy, gdy są u władzy, dość łatwo przyzwyczają się do dobrego. Przywileje władzy są faktem bodaj w każdym ustroju. W III RP było i jest jednak na ogół tak, że tzw. liberałom mniej patrzono na ręce. Dlaczego?

Dlatego że wielkie media, żyjące na ogół bardzo dobrze z wielkim kapitałem, będące istotnym elementem elity, nie miały interesu w tym, by zbyt mocno uderzać w polityków tej opcji. Tusk był pupilem opiniotwórczych elit. I śmieszne jest, że ludzie, którzy dziś narzekają na brak pluralizmu medialnego, tak szybko zapomnieli, jak on wyglądał w czasach, gdy właściwie wszystkie istotne media „głaskały po głowie” Słońce Peru.

„Ja bym z tego afery nie robił”. Prezes PiS o lotach premiera Tuska

zobacz więcej

Zresztą, statystyka mówi sama za siebie: Donald Tusk jako premier w ciągu blisko siedmiu lat urzędowania odbył niemal trzysta lotów do Gdańska; wraz z żoną zwiedzał też egzotyczne kraje, turystycznie atrakcyjne.

– Co do sensu politycznego tych wyjazdów można mieć pewne wątpliwości – komentował Jarosław Kaczyński. I sądząc z mnóstwa wypowiedzi tzw. zwykłych internautów w mediach społecznościowych, lider PiS nie jest w tej opinii odosobniony.

A to wiąże się z szerszym zjawiskiem: liberalna opozycja płaci dziś sporą cenę za to, że kiedyś była rozpieszczana przez niemal wszystkie media w Polsce. Dziś rozkład opinii przedstawia się inaczej i nie jest to nieistotne także pod kątem informacji i opinii, jakie docierają do polskiego społeczeństwa. Nie ma już politycznych świętych krów – bo i PiS-owi, i PO obrywa się od dużych mass mediów.

Oczywiście, nie brakuje takich, którzy tęsknią za czasami, gdy Donald Tusk „haratając w gałę” „wykonywał zadania państwa”. Jest ich mniej niż kiedyś, ale są to ludzie, którzy głęboko wierzą, że III RP w najlepszym wydaniu to taka, którą rządzili liberałowie przy mniej lub bardziej jawnym poparciu środowisk postkomunistycznych. Tym ludziom wybaczało się więcej – a w latach 90. właściwie wszystko, nie tylko z największymi aferami, ale też z największymi patologiami terapii szokowej.

Podejrzewam zresztą, że niektórych najbardziej gniewa nie tylko to, że rządzi PiS. Gniewa ich i to, że politycy tej partii mają czelność głośno krytykować choćby Leszka Balcerowicza. Choć jest to krytyka zniuansowana – co dobrze słychać choćby w wypowiedziach prezesa PiS o konieczności głębokich reform jako metodzie wyjścia z gospodarki centralnie planowanej epoki realnego socjalizmu.

Podsumowując: gdyby III RP nie była krajem, w którym politycy mogli naprawdę dużo, ale nie musieli prowadzić sensownej polityki społecznej i prorodzinnej, anty-PiS-owskie tyrady i wszelkie potknięcia rządzącej partii byłyby karane znacznie mocniej przez elektorat. Ale dziś mamy do czynienia z niezwykłym jak na ostatnie trzy dekady fenomenem: ludzie wciąż masowo nie ufają tym, co haratali w gałę „dla Polski”. Być może podejrzewają, że za dużo bramek przy okazji strzelono polskiemu społeczeństwu.

źródło:
Zobacz więcej