Zagadka Brunona Kwietnia

Brunon Kwiecień na sali rozpraw (fot. PAP/Jacek Bednarczyk)

Jednym z tematów dnia są dziś ślady na szyi Dawida Kosteckiego, boksera, który najprawdopodobniej powiesił się w celi aresztu na warszawskiej Białołęce na początku sierpnia. Niemal w tym samym czasie w więzieniu zmarł dr Brunon Kwiecień, skazany za planowanie zamachów terrorystycznych na polski sejm i polityków, w tym prezydenta Komorowskiego, jeszcze w czasach rządów Platformy Obywatelskiej. Niektórzy bardzo chcą widzieć w tym powrót tzw. „seryjnego samobójcy”, choć wcześniej akurat oni jego obecności na obrzeżach polskiej polityki nie zauważali. Sprawa śmierci Kwietnia wydaje się już zamknięta, o Kosteckim jakiś czas jeszcze poczytamy. Jednak to właśnie historii doktora z Krakowa warto się znów przyjrzeć.

Są wyniki sekcji zwłok Brunona Kwietnia

Brunon Kwiecień, skazany za przygotowywanie zamachu terrorystycznego na Sejm, zmarł w więzieniu z przyczyn chorobowych. Sekcja zwłok mężczyzny...

zobacz więcej

„To on chciał zabić prezydenta!”, „To on chciał zabić premiera!”, „Planował podstawić pod sejm samochód pułapkę!” krzyczały media, przygotowując nas do drakońskiego wyroku w sprawie, w której, gdy przyjrzeć się uważniej, nie było zbyt wielu mocnych dowodów i która od początku wyglądała na prowokację służb. Którą zresztą Kwiecień wyczuł i, według ujawnionych przez swojego adwokata zeznań jednego ze świadków, agenta ABW, zrezygnował ze swoich planów na miesiąc przed aresztowaniem. Spodziewano się wówczas zwrotu w śledztwie i odwołania przynajmniej części zarzutów.

W trakcie śledztwa dowiedzieliśmy się, że poza samym chemikiem, wszyscy pozostali członkowie jego „organizacji terrorystycznej” byli agentami polskich służb specjalnych i nie ponieśli za tę akcję żadnej odpowiedzialności. Broni, którą miał posiadać, ciężarówki, którą przewieźć miał materiały wybuchowe, wreszcie samych materiałów wybuchowych – nie odnaleziono. Nie przeszkodziło to jednak skazać Brunona Kwietnia jako pierwszej osoby w historii Polski po 1989 r. za terroryzm.

Początkowo na 13 lat, później wyrok zmniejszono do lat dziewięciu. I właściwie zapomniano o tej tajemniczej i mocno podejrzanej sprawie. Właściwie mało kto w szczegóły wchodzić chce nawet dziś, gdy dowiedzieliśmy się o śmierci Kwietnia, wedle wszelkich ustaleń spowodowanej przez przyczyny naturalne.

Szykował atak terrorystyczny na Sejm, teraz skarży się na ABW

Skazany prawomocnie w kwietniu na 9 lat więzienia za przygotowywanie zamachu terrorystycznego na Sejm Brunon Kwiecień skarży się na ABW....

zobacz więcej

Po siedmiu latach wciąż trudno jednak całą sprawę zrozumieć. Spisek, którego wszyscy, poza jednym, uczestnicy to agenci służb, wyglądał na historię trochę jak z Chestertona, trochę jak z dziejów carskiej Ochrany.

Czy Kwiecień był człowiekiem łatwym po podobnego podpuszczenia? Zapewne był. Czy stwarzał zagrożenie dla swojego otoczenia? I tu nie można odpowiedzi twierdzącej wykluczyć, miał na swoim koncie spowodowanie wybuchu, w którym w młodości stracił palce, później często wracał do wywoływania kontrolowanych przez siebie, czasem bardzo spektakularnych i rejestrowanych na filmach eksplozji.

Zapewne faktycznie podchodził do polskiej polityki w czasach drugiej kadencji Platformy bardziej emocjonalnie, niż to było przyjęte nawet w opozycji. Zdarzało mu się fantazjować na temat „zrobienia porządku”, swoje radykalne poglądy głosił jawnie, publicznie i pod nazwiskiem. Wyglądał więc na idealny cel i pierwszą (jak się finalnie okazało, jedyną) ofiarę podobnej akcji.

Jaki jednak był jej prawdziwy motyw, skoro wiele sygnałów płynących ze śledztwa wskazywało, że to nie od nadpobudliwego naukowca wyszedł pierwotny pomysł? Wywołanie atmosfery zagrożenia, na której władza zyskałaby wizerunkowo, dla służb zaś zwiększenie uprawnień i porzucenie pomysłów o zbyt intensywnej kontroli ich pracy to chyba najbardziej oczywiste możliwe korzyści, jeśli zastanowimy się, komu to wszystko mogło się przysłużyć.

Kwietniem próbowano też uderzyć w ówczesną opozycję, wynajdując jego aprobatywne opinie o prawicowych mediach, cytowane z upodobaniem choćby przez „Gazetę Wyborczą”. „Mścicielem wyhodowanym przez służby” nazwał Kwietnia prof. Andrzej Zybertowicz, a dla wielu prawicowych tytułów sprawa miała być próbą odwrócenia uwagi od mordu dokonanego na pracowniku biura PiS przez Ryszarda Cybę.

Ślady na szyi Dawida Kosteckiego. „Dwa małe strupy”

Obok bruzdy wisielczej na szyi Dawida Kosteckiego znajdowały się dwa małe strupy, które nie wzbudziły podejrzeń przeprowadzających sekcję zwłok....

zobacz więcej

Pamiętajmy wreszcie, że sami politycy ówczesnego obozu rządzącego, z Donaldem Tuskiem włącznie, przedstawiali w chwilach szczerości świat służb specjalnych jako silniejszy od polityków, wymykający się spod kontroli, a zarazem bardzo chaotyczny.

„Musimy znów pokazać, że jesteśmy przydatni/Bo w działalności naszej tak to jest/Musimy udowodnić, że nie tacy my ostatni/Polska zdaje właśnie ważny test/Dokonać aby tego, trzeba środków więcej/To bezpieczeństwa jest warunek, każdy to wie/Bo żaden funkcjonariusz nie będzie żył w nędzy/Zlikwidujemy to w zarodku w minuty dwie” – śpiewał Kazik Staszewski na płycie Kultu „Prosto” z 2013 r.

I żeby nikt nie miał wątpliwości, do jakiej sprawy nawiązuje, w refrenie zawierającym tytuł utworu dodawał „Bomba na parlament, dookoła zamęt/Przy okazji prezydenta/Niechaj dziad popamięta”.

Brunona Kwietnia nie ma już między nami i zanosi się na to, że pozostaniemy w sferze domysłów, insynuacji i teorii spiskowych. Na ile był osobą groźną dla otoczenia, na ile zaś pionkiem w grze ABW, która, jak się zdaje, wyszła w tej sprawie z roli i zbyt mocno zaangażowała się w kreowanie wydarzeń będących przyczyną zakończenia akcji aresztowaniem, procesem sądowym, wreszcie wysokim wyrokiem dla Brunona Kwietnia.

Sprawa ta wciąż budzi niepokój, ponieważ odnieść można wrażenie, że chodziło w niej nie tyle o zneutralizowanie niebezpiecznego naukowca, co o maksymalne wykorzystanie go do celów politycznych i propagandowych. To zaś nie sprzyja wytworzeniu w obywatelach poczucia bezpieczeństwa.

Chciałoby się napisać, że przecież czasy te mamy już za sobą, choć dziś próbuje się wykorzystać zgon przywołanego na początku tego tekstu Kosteckiego do stworzenia innego wrażenia. To prawda, jednak dopóki nie tak dawne przecież sprawy nie zostaną wyjaśnione, rzucać będą cień na kolejne lata i sytuacje. Dlatego wyjaśnienie przyczyn śmierci Brunona Kwietnia powinno stać się impulsem do przyjrzenia się również początkowi jego historii.

źródło:
Zobacz więcej