W objęciach starych partyjniaków

Paweł Kukiz (2P) i Władysław Kosiniak-Kamysz (L) (fot. TVP info)

Samo stwierdzenie, że powstała koalicja ruchu Pawła Kukiza i Polskiego Stronnictwa Ludowego w 2015 roku brzmiałoby jak absurdalny humor. Jednak najśmieszniej robi się, jeśli pomyśleć o tym, że przecież wcześniej już PSL zawarło koalicję z kilkoma podmiotami, w tym Unią Europejskich Demokratów, z którą dziś ludowcy tworzą dziś jeden klub w Sejmie. „ZChN się zbliża” to tytuł najbardziej kontrowersyjnego przeboju w dziejach kariery Kukiza-rockmana, śpiewanego na melodię kościelnej pieśni. Połowa sejmowego UED wywodzi się ze Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego, można więc powiedzieć, że artysta przewidział swój los, chociaż chyba w inny sposób, niż przed laty zaplanował.

Z Kukiz’15 wyłania się nowe koło, kolejni posłowie odchodzą. Powstaje UPR

Czworo posłów Kukiz'15 złożyło rezygnację z członkostwa w klubie i poinformowało o utworzeniu nowego koła poselskiego o nazwie Unia Polityki...

zobacz więcej

I naprawdę nie ma się co czarować, że to tylko „start ze wspólnej listy”. Kukiz występuje pod nie swoim logo, wchodząc do układu, w którym jest wciąż gwiazdą większą, niż choćby Władysław Kosiniak-Kamysz, politykiem cieszącym się, przynajmniej do teraz, sporym zaufaniem społecznym, i mającym wciąż, znów trzeba napisać – przynajmniej do teraz, sporą grupę wiernych, oddanych zwolenników. To trochę tak, jakby, trzymając się porównań artystycznych, nie mogąc podpisać kontraktu z firmą płytową, zdecydował się nagrać płytę z innym, niezbyt przez swoich fanów cenionym zespołem, pod jego oryginalną nazwą.

Paweł Kukiz twierdzi, że nie ma struktur, koniecznych choćby do zebrania podpisów, a do tak desperackiego ruchu zmusza go praktyka polityczna i prawna. To tłumaczenie brzmi rozpaczliwie, wziąwszy pod uwagę fakt, że na stworzenie zaplecza organizacyjnego lider miał cztery lata. Poświęcił je na tracenie kolejnych, zdobywających rozpoznawalność, posłów i stojących za nimi ludzi. Podpisy udało się zebrać na początku drogi, trochę później, przy wyborach samorządowych, już było wiadomo, że są z tym problemy, jednak nie zrobiono nic, by opanować sytuację.

Porywający tłumy entuzjazm lidera wyparował, co widać było w debacie przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. To poddanie się okazało się być zaraźliwe, Kukiz’15 okazał się być wielkim przegranym, chociaż tytuł największego przegranego przypadł Konfederacji. Dlatego też Paweł Kukiz mówiąc, że nie jest w stanie samodzielnie wystartować w wyborach, ponieważ uniemożliwia mu to system, mija się z prawdą. Pretensje może mieć tylko do siebie. Najpierw bowiem pogonił prawie wszystkich, teraz zaś dziwi się, że został prawie sam.

Oponenci o koalicjancie Kukiz'15: „PSL szuka politycznych frajerów”

Prawo i Sprawiedliwość oraz Konfederacja nie zostawiają suchej nitki na ugrupowaniu Kukiz'15, które idzie do wyborów wspólnie z Polskim...

zobacz więcej

Piszę „prawie”, ponieważ znaleźć można też entuzjastów nowej drogi Kukiza. Zaliczyć można do nich Pawła Tanajno, lewicującego kandydata z ostatnich wyborów prezydenckich, jedynego, który przed drugą turą wprost poparł Bronisława Komorowskiego, by następnie związać się z Kukizem. „Centrum. W końcu bez tej prawicowej szurii. W końcu Kukiz na jakiego czekaliśmy” – pisze Tanajno, nie precyzując, w czyim imieniu wyraża ten entuzjazm. Raczej nie wyborców i sympatyków ruchu Kukiz’15, który w ciągu jednego dnia po ogłoszeniu wspólnego startu z PSL stracił tysiąc fanów na Facebooku. Żadnej partii po 2014 roku nie przytrafił się taki zjazd. Trudno się temu dziwić, skoro nie tak dawno Paweł Kukiz, zwolennik demokracji bezpośredniej, zadał swoim obserwującym z Facebooka pytanie, z którą siłą polityczną powinno związać się jego ugrupowanie. Mniej więcej tyle samo sympatyków wskazało Konfederację, wybór chyba najbardziej naturalny i spodziewany, oraz enigmatyczną inicjatywę Mariusza Maxa Kolonko. Ludowców jako partnera widziało tylko 3% spośród tych, którzy oddali głos w ankiecie. I tu demokracja bezpośrednia okazała się jedynie fasadą, za którą właśnie z PSL zawarto polityczny układ.

„Po wyborach wspólny klub. Nie ma tu dyskusji”. PSL wchłonie Kukiz’15?

Po wyborach środowiska, które pójdą do wyborów z PSL utworzą wspólny klub, nie ma mowy żebyśmy tworzyli różne kluby – powiedział poseł Marek...

zobacz więcej

Kiedy tylko w mediach pojawił się temat potencjalnej współpracy ugrupowań, pisałem, że w teorii ma ona pewien sens. Paweł Kukiz jako artysta wielokrotnie wykazał się wrażliwością i otwarciem na kulturę ludową, skoro zaś działalność polityczna byłą dla niego przedłużeniem i rozwinięciem działalności muzyczno-publicystycznej (trzeba pamiętać, że Kukiz olbrzymią część swojej twórczości poświęcił na ostry, bieżący komentarz polityczny), to i jako polityk ludowy, zwłaszcza ludowo-chadecki mógłby się odnaleźć. Co więcej, mógłby nawet zostać liderem nowego wcielenia polskiego ruchu ludowego, kończąc dzieło Romana Bartoszcze, zablokowane lata temu przez post-ZSL-owski beton. Tyle że Kukiz nie wchodzi w tę koalicję jako lider, a jako wystraszony petent, któremu własne ugrupowanie wymyka się właśnie z rąk. Od którego setkami odchodzą sympatycy, a i posłów ubywa niemal codziennie.

Marek Sawicki z PSL uważa, że jego partia z kukizowcami na listach idzie po minimum 10% głosów. Polska polityka jest nieprzewidywalna, więc choć pierwsze reakcje na to nie wskazują, załóżmy na chwilę, że faktycznie w niewielkim klubie PSL znajdzie się miejsce dla kilku osób z Kukiz’15. Załóżmy też, że zarówno Zjednoczonej Prawicy, jak opozycji brakuje kilku posłów, by zdobyć sejmową większość. Pośrodku mamy zaś klub, którego dwa skrzydła ciążą w dwie przeciwne strony. Wydawać by się mogło, że to wymarzona rola języczka u wagi, prędzej jednak skończy się to rozerwaniem tego dziwacznego tworu. Zwłaszcza, że w takiej sytuacji posłowie, którzy bezskutecznie dobijali się w ostatnich tygodniach do Prawa i Sprawiedliwości, nagle okażą się być bardzo cenni i dostaną zapewne szansę spełnienia tego, a może i kilku innych, marzeń. Lektura profili lokalnych grup Kukiz’15 w czwartkowy wieczór pokazuje, że im niżej na szczeblach tej drabiny, tym szybciej marzenia przegrały z partyjną rzeczywistością.

Marek Kuchciński rezygnuje z funkcji Marszałka Sejmu

Informuję, że w dniu jutrzejszym zamierzam złożyć rezygnację z funkcji Marszałka Sejmu – powiedział na konferencji prasowej Marek Kuchciński. Na...

zobacz więcej

PiS zgasił właśnie wizerunkowy pożar dymisją marszałka Kuchcińskiego i temat, choć niepotrzebnie dostał wcześniej dodatkowe dwa dni życia, zniknie w rezerwacie dla opozycyjnych historii, gdzie zaprzyjaźni się zapewne z dzikami, kornikiem drukarzem i martwą wiewiórką. Tymczasem partia Jarosława Kaczyńskiego dostała właśnie kolejny prezent od losu – partia, będąca dla sporej części sympatyków PiS potencjalnym ugrupowaniem drugiego wyboru, przemalowała się w barwy ochronne, które znakomicie odstraszą wahający się elektorat. Zwłaszcza ten ludowo-konserwatywny, który do PiS przeszedł od PSL i do którego Koalicja Polska chciałaby się odwołać.

Oficjalne ogłoszenie sojuszu Kukiza z ludowcami przykryło inną widomość, która pojawiła się chwilę wcześniej, a której znaczenia również nie należy lekceważyć. Państwowa Komisja Wyborcza w czwartek przedstawiła stanowisko, w świetle którego partie startujące z SLD pod szyldem „Lewica”, czyli Wiosna i Razem, nie będą miały prawa do państwowych subwencji, również w przypadku niemal pewnego przekroczenia progu 3%, który uprawnia do partycypacji w pieniądzach z budżetu, jeśli wystartują jako komitet wyborczy, nie koalicja. Druga opcja zaś gwarantuje pieniądze, lecz już nie wejście do sejmu. Niełatwy to wybór, któremu towarzyszą drobniejsze co prawda, niż u Kukiza, ale jednak wysyłane w świat oznaki niezadowolenia działaczy i wyborców, dla których współpraca z SLD jest trudna.

Były zastępca Gronkiewicz-Waltz w sztabie wyborczym Lewicy

W sztabie Komitetu Wyborczego Lewica znajdzie się były wiceprezydent Warszawy, zastępca Hanny Gronkiewicz-Waltz Jacek Wojciechowicz. Polityk został...

zobacz więcej

Wypada też odnotować, że po fali krytyki, głównie ze strony lewicujących stron na Facebooku, odmówiono możliwości startu z list Lewicy byłemu wiceprezydentowi Warszawy, Jackowi Wojciechowiczowi. Trochę ideowości w koalicji wciąż jednak zostało, gorzej jednak z formułą, której obie wersje okazują się być niekorzystne dla rozegranej przez starych wygów młodzieży, też już nie najmłodszej.

Sprzeciw wobec starych partii kolejny raz kończy się w ich objęciach. Po Nowoczesnej przekonali się o tym lewicowcy, dziś zaś przyszła pora na Kukiz’15, który w objęciach tych roztapia się zdecydowanie najszybciej.

źródło:
Zobacz więcej