Nie widać poważnej konkurencji

Po niespodziewanym mariażu z PSL Kukiz'15 stanowi integralną część opozycji totalnej (fot. Twitter/KUKIZ15)

Oczekiwana od pewnego czasu decyzja prezydenta wreszcie stała się znana. Jest nią data wyborów do Sejmu i Senatu, czyli naszego parlamentu – 13 października. Jej ogłoszenie to także sygnał do oficjalnego, w pełni legalnego rozpoczęcia kampanii wyborczej. Do wyborów zostało już tylko równo dziewięć tygodni i wiele może się jeszcze zmienić.

Ruszyła kampania przed wyborami. Sprawdź wyborczy kalendarz

9 sierpnia formalnie ruszyła kampania przed wyborami parlamentarnymi. W tym dniu w Dzienniku Ustaw opublikowano postanowienie prezydenta Andrzeja...

zobacz więcej

Na razie jednak od wielu miesięcy bez przerwy sondaże wskazują zdecydowaną przewagę obozu Dobrej Zmiany nad pozostałymi ugrupowaniami. Nad ostatnio powstałymi blokami wyborczymi czy jak wolą nazywać je sami zainteresowani – koalicjami wyborczymi.

W porównaniu do obecnej sytuacji w Sejmie trwającej jeszcze kadencji, nastąpiło niewielkie przesunięcie. O ile do tej pory Kukiz'15 pozostawał bytem dość niezależnym od rządzącego PiS, jak również od tzw. opozycji totalnej, to po niespodziewanym doraźnym mariażu z PSL i starcie w wyborach ze wspólnych list pod egidą ludowców Kukiz'15 stanowi integralną część opozycji totalnej.

PSL wcześniej nie stosował wprawdzie tak bezwzględnych i brutalnych sposobów w walce z PiS, jak robiły to Platforma i Nowoczesna, ale od momentu wejścia w skład Koalicji Europejskiej podczas majowych wyborów do Europarlamentu, również PSL coraz bardziej zaczął wpisywać się w poetykę tak charakterystyczną dla opozycji totalnej. Wedle jej założeń wszystko, cokolwiek by nie zrobił PiS należy odrzucić, w najlepszym przypadku krytykować, podważać; zaś każdą rysę, jaka pojawi się na obrazie partii, rozdmuchiwać do kosmicznych rozmiarów. Czego ostatnim przykładem jest nagonka na marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, która doprowadziła do jego rezygnacji z sejmowej funkcji, jeśli pozostać przy wersji oficjalnej.

Zasadą działania opozycji totalnej jest odrzucanie – nawet w teorii – możliwości jakiekolwiek współpracy z PiS. Szczególnie ten ostatni wymóg był głośno podkreślany przez PSL od czasu powstania KE i podtrzymywany do dziś, choć PSL co drugi dzień powtarza, że Koalicja Europejska była projektem jedynie na czas majowych wyborów, zaś po ich zakończeniu ludowcy nie pamiętają nawet, o co tam dokładnie chodziło. Projekt skończył się wraz z wyborami, a oni nie mają już nic wspólnego z różnymi sprawami, które wówczas miały miejsce.

Koalicja Obywatelska traci mandaty w Sejmie. Przedwyborczy sondaż i jeden faworyt

Prawo i Sprawiedliwość popiera 45 proc. badanych, partia Jarosława Kaczyńskiego jest zdecydowanym faworytem wyborów parlamentarnych – wynika z...

zobacz więcej

Dotychczasowe prognozy nie dają szans opozycji na zwycięstwo nad PiS–m. Byłoby rzeczą nienaturalną i niezgodną z regułami walki politycznej, gdyby jakiekolwiek ugrupowanie nie widziało siebie jako przekraczającego próg wyborczy. Zaś większość ugrupowań – w roli zwycięzcy. Jest rzeczą oczywistą, że najczęściej zapowiedzi takie, nierzadko też tożsame z przekonaniami są nierealne, ale to jest właśnie wliczone w strategię zmagań politycznych. Są przecież i tacy politycy, którzy wierzą w zasadę samospełniającej się przepowiedni i ich zapowiedzi sięgają niebotycznych wyżyn.

Jak będzie naprawdę, dowiemy się za nieco ponad dwa miesiące. Wydaje mi się, że istnieje dość bliska paralela między wyborami parlamentarnymi a prezydenckimi. Tak jak PiS nie ma konkurencji, która mogłaby mu zagrozić w osiągnięciu zdecydowanego zwycięstwa, tak podobnie na horyzoncie nie widać rywala, który mógłby zagrozić Andrzejowi Dudzie. W obydwu przypadkach wyniki mogłyby być inne, jedynie wówczas, gdyby miało miejsce jakieś polityczne trzęsienie ziemi.

źródło:
Zobacz więcej